BERLIN Z ODZYSKU

co można powiedzieć o mieście, w którym na przestrzeni dwóch lat i trzech wizyt spędziło się w sumie kilkanaście godzin, a i to przy okazji? niewiele, więc nie będę się ośmieszać. na szczęście w internecie od oprowadzania po berlinie są inni ludzie (klik i klik), ale kiedyś przyjedziemy tu specjalnie zrobić taki przewodnik, że to inni będą go linkować.

nawet biedarelacja to za bogate określenie, my tu tylko zjedliśmy currywursta i połaziliśmy w tę i z powrotem. z racji takiej, że raz było to w sierpniu 2011, a raz dwa lata później, można zażartować, że zapraszam na berlińskie biennale fotografii (ostatnio się nauczyłam że biennale to takie coś, co się zdarza raz na dwa lata, mam nadzieję że nie tylko ja tego nie wiedziałam). zdjęcia pomieszał chochlik, ale obstawiam, że da się poznać, które wcześniejsze – bo co by to było, gdyby człowiek przez dwa lata nic się nie wyrobił.

sprzedam teraz patent, jak odgrzać kotleta, żeby nawet po dwóch latach i trzech miesiącach nadal był smaczny.
można zdjęcia albo przerobić na artsy b&w – ale wtedy jest ryzyko, że zrobicie to źle bo nie wystarczy kliknąć ‚zdejm kolor’ w picasie.
albo fotkę przyciąć do kwadratu, dodać do niczego niepotrzebną winietkę i wychodzi przemyślana kompozycja. można nie przycinać, ale wtedy winieta obowiązkowo. zresztą, po co ja to mówię, instagrama nie macie?

wspominałam, że poszliśmy na topographie das terrors – nawiasem mówiąc, nie wiem czy nie stoi tam najdłuższy zachowany odcinek muru berlińskiego w jednym kawałku. samą wystawę ulokowano na miejscu dawnej siedziby ss i gestapo. tomek jako laik (zapytajcie kiedyś tomka kto był pierwszym królem polski, dobry trolling) czytał/oglądał z zainteresowaniem. a że czyta bardzo wolno, to się trochę wynudziłam.
null

null

neue nationalgalerie. już nie mówię, że ja chodziłam i oglądałam, a chamski adamski w tym czasie po chamsku sobie odpoczywał, ale to ja jestem bogatsza o wizytę w pieknym budynku, a nie on.
null

null

null

‚wow’, muzeum żydowskie projektu libeskinda. poczytałam o symbolice i ok, może niepotrzebnie się mądrzę bo w środku nie byłam, ale nie znam sie, to się wypowiem: od zewnątrz ta blacha cynkowana wyszła słabo.

null

null

pod berlinische galerie. nie bylim, ale to nie znaczy, że nie pójdziem.
null
null

bauhaus archiv. strasznie tam pilnowali żeby aby zdjęć nie robić w środku. łaski bez, i tak było ciemno!

null
null
null
null

serio pytam, bo nie rozumiem. po co komukolwiek zdjęcie na tle mapy podzielonego berlina (pałacu kultury, żyrafy w zoo etc.)?
null

przykro nam, ale nie umieliśmy się powstrzymać od żartów z tego, że na fasadzie reichstagu do napisu ‚dem deutschen volke’ powinno być dopisane – polacy. albo jakiś inny naród. wiem, że na zdjęciach to nie reichstag, ale tak mi się przypomniało.
null
null
null

swego czasu (jak remontowali warszawę centralną) hauptbahnhof stawiany był jako wzór dworca, ciekawe jak jest dziś?
null
null
null
null

dodaję erratę, bo można odnieść mylne wrażenie, że tylko kręciłam nosem – a w rzeczywistości wykręcało mnie na wszystkie strony z wrażenia. dla samego streetartu i wystawy hipsterstwa (widzieliśmy discorower oklejony mozaiką z luster. discorower oklejony mozaiką z luster!) warto do berlina przyjechać na dłużej. i przyjedziemy, tylko kupię na giełdzie trochę urlopu. natomiast nie mogę zrozumieć jednego: jak kiełbasa z keczupem posypana curry może zrobić taki szał. i dlaczego w niemieckim lidlu nie było naszych ulubionych lodów?

  • lu

    berlin jest miłością… ja się chyba wyniosę do kraju, w którym mówią po niemiecku. może do szwajcarii.

  • Zawsze zadziwiają mnie Twoje zdjęcia, super są. Drzewo, cegły i szyby wymiatają. Z ciekawości, jakim sprzętem fotografujesz?

    • Nieśmigielska

      dzięki bardzo. zdjęcia z cyfry robione pentaxem k-30 + w 90% przypadków obiektyw 50mm/1.7; szeroki kąt to kitowy obiektyw pentaxa 18-55, ale to już używam jak muszę bo jest różnica. mam jeszcze stałkę 85 mm ale chyba kupioną dla kaprysu – bardzo rzadko używamy.

  • Klaus

    Niesamowite to za mało powiedziane.