Cypr: zjedz chociaż ośmiornicę

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia dostajecie maila z propozycją: zabierzemy Cię gdzieś, gdzie jeszcze nie byłaś. Przypniesz sobie pinezkę na mapie. All you can eat 3 razy dziennie.
Do Twoich obowiązków należy: dobrze się bawić, dużo jeść, robić to, co robisz zwykle. Aha, i nie musisz sprzedawać nam swojej duszy.
Każdy normalny człowiek powiedziałby tak, tylko ja powiedziałam:
No nie wiem, to nie dla mnie. Bo co na to czytelnicy? Czy powiedzą, że się sprzedałam, skoro się wożę w hotelach z gwiazdkami zamiast spać w aucie i brać prysznic od przypadku do przypadku?
Albo dobra, tak.
Albo wiesz co, jednak nie. Nie jadę. Na pewno.
Kinga jedzie? No to się jednak zastanowię.
TAK.

Ile Asia, odpowiadająca w Grecosie za ogarnianie niesfornych blogerów, musiała mnie nawyzywać przed komputerem, to wie tylko ona sama.

Dokąd? Na Cypr. Taka wyspa. Blisko Turcji. Podzielona. Raj podatkowy. Była kolonia brytyjska. Wchodzili z nami do UE. Afrodyta. Piana. Wino.
Tyle mniej więcej wiedziałam o Cyprze przed przyjazdem – że jest.

Mieliśmy 3 dni na przegląd atrakcji wyspy. Czasu mało, ale wystarczająco dużo, żeby przytyć od cypryjskiego meze. Zobaczyliśmy: Larnakę, Pafos, Limassol, Agia Napę i Kawo Greko. I chociaż wyspiarskie klimaty to nie moje klimaty, to nie mogę powiedzieć, żeby na Cyprze było mi źle. Gdyby dodać do tego jeszcze dwa dni na zwiedzanie Nikozji i narty w górach Troodos (serio, Olimp ma 2918 m.n.p.m. i śnieg leży tam do kwietnia), to Cypr spokojnie można brać pod uwagę jako alternatywę dla zimowej Polski.
Słowo-klucz: po sezonie. W marcu na Cyprze jest już tak ciepło, że ludzie hejtują Twoje zdjęcia na facebooku; jednocześnie na deptakach nie ma tłumów. Że woda w morzu zimna? Znam takich, co się kąpali – i żyją.
A Nikozję i narty muszę sobie ogarnąć sama (chyba że Grecos i CTO zabiorą nas na drugi turnus, wink).

Wiemy już gdzie, to może powiem jeszcze, z kim. Ekipa na tyle fajna, że gdybyśmy zamiast na Cyprze, wylądowali awaryjnie w Tomaszowie Mazowieckim, to też bym się dobrze bawiła.
Udział wzięli:
Kinga – znacie!
Nadia – i jej kapelusze, wow! Objechała świat, teraz pisze książkę i wiecie, że naprawdę ćwiczy jogę o 7 rano? Szacun.
Filip – jak wyżej + organizuje warsztaty kulinarne. Znany jako Głodny świata, a ja się pytam grzecznie: gdzie on to wszystko mieści?
Asia – w potrójnej roli: organizatora i blogera i zwyczajnie miłej osoby. Żywy dowód na to, że networking przy kiełbasie popłaca! (Poznałyśmy się na grillu poznańskich blogerów podróżniczych)
I dziewczyny z Agory, dzięki którym nasz wyjazd można było określić jako press trip. To brzmi dumnie! Czyli:
Paula, która nie mogła zrozumieć o co chodzi z tymi zachodami słońca (ale po tym jak zobaczyła wschód z samolotu, nie ma więcej pytań).
I Natalia – kropka w kropkę jak Scarlett Johansson. Pytanie tylko, czy Scarlett jest tak sympatyczna, jak Natalia?

I znów bez ściemy mogę napisać, że wszyscy byli w porządku.

Homo sapiens all inclusive.
Przyjrzałam się z bliska temu gatunkowi i nadal: taka forma odpoczynku/wegetacji nie jest dla mnie. Jeść i spać, spać i jeść. Ale co ja wiem o życiu, pogadamy za 40 lat. Niemniej przyznaję, że całkiem miło dla odmiany mieć w pokoju własny ekspres do kawy zamiast 17 współlokatorów. I być odebranym z lotniska o 3 w nocy, zamiast rozkładać się na podłodze hali przylotów i czekać do rana na pierwszy autobus.

Proszę pani, a ten kot pije wodę z hotelowego basenu!
Proszę pani, a ten kot siedzi przy moim stole!
Pomyłka: na Cyprze to Ty siedzisz przy stole kota.
Motyw kota będzie się przewijał przez cały wyjazd, więc może od razu wyjaśnię: jest specjalna legenda, według której w IV w. po straszliwej suszy na Cyprze rozpleniły się węże. Dopiero koty sprowadzone przez św. Helenę dały sobie z nimi radę .
Gdyby Was koty uratowały od plagi jadowitych węży, to też byście im pozwalali na wszystko. Wszędzie.








Jak będziecie grali w państwa-miasta, to macie tu dwa miasta na literę L, za 15 punktów: Limassol i Larnaka. Jedno ładne, jedno średnie.

Nie wiem, czy to kwestia tego, że znaleźliśmy w Limassol instauliczkę z instadrzwiami, czy tego że pan sprzedający warzywa w hali targowej powiedział, że jego kanarek śpiewa tylko dla ładnych dziewczyn (i zaśpiewał!), ale o ile Larnaka nie podobała mi się za specjalnie, o tyle Limassol już tak. Jako dowód mam zdjęcia – z Larnaki: 0, z Limassol – całą resztę.
Żeby oszczędzić na paliwie, jedno miejsce można by przenieść z Larnaki i wkleić w Limassol: cerkiew św. Łazarza. Tak jak za obiektami sakralnymi nie jestem, tak za tą cerkwią byłam.

Łazarz? Ten patron wstawania z grobu? Ten sam – wstał i przeniósł się na Cypr i tam równolegle ze św. Pawłem szerzyli chrześcijaństwo. Niesmigielska.com – bawiąc, uczy.























PS: ile razy myślę, że wiem z kim poszłam na kawę, bariści w Starbucksie zawsze mają na ten temat inne zdanie. Tomek jest zawsze Tomakiem, a na Cyprze byłam z: Ingą, Ioanną, Nandią (Iliz to ja).

Jednym z naszych zadań było testowanie cypryjskiej kuchni. Nie będzie przesady jeśli napiszę, że do niczego tak się w życiu nie przyłożyłam, jak do tego. Kurs ukończyłam z czerwonym paskiem.
Bufet na śniadanie, meze na obiad i kolacje w tawernie. Testowaliśmy tak skrupulatnie i dogłębnie, że do tej pory nie odważyłam się zważyć.
Czułam się jak świnia tuczna, ale czego miałam sobie odmówić: orzechów włoskich w korzennym syropie (w całości), grillowanej ośmiornicy, sałatki z prawdziwą fetą, czy kandyzowanej skórki bergamotki?

Na Cyprze koniecznie jedźcie z grupą znajomych i zamówcie meze. Meze, czyli: wszystkiego po trochu i jeszcze więcej, aż półmiski przestaną Wam się mieścić przy stole.

Najpierw przynoszą przystawki: sałatka grecka, oliwki. Do tego pita – do maczania w tahini, tzatzikach i musie z ikry (taramosalata). Ostrożnie, nawet jeśli jesteś bardzo głodny, nie rzucaj się na jedzenie! Sam ten zestaw wystarczy, żeby się najeść po kokardę.
I kiedy myślisz, że już wszystkiego spróbowałeś i więcej nie możesz – na stół wjeżdżają sałatki na ciepło, nadziewane pierożki, potrawki z jajek i cukinii, grillowane halloumi.
I kiedy myślisz, że już wszystkiego spróbowałeś i więcej nie możesz – na stół wjeżdżają mięsa (I tura). Gołąbki zawijane w liście winogron (dolmades), gulasz z wieprzowiny w czerwonym winie (afelia), szaszłyki z kurczaka i wieprzowiny.
A potem jeszcze więcej mięsa.
Każdym następnym razem byliśmy mądrzejsi, uczyliśmy się racjonować miejsce w żołądku.
I kiedy myślisz, że już wszystkiego spróbowałeś… na szczęście deser jest symboliczny. To prawda, że mam osobny żołądek na kawę i słodkie, ale bez przesady. Chociaż na kandyzowane figi albo kawałeczek naleśnika jeszcze znalazłam kieszonkę.

A potem kolejka zaczyna się od nowa. ŻART.

Jak wygląda posiłek blogerów? Jak niżej.

To jedyna sytuacja kiedy nie tylko nie musiałam się wstydzić, że robię zdjęcia jedzeniu – to było wręcz wskazane!
Co pan Bambos (nasz kierowca, najcierpliwszy z ludzi) sobie o nas wtedy myślał, nigdy nie odważyłam się zapytać.
Meze zapija się winem – słabym do obiadu, mocnym do kolacji. Mocnym na tyle, że gdyby ktoś podsłuchał o czym rozmawiają blogerzy przy winie, można by zebrać na nas grubą teczkę (social media i kompromitujące historie po alkoholu).

PS: warto było robić paznokcie na wyjazd, żeby znaleźć się jako ręka sięgająca po cytrynę na zdjęciach Filipa.





Kto przypuszczał, że w przypadkowej kafejce ubijemy interes życia?
Weszliśmy tylko na siku, wyszliśmy z siatami orzechów pekan za 5 euro.

Na Cyprze zerwiecie też z drzewa karob, orzeszki pinii i wielkie jak głowa niemowlęcia cytryny (dla porównania ręka). Cypryny?






Kogo żywo interesują starożytne zabytki? Ręka w górę, bo mnie umiarkowanie.

Znając życie, gdybyśmy jechali sami, proporcje wyglądałyby tak: głaskanie kotów : zwiedzanie zabytków jak 10:1. Tylko, że kota mamy w domu, a rzymskich mozaik – nie. Wróciłabym z kacem moralnym, że znowu nie robiliśmy nic mądrego, tylko picie kawy i łażenie po mieście nam w głowach. A tak, nie było wyboru – i słusznie. Dodam, że Maria (przewodniczka) i tak potraktowała nas łagodnie, robiąc szybki przegląd best of starożytności.
Widzieliśmy grobowce królewskie (czytaj takie, które wyglądają na królewskie), mozaiki w Nea Pafos (9/10), słup pod którym biczowano świętego Pawła.
A jeśli nie macie nic ciekawego do powiedzenia, jak ja, możecie być pewni, że w amfiteatrze sprzed dwóch tysięcy lat wybrzmi to głośno i wyraźnie (w Kourion).

To nie jest tak, że skoro wyjazd był organizowany, to pojechałam sobie goła i wesoła. Właśnie dlatego, że wyjazd był organizowany i żeby nie narobić sobie wstydu, przygotowałam się jeszcze bardziej.
Że historia Cypru jest długa i zawikłana, to każdy się domyśli od pierwszego spojrzenia na mapę. Gdzie Rzym, gdzie Cypr, gdzie Ateny, gdzie Bliski Wschód.
Ale jednego nie wiedziałam: jak się zrzekać obywatelstwa, to tylko na rzecz cypryjskiego. Na Cyprze wystarczy mieć za cały majątek mieszkanie warte 100 000 euro żeby zostać uznanym za potrzebującego i łapać się na socjal.
Niskie bezrobocie, turystyczna żyła złota i podatek 4% przyciagający firmy offshore’owe = bardzo duży tort. A tak niewielu do podziału (na Cyprze mieszka mniej ludzi niż w Warszawie).








Myślisz Cypr, mówisz Afrodyta. Brawo, zakwalifikowałeś się do pierwszego etapu olimpiady z historii.
Faktycznie mają tam skałę, niedaleko Pafos, na której wyłoniła się z morskiej piany.
Skałę wystarczy opłynąć dookoła przy świetle księżyca i już jesteś o rok młodszy. Mnie by nikt nie zmusił do pływania w miejscu gdzie nie czuję dna nawet za 100 000 lajków na facebooku. Dziękuję, postoję, popatrzę na zachód słońca. Ale Wy pływajcie.







Wiecie, jak to jest z programistami. Chuchają na nich i dmuchają. Pamiętam, jak raz wysłali Tomka z pracy na wyjazd integracyjny. Czego oni tam nie robili: hulaj dusza, off road na jeepach. Szanse, że szef mnie wyśle na coś podobnego są żadne (przypominam, pracuję w budżetówce), ale chociaż raz w życiu to ja mogłam od niechcenia rzucać Tomkowi kolejne atrakcje zaplanowane dla nas. A to, że w jednym z hoteli do śniadania osobne stanowiska były na owoce świeże, suszone i syropie. A to, że kalmary na obiad były w panierce – i bez. A to, że też jeździliśmy jeepem, po półwyspie Akamas.
Może gdyby nie jeep, to obiad zachowałby się w moim żołądku. Mogę tylko gdybać.

Tu się zaczęła widokowa część wycieczki. To niesprawiedliwe, że dzień nie składa się tylko z zachodów słońca, byłoby więcej zdjęć.













Na półwyspie Akamas kąpali się: Afrodyta, Joanna i Filip.

Powiem Wam, że można zgłodnieć nie tylko od pływania, ale nawet od samego patrzenia jak ktoś pływa. Meze na obiad było jak znalazł.
Jest meze mięsne i meze rybne. Niezły paradoks, ale na Cyprze owoce morza są drogie i często z mrożonek. Mieszkać na wyspie, ale w rejonie niezbyt obfitym w ryby – to jest definicja pecha.
Więc tak jak u nas mamy kazały zawsze zjadać chociaż mięso, wyobrażam sobie jak mamy na Cyprze każą zjeść chociaż ośmiornicę (małże, kalmary, sardynki).







Info dla plażujących: najbliżej rajskiej plaży znaleźliśmy się na Nissi Beach w Agia Napa. Raczej nie odnalazłabym się tam w sezonie, bo nigdy nie lubiłam chodzić na dyskoteki, nawet w podstawówce, ale przed sezonem prezentowało się obiecująco. Plus, nie wyglądało jakby tym dzieciom było zimno. Mam teorię: lazurowa woda jest z definicji ciepła.

A skoro Agia Napa, to i przylądek Kawo Greko.
Udowodnione: im niżej słońce, tym świat ładniejszy. Chociaż Kawo Greko mógłby mi się podobać nawet w południe. Można dojechać z Agia Napy, można zrobić spacer, można oglądać jaskinie wydrążone w klifach, można wziąć ślub w kościółku. Pełen serwis.

PS: co ten Cypr zrobiłby bez Nadii i jej kapelusza!

I wiecie co? Wcale nie bolało. Nie czuję, że zrobiłam coś wbrew sobie, nie robił różnicy jeden hasztag więcej, nie przeszkadzało zwiedzanie z przewodnikiem, nie okazałam się nietowarzyskim mrukiem (a to ciekawa obserwacja, bo – jak większość ludzi – mam się za introwertyka). Za to dużo się nauczyłam i wyniosłam ze wspólnych rozmów.
Więc to chyba prawda, co piszą o strefie komfortu. A jak już z niej wyjdziecie, to możecie przyjechać na Cypr.











  • Koci raj ! I kandyzowane figi! :O Jadę!

    • figi to jest czubek gory lodowej! jadłam też kandyzowane młode bakłażany w syropie i skórkę arbuza ;)

  • O matkooooo… Jakie zdjęcia!!!! Też chcę! Zazdro propozycji, jestem chętna również ;D Koty chyba w ogóle mają jakieś szczególne upodobanie w ciepłych krajach, bo i w Grecji było ich zatrzęsienie.
    Musieliście robić furorę, wszyscy z aparatami, jak Azjaci :) Najpierw fotka, nie, 100 fotek, później jeść. I te ogromne cytryny po przekrojeniu już nie są takie instaidealne symetryczne apetyczne.
    I niby nie napisałaś nic o kraju ogólnie, to i tak mnie namówiłaś. Bajeczka!!!

    • zapomnialam napisać o tym w poście, ale kolacje już na szczęście wyglądaly inaczej światło bylo za słabe, zeby fotografowac, więc po prostu… jedliśmy ;)

  • Zgadzam się z teorią, że lazurowa woda z definicji powinna być ciepła. Czuje jednak, że mój mózg jest oszukany. Szczególnie gdy obejrzałam niektóre zdjęcia z Lofotów. Tam też jest lazurowa woda, a to jednak już koło podbiegunowe…
    Ja myślę, że wszystkiego trzeba próbować – i takich wyjazdów również. Póki się próbuje nieznanego to nie ma jak robic coś wbrew sobie – skoro sie tego nie zna. Ale sie zamotałam.
    Bardzo ładnie się to jedzennie prezentuje, ja już jak byliście tam to śliniłam się do Waszych opowieści o torcie czekoladowym. O mamuniu…

    • nie zamotalaś się, rozumiem o co chodzi. racja! (czy to samo odnosi się do rejsu? ;)

      a wiesz, że ostatecznie żadnego z tortow nie spróbowałam? poprzestałam na zwykłych ciastach. a to z tahini mi się śni jeszcze dzisiaj. w ogóle o niektorych rzeczach tomek dopiero się dowiaduje i jest mu strasznie smutno, że nikt go na cypr nie zaprosił ;)

      • no nie! BEZ TORTÓW?! Ela, teraz ja sie zawiodłam jak Ty wtedy gdy nie dokończyłam frytek :D

  • Bartłomiej

    Zgrabny fotoreportaż introwertyka. Ciekawe, że w innych relacjach ciężko wypatrzyć nieśmigielską, może coś jest w tym introwertyku? Za to Nadia jest wszędzie ;)

    • bo ja działam w stealth mode ;) ale to fakt, że ja się koszmarnie źle czuję z drugiej strony aparatu, kompletnie nie wiem co ze sobą zrobić.
      a nadia jest wszędzie bo prześlicznie wyglądała!

  • Natalia Sma

    Jakym mogła to lajkowalabym każdy akapit :D

  • Ej, po to też prowadzisz bloga, siedzisz po godzinach nad zdjęciami i zbierasz lajki na fejsie, żeby od czasu do czasu odciąć ten szczęśliwy kupon. A szczególnie tak dobry kupon jak morze, palmy i góra jedzenia ;)
    Hm, myślałam, że nie ma czegoś takiego jak „gorsze miejsce do robienia zdjęć” i że z każdego da się coś wycisnąć. A potem pojechałam do Mediolanu, zrobiłam 2 zdjęcia i zrozumiałam, o co chodzi.
    A Twój Cypr zapamiętam pod hasłem ‚koty’ i ‚kapelusz Nadii’ ;) Ahoj!

    • w mediolanie 2 zdjęcia? o co Wam chodzi z tym mediolanem (pisze Wam, bo ta opinia notorycznie sie powtarza ;) ja co prawda byłam w 2012 roku więc dzisiaj tych zdjęć nie uznałabym za dobre (moge kiedyś odgrzebac dla żartu), ale mi tam się mediolan podobał, mogłabym wrócić nawet.

      ale czasem jest tak, że faktycznie nie widzimy nic ciekawego. czasem światlo nam nie pasuje. czasem my się nie czujemy jakbysmy byli u szczytu formy. czasem mamy zly humor. więc nie tyle miejsce może być gorsze, ile cały ten splot okoliczności, moim zdaniem.

      • Masz rację – może to nie wina miasta. Byłam po kilku dniach spędzonych nad Como, do tego zmęczona i głodna – a jak głodna to wiadomo – zła ;)
        to jak było z Larnaką? ;)

  • Ty i introwertyczny mruk – dobre sobie. :D :D

    Podobnie jak Natalia (ta z 18 piętra!) lajkowałabym każdy akapit. :D STRASZNIE fajnie się czyta o wyjeździe, na którym się też było. ;D

    • zapytałabyś moją rodzinę, moja nieumiejętność odzywania się przy obiadach jest legendarna ;) dajesz swój wpis, ciekawa jestem jak nie wiem!

      • z pełną buzią się nie gada, rodzina nie wie? :D

        a jak Ciebie znam, to masz raczej ciągle pełną buzię…… :D

        (musiałam :D :D :D :D)

        znowu mi się to białe wino chlapnięte na murek przypomniało :D

  • Ufff, jest relacja, to znaczy, że nie będziesz wymazywać wyjazdu na zaproszenie z kart historii Niesmiegielskiej.com ;) Mało tego, bardzo atrakcyjny obraz Cypru nam się tu maluje! I szalonych blogerów, którzy zamiast pałaszować meze, celują w nie obiektywami jak na polowaniu :D Ale jaki to miało urok… :)

    • juz pisałam niżej, że zapomnialam (muszę dopisać!) wspomnieć, że kolacje, kiedy światła było za malo żeby fotografoać, wyglądały inaczej. spokojniej jakby :D
      dzięki asia jeszcze raz za wszystko!

      • Prawda! Dzięki Bogu, że nie zawsze warunki sprzyjały fotografowaniu, bo inaczej nigdy nie usłyszelibyśmy tylu obciachowych historii i nie mielibyśmy haków na siebie nawzajem :D Ja też dziękuję za świetne towarzystwo!

  • Kurcze, powiem szczerze, ze gdybym nie fakt, ze jestem Twoja fanka, to jest spora szansa, ze taka relacja przekonalaby mnie do wyjazdu na Cypr! Bo wiesz jakie sa na ogol relacje i opisy miejsc biur podrozy- nudne. A tu prosze, dobra robota. I kogo tak naprawde obchodzi, czy sama za to zaplacilas czy nie?
    (Dwojka moich dobrych znajomych mieszka na Cyprze, moze to nie glupie, zeby ich w koncu odwiedzic?).

    Odkrylam tez, ze mamy match- ja rowniez plywam tam, gdzie siegam dna (ale do tej pory sie nie przyznawalam), poza tym przeplyne ze dwa metry i wracam spanikowana (a chcialam byc marynarzem, LOL).

    Piekne zdjecia- ludzi, Kingi w trawie i te wszystkie z dlugimi cieniami! I jedzenia tez i tak sobie mysle, ze to nie latwe kiedy grupa ludzi foci ten sam talerz, bo co jesli jedna osoba chce juz jesc, a druga jeszcze wykadrowac krewetke? Takze jesli udalo wam sie nie zabic, to szacun :)

    • ja nie uważam, że to wstyd, że średnio plywam – jak w basenie, to tylko na torach przy brzegu. w ogole nie czuje się swobodnie w wodzie :) umiemy inne rzeczy, których ludzie nie umieją i jest ok.

      a kinga nie do końca w trawie, kinga wącha rozmaryn z krzaka :) natomiast jeśli chodzio dlugie cienie, to zawsze żaluję, że taka idealna pora trwa bardzo krotko – nie mozna sie porzadnie przyczaić na jakąś ciekawą sytuacje bo albo trzeba zaraz iść, albo zaraz schowa sie slońce.

      grupa zaslużyła na medal, bo chociaz wszyscy byli glodni to zawsze czekali aż ‚będzie mozna jeść’. więc najpierw bylo kadrowanie krewetek, a potem szama.

      • No ja tam sie nie przyznaje z tych wzgledow, ze mam wytatuowana kotwice na nadgarstku i opowiadam na prawo i lewo, ze tak bardzo chcialam byc marynarzem, ale mnie nie przyjeli, a let’s face it- plywam tak na 3+ :D Ale wiadomo, zadna hanba :)

        • noo w obliczu nowo ujawnionych faktów, to ja wiem? może się nie przyznawaj, faktycznie ;)

  • Zu

    Kotki przy stole <3 I jakie ładne widoczki, i to morze takie niebieskie! I jeszcze z tego fotograficznie wyszło świetnie! Chociaż jak patrzy się na zdjęcia to aż trudno uwierzyć, że woda była nienajcieplejsza, bo wygląda jakby była już pełnia lata (tylko bez turystów).

    PS: Jak smakuje kandyzowana skórka bergamotki? Właśnie uświadomiłam sobie, że to cytrus (a moja ulubiona czarna herbata jest z bergamotką, nie wiem, czemu nie sprawdziłam wcześniej), to znaczy, że smakuje trochę jak pomarańczowa na pączkach?

    • jak sie asia z filipem kapali to mowili, że woda była jak w takim zimnym jeziorze.

      tak, smakuje podobnie, chociaz ta skórka na pączkach jest w małych kawałkach i taka sucha, a tu była bardziej wilgotna, soczysta. miała minimalnie inny posmak niz pomarańcza. bardzo smaczna!

  • Foty i relacja pierwsza klasa!! Byłam na Cyprze kiedyś i tak dość na szybko, bardzo chciałabym wrócić. Pozdrawiam zza miedzy czyli… Turcji ;)

    • faktycznie zza miedzy! patrzylam jeszcze dokładnie na mape przed wyjazdem i dopiero wtedy sobie uświadomiłam, jak bardzo blisko turcji lezy cypr. albo że np. do stambulu jest bliżej z polski niz na cypr wlasnie ;) ciekawe ćwiczenie – porownać sobie to, co nam sie wydaje że jakiś kraj gdzies lezy – z jego faktycznym polożeniem. zawsze się okazuje, że jednak minimalnie inne mam wyobrażenie :)

  • zwykle zanim dojdę u Ciebie do końca wpisu, zapominam co chciałam skomentować
    pozostaje co prawda zachwyt, no ale ile można się powtarzać;)

    • delikatna sugestia, że wpisy są za długie ;)

    • Dlatego polecam sposób na karteuszkę! Notuj sobie słowa klucze :D Ja właśnie siadam do mojego komentarza :D

  • Nie tak dawno widziałam ofertę pracy jako „tester luksusowych hoteli”. Wiesz przez 3 miesiące jeździsz po świecie, płacą Ci 10tys dolarów za miesiąc, wszystkie wydatki i tak są pokryte przez pracodawcę, a Ty tylko sprawdzasz poziom świadczonych przez dany hotel usług. No bajka normalnie :D Już parę lat temu rozważałam aplikowanie na stanowisko pracownika obsługi egzotycznego wycieczkowca – tylko zniechęciło mnie to, że to bity rok na morzach/oceanach bez możliwości zajrzenia do domu, a ja jednak jestem silnie zakotwiczona… Ale zdecydowanie na taki wyjazd też bym się wybrała :)

    Pierwsze zdjęcie z widokowej części wycieczki – zachciało mi się płakać. SERIO. Jak ja tęsknię za taką wodą! Zdecydowanie w poprzednim wcieleniu byłam delfinem. Niestety nie zapowiada się, żebym w ogóle w najbliższej przyszłości miała jeszcze się wybrać w chociażby podobne rejony – więc tym bardziej SMUTEK.

    Kiedyś już Ci pisałam, że kocham pływać i nurkować – więc z jednej strony bardzo chętnie opłynęłabym tę skałę nawet kilka razy, żeby cofnąć się do czasów bycia nastolatką. Ale jest jeden problem – nie lubię pływać po zmroku. Jednak w nocy ‚grasuje’ więcej drapieżnych ryb – np. murena. A tej cholery na pewno nie chciałabym spotkać. Czy chociażby takich meduz…

    Coraz bardziej się przekonuję, że chyba musiałaś sprzedać duszę jakiemuś fotograficznemu diabłu. No bo serio. Np. zdjęcie obrazów świętych na tym blacie… No takie niby nic – a podoba mi się jak cholera. Bardzo to podejrzane, bo ja jednak wolę zdjęcia ludzi.

    Mozaiki! O pani! Chyba bym się tam posikała z ekscytacji. KOCHAM MOZAIKI! W ogóle miałam kiedyś plan, że zrobię sobie kurs glazurnika i będę się właśnie specjalizować w mozaice… Plan skończył się na zakupieniu, na wyprzedaży w carrefourze za 6zł, książki „mozaika artystyczna”. Story of my life. :D

    Instadrzwi – kuuuurde, miałam kiedyś takie instadrzwi u siebie w mieście. Jeju. Były cudowne – integralna część starej kamieniczki… Ile tam się sesji robiło :D Ale co z tego – 2 lata temu drzwi zostały wyrwane, a otwór zamurowany cegłami…

    Najbardziej z całego posta ujęły mnie te zdjęcia z cieniem ludzi… No zbierałam szczękę z podłogi.
    + ostatnie zdjęcie – hejt x100000 „Baywatch wersja Fairytale”.

    • uwaga, siadam do odpowiedzi na komentarz ;)

      podsyłala mi koleżanka tę ofertę już, ale z wydaje mi się że to zawsze jest milion innych chętnych, a warunki nie takie różowe. niemniej, 3 miesiące to nie tak dlugo, dalabym radę. ale jak bym przytyła od bufetu śniadaniowego codziennie, o nie. bo faktycznie, rok to juz długo. znamy kogos, kogo corka była fotografem na takim rejsie ;)

      są też takie opcje tej legendy, ze nie trzeba pływać w nocy ;) pojedziesz jeszcze się popluskać, co masz nie pojechać!

      a z tym zdjęciem z ikoną – też byś je zrobila, gdybys tam była. wiem też, że np. filip takie ma. po prostu byl to element tak niecodzienny w tej hali (gdzieś na dziale miesnym, ale było już pusto) i tak przyciągał uwagę i zwracał uwagę na lokalną religijność, że nie dało się go nie zauważyć.

      haha. tak jak Ty glazurnikiem, tak ja mialam zostac typografem i też mam książkę na półce. i architektem wnetrz tez miałam zostać, już przegladałam rekrutacje na uczelnie (to bylo podczas urządzania mieszkania). czasem się cieszę, że te szalone plany jednak nie wypalily i nie zajmuję się czymś, co na dluższa metę mnie jednak nie interesuje.

  • Travelling Milady

    Jak dla mnie Afrodyta. Piana. Wino i czułabym się przekonana. Podziwiam, że byłaś taka twarda :)

  • wiktoria

    A gdzie kanarek?!

    Kurczę, jak mnie nigdy nie ciągnęło do all inclusive (ba, nawet nigdy w prawdziwym hotelu nie spałam, a dwójka w hostelu to już dla mnie luksus), tak teraz myślę, że może bym kiedyś spróbowała. Ale chyba nie za moje ;)
    Koty pasują do takich miejsc jak ulał, w Meksyku nad Pacyfikiem widziałam ich pełno, były wniebowzięte wylegiwaniem się w upale z turystami.
    Jedzenia zazdroszczę, jak niczego, chociaż jak się nie je mięsa ani nabiału to każdy gastrowyjazd jakiś się biedniejszy wydaje… Nie, żebym żałowała, wszystko, co kandyzowane, oraz oliwki i owoce, wystarczyłyby mi w takim miejscu do szczęścia.
    Zdjęcia, jak zawsze, pierwsza klasa. Jeździj i fotografuj (i pisz), bez Ciebie internet nie byłby taki fajny.

    • kanarek się już nie zmieścił w poście. ale zdjęcie mam!

      no właśnie jak dla mnie, jak już nam się zdarzyło spać w lepszym, to jednak hotele nadal nie są warte swojej ceny, chyba że promocyjnej ;) bufety śniadaniowe są fajne, ale po prostu wolę zjeść na mieście, a pokój i tak służy mi głównie do zostawienia swoich rzeczy, prysznica i spania.

      ostatnie zdanie mnie wzruszyło. dziękuję Ci bardzo za te słowa.