Lofoty: najlepsze widoki zaczynają się od 400 m n.p.m.

Pozostałe posty z Norwegii znajdziecie TUTAJ. W większości są z lat 2014-2015, więc ostrzegam – tekst się może nie zestarzał, ale zdjęcia już tak.

Spełnił się czarny scenariusz blogera – tyle napisałam w poprzednim poście, że już dzisiaj za bardzo nie mam co.
Planowałam stworzyć epicki przewodnik po szlakach na Lofotach, ale Ania już to zrobiła, i na moje nieszczęście zrobiła to dobrze – jej opisy ssie się jak lukrecjowy cukiereczek. Widać, że jednak mniej książek w życiu przeczytałam. Swoje dzieci monitorujcie: mniej czasu nad Kaczorem Donaldem, więcej czasu nad Charlesem Bukowskim.

A najgorzej, że jeszcze jeden odcinek z Norwegii (season finale) przed nami. Na swoją kolej czekają: najładniejsze zdjęcia, owce jak z Monty Pythona i pigułki gwałtu, więc jeśli chodzi o storytelling jako tako jestem (nomen omen) zabezpieczona.

Miał być przewodnik, będzie przewodnik – o Lofotach po polsku nigdy za wiele. Plus, ogłaszam wielki powrót rymowanych nagłówków. Lofoty – od tych rymów zapadniesz na suchoty.

Lofoty – Norwegowie na wytrzymałość mocniejsi od Gołoty

Kończymy z plażami. W tym poście mam dla Was samo mięso i pęcherze na stopach: najpiękniejsze szlaki na Lofotach – i ich opisy.

Pierwsze dwa wyjścia w góry szybciutko nas nauczyły, żeby nie mierzyć się z motyką na skandynawskie słońce. Mnie najbardziej, bo pierwszego dnia stało mi się coś w nogę i z kozicy górskiej stałam się kuternogą w górach.

Na podstawie prawie tygodniowych obserwacji da się zauważyć pewien pattern. Czym się różni typowy szlak na Lofotach od typowego szlaku w Karkonoszach?

Po pierwsze: wszystkie wzniesienia mają tu przynajmniej 400 m n.p.m. – i nie ma niższych. Im krótszy szlak na mapie, tym mniej się cieszyliśmy, bo bardziej strome było podejście.
Po drugie: nie ma półśrodków. W 9 przypadkach na 10, idąc do nie będziesz widział nic – ale jak już wejdziesz na górę, zobaczysz wszystko. Panoramę 360° masz jak w banku.
Po trzecie: poziom zaufania społecznego jest najwyższy w państwach skandynawskich, ale w tej jednej kwestii nigdy im nie wierzcie: ich oceny szlaków są odklejone od rzeczywistości.

Nie wiem, z czego są ulepieni Norwegowie, ale na pewno nie z tego samego, co my.
Zamiast mleka matki – odżywka białkowa? I shake z hormonem wzrostu na deser? Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że tylko w Skandynawii nie zdążamy na szacowany czas przejścia szlaku, a w innych krajach jesteśmy zawsze przed czasem?

To, co dla Skandynawów jest niedzielną wyprawą po bułki, dla nas równało się regularny trekking z przerwą na kanapkę pośrodku. Oni nawet na Trolltungę weszliby bez zadyszki, i jeszcze machnęli Kjerag popołudniu, gdyby leżał bliżej.


Lofoty – wygwizdowo Europy

Lofoty to wygwizdowo Europy. Z Lofotów jest podobnie blisko (daleko) do Oslo, jak na Svalbard. Spodziewałam się, że jeśli na południu Norwegii częściej widzieliśmy Teslę na drogach niż domy mieszkalne na poboczach, to na północy gęstość zaludnienia nie przekroczy 0,025 domka na kilometr. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy okazało się, że wyspy bezludne to nie są.

Z czego utrzymywali się mieszkańcy zanim Lofoty stały się instamiejscem? Z tego, że zimą dorsz spływa na tarło z Morza Barentsa na południe – a tu już na niego czekają norwescy rybacy i ich sieci. Skutek: na całych Lofotach suszą się ryby – w lipcu zostały z nich same głowy i teraz nie wiem, czy to dlatego że reszta poszła na eksport, czy dlatego, że objadły je z mięsa muchy, których było tam pełno.

Wszystkiego trzeba w życiu spróbować, ale suszonego dorsza – wystarczy tylko raz.

Krótka lekcja polskiego: co to jest eufemizm? To jak powiedzieć, o tym zapachu, że jest niezapomniany.






Volandstind

Każdy miał swój ulubiony szlak na Lofotach i tak się składa, że ten był mój: ja lubię szybko dostawać zwroty z inwestycji.
Na Volandstind idzie się może z godzinę po utartym szlaku, a dostajemy widok, który wyceniłabym na 3h – po kamieniach!

Lofoty > Karaiby. Nie jest gorąco (nie jest też zimno, średnia temperatura zimą to -1°C a przypominam, że jesteśmy za kołem podbiegunowym, evviva le Gulf Stream), słońce świeci w lipcu _cały_czas_ (a nie że tylko w dzień, pff) no i rajskość plaż jest mierzona ilością górskich szczytów w pobliżu. I tylko zamiast wody z kokosa mamy neskę z termosu, ale więcej minusów nie znajduję.

Start: Skjelford, niedaleko plaży Ramberg.
Czas: 2-2,5 h tam i z powrotem. Zależy jak długo na górze będziecie leżeć na trawie, patrzeć w chmury, wkładać Arturowi kwiaty do pępka i próbować zrozumieć gdzie zachodzi słońce na Lofotach, skoro nigdy nie zachodzi?
Długość: 2,25 km w jedną stronę.









Lofoty – domki czerwone jak sen złoty

Prawdopodobnie na hasło Lofoty większość ludzi nie ma żadnych skojarzeń, ale ci, którym coś dzwoni – na pewno dzwoni taki widok.
Uważam, że to niesprawiedliwe sprowadzać 150 km drogi E10 wzdłuż wielkiego piękna, do jednego punktu widokowego (właściwie: mostku widokowego) w miejscowości Reine, ale prawda jest taka, że sami szukaliśmy tego miejsca, żeby zrobić takie zdjęcie. Na pewno ładniej wygląda o wschodzie słońca i w śniegu, ale nie mieliśmy tyle czasu, żeby czekać.

Niespokojnych uspokajam: na pewno nie przegapicie.

Co jeszcze znajdziecie w Reine: jeśli macie miliony monet na wydanie, to będzie Wasz moment, żeby je wydać na nocleg w czerwonej chatce (rorbuer). My najbliżej chatek klasycznych domków w Reine znaleźliśmy się, kiedy Artur po dwóch dniach bez czystych majtek odebrał wreszcie swój plecak (a w nim takie nieprzydatne rzeczy na road tripie jak czyste majtki, szczoteczki do zębów, śpiwór, namiot), zagubiony w czasie i przestrzeni w trójkącie bermudzkim (berlińskim?) pomiędzy Berlinem, Oslo, a Harstad.
No i wtedy, kiedy [spoiler] w takim spaliśmy.

reine lofoty
norwegia lofoty
norwegia lofoty
norwegia lofoty
atrakcje lofotów
norwegia lofoty
atrakcje lofotów
atrakcje lofotów
atrakcje lofotów
norwegia lofoty
norwegia lofoty

Lofoty – na Reinebringen narobisz w galoty

O szlaku na Reinebringen mówi się dwie rzeczy:
– że to najpiękniejszy widok, jaki dadzą Wam Lofoty
– ALE jak nie musicie, to na niego nie idźcie.

Z tym drugim zgodzę się prędzej niż z pierwszym. Widok z Reinebringen jest faktycznie ładny – ale w moim subiektywnym rankingu znajduje się zaraz poza podium.
Widok to nie wszystko, jeszcze jest trudność i nakład sił, jakim go osiągamy. A tak się składa, że są szlaki na Lofotach, na których trochę trudniej się zabić, niż tu.

Prawdopodobnie gdyby nie kijki trekkingowe, leżałabym w śpiączce w norweskim szpitalu. Na miejscu Tomasza, który musiałby za taki pobyt zapłacić, skoczyłabym w przepaść za mną. W kraju, w którym kinder czekolada potrafi kosztować 50 zł, pewnie za leczenie szpitalne mogłabym w Polsce wystawić dom z ogrodem.
Wniosek: bez kija trekkingowego nie podchodź!

Najpierw myślałam, że czarny PR robią początkowe sekcje szlaku, gdzie trzeba wspinać się po ogromnych głazach narzutowych – ale tu akurat dobra przyczepność robi za Was robotę (na pytanie: co gdyby padało, wolę nie znać odpowiedzi).

Chodzi o to, że miejscami na Reinebringen jest bardzo stromo.
Miejscami kamienie lub gleba trzymają się bardzo luźno. Tak się składa nieszczęśliwie, że to są te same miejsca.
Po górach chodzimy nie od dziś i naprawdę, stromość trasy na Reinebringen oceniam wysoko – medal murowany, w tle leci hymn Norwegii.

Nie chcę przesadnie demonizować, nieśmiertelni Azjaci w adidasach dawali radę, to i Wy dacie. Ale jeśli macie problem z wysokościami, przepaściami, stromiznami, często nie wiecie jak Wy stąd zejdziecie, to może faktycznie, zostańcie na dole. Pomachamy Wam.

Z plusów: szlak jest morderczy (see what i did there), ale niedługi. Godzina z okładem i jesteście na górze. Niestety jest to jeden z niewielu szlaków, jakie przeszłam, z których tyle samo trwa zejście, co wejście. Slow travel w najlepszym wydaniu, a ile uważności się nauczycie przy schodzeniu, to żaden blog lifestyle’owy Wam nie da.

PS: z serii: jaki ten świat mały: po drodze na Reinebringen spotkaliśmy dziewczynę – sympatyczną, ale trochę nieprzytomną, jakby nie ogarniała tej kuwety.
Nie wiemy dokąd doszła, bo zaczęła przed nami i skończyła po nas, ale na samym szlaku jej nie spotkaliśmy – za to na tegorocznym Woodstocku już tak.

Start: zaraz za tunelem na wylocie z miejscowości Reine.
Czas: 2-3 h w obie strony.
Długość: podobno kilometr w jedną stronę. Ale to będzie jeden z trudniejszych kilometrów w Waszym życiu.

reinebringen szlak
reinebringen szlak
reinebringen szlak
reinebringen szlak
reinebringen szlak
reinebringen lofoty
reinebringen lofoty
reinebringen lofoty
reinebringen lofoty
reinebringen lofoty

Lofoty – po dwie drożdżówki na głowę i nie zbiera się na wymioty

Czy wiesz, że w Norwegii jest miejscowość o najkrótszej nazwie na świecie – Å?
Kto z Was nie przeczytał nigdy takiej ciekawostki, ten nie został wprowadzony w błąd – podwójnie.
Raz, że w samej Norwegii miejscowości o nazwie Å jest tylko trochę mniej niż u nas, dajmy na to, Kamieńców.
Dwa: List of short place names.

Ale prawdopodobnie znak drogowy najczęściej kradną w Å na Lofotach niż w Ą pod Gorzowem.
Mieliśmy bagaż rejestrowany więc to, że ograniczyliśmy się do kupna przypinki w kształcie znaku, zrobiliśmy z czystej przyzwoitości.

Co znajdziecie w Å? Wbrew pozorom niewiele: koniec drogi, muzeum suszonej ryby i piekarnię.

Czego nie znajdziecie? Miejsca, żeby rozłożyć się z namiotem.

Splurge – to indulge oneself in some luxury or pleasure, especially a costly one.

Dla niektórych ludzi to splurge oznacza noc w czterogwiazdkowym hotelu w Dubaju, dla nas – po dwie cynamonowe bułeczki z piekarni w Å. Niczego nie żałuję, a nawet zjadłabym jeszcze jedną, tu i teraz – mimo że jest koniec miesiąca i oznaczałoby to debet na koncie.

W jedynej piekarni w miejscowości, która znajduje się na końcu drogi, za kołem podbiegunowym, którą rocznie odwiedza kilkaset razy więcej turystów niż jest mieszkańców powinniśmy się cieszyć, że daily bread kosztuje 25 zamiast 250 zł, a drożdżówka 17 zamiast 170.

Å Lofoty
Å Lofoty
Å Lofoty
Å Lofoty
Å Lofoty
Å Lofoty
Å Lofoty
Å Norwegia
Å Norwegia
Å Norwegia
Å Norwegia
Å Norwegia

Sørvågen – Munkebu

Najbardziej górski, a najmniej lofotowy ze wszystkich szlaków, jakie zrobiliśmy. Na końcu czeka nagroda – widok na 3 jeziora górskie w jednym kadrze i chwila na coś słodkiego (lub wafle ryżowe z pastą bekonową, zależy co wzięliście do plecaka).

Szlak nie jest jest trudny, ekspozycji brak, a najbardziej strome sekcje są zabezpieczone łańcuchami.

Ludzie sprawni mogą wykorzystać dojście do chatki Munkebu jako popas w drodze na najwyższy szczyt Lofotów. Ludzie sprawni inaczej (w tym ja, jako była kozica górska), zadowolą się widokiem spod chatki, do której wprawdzie sami nie doszliśmy, ale byliśmy bardzo blisko.

Patrząc na dane liczbowe, najwyższego szczytu Lofotów (Hermannsdalstinden, 1029 m n.p.m.) nie ma co porównywać z Rysami (tak jak nie ma co porównywać Rysów z Mont Blanc), ale nie wielkość się liczy, tylko strzelistość. Gdybyście się tam wybierali, to taką wycieczkę najrozsądniej rozplanować na dwa dni, z noclegiem pośrodku.

Start: jezioro Sørvågvatnet w Sørvågen
Czas: 4-5 h tam i z powrotem
Długość: 11 km w obie strony

szlak Munkebu
szlak Munkebu
szlak Munkebu
szlak Munkebu
szlak Munkebu
szlak Munkebu
Munken Lofoty
Munken Lofoty
Munken Lofoty
Munken Lofoty
Munken Lofoty
Munken Lofoty
munkebu hut lofoten
munkebu hut lofoten
munkebu hut lofoten
munkebu hut lofoten
munkebu hut lofoten

Glomtinden

Szału nie robi, ale i za dużo potu nie wyciska.
Bądźmy sprawiedliwi, to nie wina Tuska, tylko wina pogody. Z deszczowego nawet Nieśmigielska nie naleje, aczkolwiek nie skreślajcie go: google images mówi, że w pogodny dzień naprawdę jest tam czego szukać.

Start: szutrowa droga koło jeziora Rørvikvatnet.
Czas: 2h tam i z powrotem.
Długość: 6 km w obie strony
Opinia Tomasza: no był jakiś widok.

Glomtinden Lofoty
Glomtinden Lofoty
Glomtinden Lofoty
Glomtinden szlak
Glomtinden szlak

I dodatkowe dwa, które co prawda opisałam w poprzednim poście, ale głupio byłoby, gdyby ktoś szukał w googlach najpiękniejszych szlaków na Lofotach, a nie znalazłby tych dwóch. Przeżyjmy to jeszcze raz!

Justadtinden

Średnio długi, nietrudny szlak; zaczyna się zaraz za miejscowością Leknes. Malowniczość bardzo, bardzo wysoka.

Start: parking z drogi Leknes – Stamsund, ok. 4-ego kilometra za Leknes.
Czas: 4 godziny tam i z powrotem.
Długość: 6 km w jedną stronę.

lofoty norwegia
lofoty norwegia

Offersøykammen

Jeden z klasycznych norweskich sunday hikes. Dla Norwega – bułka z masłem i brunostem, dla reszty świata – rzeźnia, na którą nie byliśmy przygotowani. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że krótki szlak to nie to samo co lajtowy szlak. To wtedy zaczęła mnie boleć noga i nie przestała do końca wyjazdu. Ale widok ze szczytu miażdży. Artur jak tam wszedł powiedział tylko ja pierdolę!, cokolwiek to znaczy. Raczej ja pierdolę – tak! niż ja pierdolę – o nie…, ale z człowiekiem, który wpadł jako dziecko do korytka ze świńską krwią – nigdy nie wiadomo.

Start: ciężko znaleźć, więc podam współrzędne: 68.154442, 13.513650
Czas: 1,5h round trip
Długość: Chyba krótkość. Może kilometr w jedną stronę.

I wielki nieobecny: szlak Svolværgeita. Żal, serce płacze, ale w tym deszczu (mieliśmy jeden naprawdę ponury dzień) nie tylko nic byśmy nie zobaczyli, ale jeszcze na pewno się połamali. I kto by Wam napisał o spotkaniu z orkami na wolności w następnym odcinku?

lofoty norwegia
lofoty norwegia