MAROKO CZ. IV – ESSAOUIRA

Poprzednie części z Maroka – TUTAJ.

Opóźnienie mam dokładnie 30-dniowe. Miesiąc temu byliśmy w Essaouirze, miejscowości opisywanej jako: “amazing fusion of past and present by the seaside”, “a stunning splash of blue and white between sky and sea”. I tak dalej. Ale taka właśnie jest Essaouira. Dlatego dziś post-pocztówka, nie będę kopać z koniem.
Wersja tl;dr dla nie mających czasu na czytanie bzdetów: #morze #mewy #port #fale #owocemorza #plażatakaszeroka.

Najbardziej do tego żeby pojechać z Narrakeszu do Essaouiry na cały dzień nadaje się Supratours – na miejscu ich autobus zatrzymuje się o wiele bliżej Medyny niż CTM. wyjazd z Marrakeszu 8:30, powrotny jest o 18, jedzie się 3h, a płaci 70 MAD w jedną stronę (~28 zł).
Tu też sugeruję mieć zawczasu bilet w kieszeni, bo dużo jest chętnych na “a great day out on Morocco’s atlantic coast”. Jednak pierwsze rzeczy pierwsze – trzeba zjeść śniadanie! Naleśniki (życie jest za krótkie, żeby będąc w Maroku nie jeść naleśników na śniadanie) + „bean breakfast soup” + obrzydliwie słodka kawa. Zawsze zamawiałam bez cukru w nadziei, że może dzisiaj się uda i zawsze Tomkowi oddawałam swoją.

maroko naleśniki

Dla Tomka to chyba najgorszy dzień wyjazdu, nie wiem jak rano zwlókł się łóżka, ale miałam litość i stosowaliśmy system “to ty sobie posiedź na murku, a ja będę chodzić”.
Ciekawa sprawa: Tomek chciał kupić coś na gardło, a dostał w aptece tabletki z takim stężeniem kodeiny, że dwa dropsy i śpiączka. Mamy je w szufladzie nieotwarte, chce ktoś? Dobra cena.

as sawira
as sawira medyna
essaouira medyna

Essaouira jest konsekwentnie biało-niebieska. I kiedy mówię „biało-niebieska”, nie mam na myśli białych domów i niebieskiego nieba, to byłoby za proste. Dwukolorowe są tam nawet krawężniki i taksówki.
Na głównym placu Coca-Cola miała niebieską markizę. Respect! Czemu w Maroku umieją a u nas nie?

essaouira maroko

Do tamtej środy nie byłam za bardzo za pączkami. Teraz już jestem. Pączki, pączki, pączki!

Jeszcze nie wiedzieliśmy, że te sardynki to wstęp do przystawki przed obiadem.


I tyle z nich zostało!

null

Essaouira przypominała nam Galle – i tu i tu w zabudowie maczali palce Portugalczycy. Postawili grube mury, żeby fale się miały o co rozbijać; a na murach armaty.
Dodatkowo zostawili po sobie coś ekstra – siatkę szerokich ulic do przechadzania się. Bulwary w medynie! W Fezie pewnie kręcą głową na takie marnotrawstwo.
Essaouira jest też po prostu ładniejsza. I były owoce morza – najnormalniejsza rzecz na świecie w mieście portowym, a jednak – w Galle nam się nie udało nachapać świeżych rybek.

as sawira port


port as sawira
as-sawira port

as sawira port

Jest też super port, taki z łódkami, statkami, mewami które wydziobują sobie rybie flaki z dziobów. Essaouira jest światowym eksporterem portowych widoków na photostocki.




Koty Maroka Essaouira edition: koty portowe. Głodne nie chodzą.

mogador port

Jako temat foto: “a picturesque seaport” jest o wiele łatwiejszy niż “tropical beach”.

port es sawira

Przy porcie scenariusz taki sam jak na Jemaa el Fna w Marrakeszu (dojdziemy do tego, chronologię pomieszałam dla dobra czytelnika): kilkanaście stoisk, na każdym to samo, hajs się wszędzie zgadza. Po raz setny słyszymy dobra-dobra-zupa-z-bobra, tak jakby miało nas to zachęcić. Ale z drugiej strony: co można zepsuć przy zestawie dla turystów, skoro składa się po prostu ze zgrillowanych ryb i skorupiaków? Na szczęście niewiele, dobre było. Choć podejrzanie tłuste jak na grillowane!

Po lewej: pozycja kobiety w marokańskiej rodzinie (żarcik!).


Nie znam się na plażowaniu, rodzice mnie nie brali na wczasy do Juraty, ale wydaje mi się, że plaża w Essaouirze była nadzwyczaj szeroka. Się szło i szło do tego oceanu. A ocean się cofał i cofał.





essaouira beach

Dzisiaj było morze, następnym razem górskie serpentyny, a na ostatek Marrakesz. Już teraz polecam.

  • lu

    dużo kodeiny może chcieć green grenade. he, he, he. (nie wiem, czy jesteście na bieżąco – to taki dziewięciolatek, który rapuje o dziwkach, seksie i narkotykach.)

    zdjęcie kurek mnie ujmuje.

    pięknie tam jest! ale chyba nie zniosłabym tych wysokich temperatur. szacuneczek, podróżnicy.

    (żarcik o pozycji kobiety w marokańskiej rodzinie 4/10)

    • Nieśmigielska

      jakich wysokich temperatur? w lutym było optymalnie, a nawet mogłoby być kilka stopni więcej, bo chodziliśmy w kurtkach. latem faktycznie – w marrakeszu jest 40 stopni na plusie.

      green grenade nie znam, ale nie wiem czy chcę poznać ;d

      nie każdy żarcik może być 10/10. taki tomek na przykład nigdy nie przekroczył dwójki (a to dobre?). imo suchary są po to, żeby lepiej smakowały te najlepsze!

      • lu

        na zdjęciach widzę wręcz skwar. ale to skwar w mojej głowie być może mi rzutuje.

  • Marokańskie leki są jednak solidne ;] Moje na rozwolnienie działały jeszcze ponad tydzień po zakończeniu łykania ;D

  • m.

    niebiesko tam rzeczywiscie. a mieli tam dobra kawe? jak ja przygotowywali? i dlaczego z cukrem?!?! poplywaliscie w morzu?
    i szacun za niebieska coca cole dla maroka. mam nadzieje ze kiedys w Polsce sie zabroni reklam na kazdym ogrodzeniu. Bez „Wulkanizacji” „eletroniki” „fryzjerow” „slodyczne napoje papierosy” tez moze jakies nadmorskie miasteczka by lepiej sie prezentowaly…

    • Nieśmigielska

      nie popływaliśmy; w sumie to nikt nie pływał bo zwyczajnie było zimno.
      a na dobrej kawie się absolutnie nie znam, jestem profanem. piję rozpuszczalkę z lidla albo na wynos z żabki i nie robi mi wielkiej różnicy (ale kiedyś chciałabym się nauczyć robić/pić tzw. dobrą kawę).
      z tym cukrem to tam wszystko musi być 100x bardziej słodkie niż u nas. jak prosiłam o coś bez cukru, to zawsze były wielkie oczy i upewnianie się czy na pewno. ale czemu? ciężko mi sobie wyobrazić inne uzasadnienie niż ‚bo lubią’.
      a w polsce obstawiam że nie prędzej niż za kolejne pokolenie się coś ruszy, kiedy dzisiejsi hipsterzy wychowani na ‚wannie z kolumnadą’ springera odchowają z kolei swoją garstkę dzieci :)

  • piekne miasto. ptaszyska i koty. mietka, i przepyszne kanapki z mieskiem na ulicznym straganie… kilka lat temu spedziłam miesiac w maroku. niezapomniany czas…

    • miesiąc! to długo całkiem, moge spytać z jakiej okazji znalazłas się na miesiąc w maroku? bo nie pasuje mi ani wymiana studencka ani erasmusy dla dorosłych, a ciekawa jestem.

  • mielismy z (byłym już) mężem znajomych mieszkajacych w marrakeshu i zaczepilismy sie u nich jako baza wyjazdowa i objechalismy troche. a miesiac- bo udalo nam sie wziac tyle wolnego z pracy.
    az mam lzy w oczach gdy to pisze…stare zycie…

  • Hej, u mnie bez Meknes i Ouarzazate, a także mniej streetfoodu, ale za to Atlas Wysoki i Chefchaouen. Zapraszam
    http://zureklukasz.com/maroko-2011/