SRI LANKA CZ. VI: GALLE

Do poczytania także: POZOSTAŁE CZĘŚCI RELACJI Z WYJAZDU oraz PODSUMOWANIE KOSZTÓW.

Z Colombo ruszyliśmy na południe, wzdłuż oceanu. Jechaliśmy tak długo (2,5 h), aż dotarliśmy do portowego miasta Galle (130 km).
W pociągu spotkaliśmy młodego chłopaka z Niemiec, który w podróży był od kilku miesięcy: niby zwiedził Turcję, spędził miesiąc w Iranie, spał z plemionami koczowniczymi w jurtach na Kaukazie (to już wymyślam, ale co za różnica), a dał się zrobić jak dziecko na odpłatne pokazywanie statków w porcie w Hikkaduwie (gdzie może wejść każdy, kto zapłaci 20 rupii wstępnego).
Nie to, co my. W końcu byliśmy na Sri Lance już siódmy dzień, nikt nas nie oszuka.

Galle jest miastem, do którego wszyscy przyjeżdżają, a którego nikt nie zwiedza.
Ludzie przyjeżdżają, żeby zobaczyć fort.
Fort w Galle zbudowali w XVI wieku Portugalczycy, po nich poprawili Holendrzy, następnie przyszli turyści. Najlepiej widać o co chodzi patrząc z góry. Fort jak malowanie.

Faktycznie, w Galle architektura jakby inna niż w reszcie kraju. Nawet ślepy się poznał, że ktoś nietutejszy te mury budował.

Po prawej: firmowe stoisko Dolce&Banana. Od producenta najtaniej.

Galle fort
fort galle

Chciałabym móc napisać, ze ten pan uprawiał snorkelling dla funu, ale najprawdopodobniej łowił skorupiaki żeby zarobić na życie. To uczucie, kiedy czujesz się nie na miejscu z lustrzanką na szyi i smartfonem w kieszeni.

galle beach

Chciałabym też móc napisać, że te świeże ryby można było potem dostać na każdym kroku na mieście, już przyrządzone, ale i bez tego mam duży nos (musiałam często kłamać w dzieciństwie).

Nie wiem, dokąd to szło – na eksport? Bo na pewno nie na ulice Galle.

Może wskazówką niech będzie dla mnie fakt, że w Kandy też mieli świeże ryby. Kandy leży 3 godziny drogi koleją od oceanu. Przypadek?

Ale co sobie popatrzyliśmy i powąchaliśmy, to nasze.

galle seafood
galle fort
galle fort

Sezon na plażowanie rozpoczynaliśmy dopiero następnego dnia, ale to była nasza pierwsza plaża-plaża na Sri Lance, taka z piaskiem i sprzedawcami kokosów, gdzie dzieci jadły lody i kąpały się w oceanie.

galle beach

(i groźnie wyglądającym panem, który tylko stał i patrzył. WTF!)

beach in galle

Adamski od razu dał mi dokumenty, aparat, plecak, rzucił: masz, pilnuj i poszedł do wody.

beach in galle sri lanka

Lankijska Magda M. (a może i Piotr K.? A może to początek pięknej miłości?)

W forcie znajdują się siedziby sądów i zagłębie kancelarii adwokackich. Normalnie odbywały się rozprawy, można było zajrzeć na sale. Live view, szkoda że bez tłumaczenia.


galle fort

Widzicie te plastikowe krzesła na zdjęciu z prawej? Kłamałam, kiedy mówiłam, że Sri Lanka będzie mi się kojarzyć z bezdomnymi psami. Prawdziwym symbolem Sri Lanki jest to. W każdym domu na 100% będzie telewizor większy niż wasz i komplet takich mebli.

galle fort

Co można robić w Galle innego niż chodzić po forcie? Właśnie też się zastanawiam.

Miasto dla turystów w mieście dla lokalsów.
Dzisiaj na terenie fortu znajdują się: hotele i hostele, restauracje, sklepy z biżuterią i rękodziełem, latarnia, wieża zegarowa. I armaty. Nie ma fortu bez armat.

galle sri lanka
galle sri lanka
galle sri lanka
fort lamparts in galle sri lanka
galle sri lanka
galle sri lanka

Tuk tuki pod kolor elewacji, albo elewacja pod kolor tuk tuków, jedno z dwojga.

tuk-tuk sri lanka

Jeśli gdzieś na Sri Lance może być mowa o zalążku hipsterstwa – to będzie to właśnie fort w Galle.
Da się to poznać bardzo łatwo po muralach i sklepach: tu znaleźliśmy pierwsze i jedyne gustowne pamiątki w postaci vintage plakatów i pocztówek, ale 8 zł za pocztówkę nie dałabym nigdzie, tym bardziej w państwie gdzie za 8 złotych można zjeść gigantyczny obiad i popić go sokiem ze świeżo zmiksowanych owoców.

hipster galle

Tu jest za ładnie dla nas. Idziemy na prawdziwe miasto!

market in galle sri lanka
market in galle sri lanka

Powiedzieć, że na Sri Lance na drogach panuje tłok, to trochę mało.
Jednocześnie muszą się tam zmieścić: dwa autobusy, trzy tuk tuki i jeszcze po skuterze z każdej strony (wcale nie taki niezwyczajny obrazek: z przodu małe dziecko, ale już umiejące siedzieć, za nim tata, za tatą mama, a u mamy na rękach mniejsze dziecko, jeszcze nie umiejące siedzieć), a czasami i krowa z cielakiem.

galle sri lanka

Po obiedzie przeszliśmy się wzdłuż wybrzeża do Unawatuny, gdzie teoretycznie w odległości 5 km od centrum Galle miały na nas czekać rajskie plaże.
Wierzę, że kiedyś tak było. Dziś rajskie plaże zostały zagarnięte przez ogrodzony hotel, a żeby było weselej, droga wzdłuż wybrzeża prowadzi przez slumsy. Każdemu turyście polecam taki spacer na otrzeźwienie.

galle sri lanka
galle sri lanka
galle sri lanka
galle sri lanka
from galle to unawatuna

Zobaczcie, jakie miłe panie pracują tam na poczcie. Nawet ubrana jest pod kolor!
Na Sri Lance znają się na kolorach.

post office in sri lanka
unawatuna sri lanka

Akurat panowie zabierali się za wyciąganie zarzuconej w morze sieci. Zrobiło nam się głupio, że tylko stoimy i patrzymy, więc trochę się pomogło, co nie.

Chyba nie muszę mówić, że bez Tomka panowie rybacy nie daliby rady wyciągnąć tej sieci?
Jeden pan dał mi wprost do zrozumienia, że mam się tu nie chichrać, tylko ciągać razem z nimi. Więc ciągałam i ja!

A na serio, strasznie ciężka robota. Takie wyciąganie musiało trwać ładnych kilka godzin w kilkunastu chłopa, bo mimo że spędziliśmy przy nich trochę czasu, ciekawi co wyłowią, sieć znajdowała się jeszcze daleko w morzu. Nie wiem, czy skończyli przed zmrokiem.

galle sri lanka
galle sri lanka
galle sri lanka
galle sri lanka
galle sri lanka
galle sri lanka
galle sri lanka
galle sri lanka
galle sri lanka

Nadal nie mam pojęcia, gdzie znikał urobek – bo restauracji z owocami morza, takich dla tubylców, nie znaleźliśmy w Galle.
Owszem, w forcie bez problemu dało się zjeść devilled schrimps i tuna steak, tak samo jak pizzę, spaghetti i hamburgera, ale przecież to nie o to chodzi.

galle sri lanka
galle sri lanka

Tradycją w Galle jest oglądanie zachodu słońca z murów fortu. My akurat zachód mieliśmy taki se. Punkt dla hejterów! (ale nadal – był to zachód słońca nad oceanem przegryzany świeżymi owocami, tak egztycznymi, że ich nazwy do teraz szukam w googlach. Punkt dla nas.)

sunset in galle sri lanka

W następnym odcinku: kokosy po 100 rupii i foty w bikini (… not!).