niesmigielska.com | blog, fotografia, podróże, suchary

Słabe żarty, mocne zdjęcia. Blog fotograficzny z podróżniczym zacięciem.

BRUTALE Z BRISTOLU
Wielka Brytania

BRUTALE Z BRISTOLU

Co lubię w citybreakach? To, że mogę wziąć czystą koszulkę na każdy dzień i nie muszę prać majtek w zlewie. Mogę spakować do torebki (!) prawdziwą książkę, założyć marynarkę i nie wyglądać jak lump. Zrobiłam kiedyś taką rozpiskę: dokąd i w jakich dniach da się polecieć bezpośrednio z Poznania, żeby nie tracić czasu na przesiadki i nie wydać za dużo urlopu. Wyszło nam, że polecimy do Bristolu, a jak do Bristolu, to i do Bath. O ironio, Bristol okazałby się idealnym miastem na przesiadkę właśnie – żeby pochodzić jeden dzień i wyjechać z niedosytem.

Znacie to: przychodzicie do pracy i gadka-szmatka na rozruszanie dnia kręci się dookoła pogody. Śmiało mogę powiedzieć, że u nas to jest popierdółka, a nie pogoda – jak dwa razy spadnie deszcz i trochę zagrzmi to już jest ekstrawagancja. Niby o Islandii mówi się: „jeśli nie podoba ci się pogoda, zaczekaj 5 minut”. Pomyłka – nie o Islandii, a o Anglii i nie 5 minut, a 15 sekund. I nie zmyślam. Schowaliśmy się przed gradem do Tesco tylko po to, żeby wyjść na piękne słońce, tylko po to żeby za chwilę lunęło. I tak przez 3 dni.

Gdzie można iść w mieście portowym, jeśli nie nad rzekę? Tak się składa, że w jednym z hangarów w dawnym porcie Bristol zrobił sobie muzeum. Można wejść. I przed deszczem się człowiek schowa, i o historii miasta poczyta.






Bardzo podobały się nam (nam, lewakom!) kościoły. Niezły ten perpendicular style. Z ciekawości poszliśmy zobaczyć mszę (co bardzo ucieszyło moją mamę) i jest o niebo milej niż u nas, nie wspominając o tym że na wejściu dostajesz tygodniowy rozkład jazdy w parafii, chór tworzą ochotnicy, a na własne oczy widziałam, jak po mszy w opactwie w Bath pani ksiądz żegnała każdego z osobna. Niżej: kościół St Mary Redcliffe. Najładniejszy z tych co widzieliśmy.



Do jedzenia warto wybrać sobie coś na St Nicholas Market. My polecamy pity z Matiny i Eat a pitta, ale wybór był na tyle duży, że i w tydzień nie spróbowałby wszystkiego.


Tytułowy brutal z Bristolu. Jako wannabe hipsterowi serce mi się kroiło, że taki fajny budynek (choćby to był tylko hotelowy parking) dosłownie gnije i straszy dzieci.


Pozdrowionka od Banksy’ego!

No bo właśnie. Jest taka apka: Banksy Bristol tour. Nie ściagajcie jej. Powinna się nazywać: mostly very early works of Banksy not worth the effort Bristol tour. Wywiodła nas na obrzeża miasta tylko po to, żebyśmy zobaczyli coś takiego, albo takiego. Wszystko rozumiem, nie od razu Kraków zbudowano, ale zmarnowaliśmy pół dnia na popłuczyny po słabym graffiti (a ja nie lubię graffiti). Wiecie co można zrobić w pół dnia? Na przykład napisać posta o wyjeździe do Bristolu. byłabym kilka godzin z życia do przodu.
Za to na pewno kojarzycie smutnego Ronalda McDonalda. My też – z internetu, bo w realu już go zdjęli (albo skoczył).
Po prawej: Banksy w holu muzeum Bristolu – jedynym, gdzie widziałam skamielinę dinozaura w ciąży.

Mijamy budynek uniwersytetu, wielki jak katedra. A co tam, wejdziemy sobie. Przy schodach tabliczka: no visitors beyond this point, ale przecież jak schowamy aparaty do torby to nie będziemy wyglądać na turystów. Zanim wyprosiła nas ochrona zdążyliśmy obejść wszystkie piętra. Do zrobienia przed śmiercią: dać się wyrzucić z Hogwartu – check! Po lewej: pokój wspólny Gryffindoru.

W Bristolu trzeba mieć oczy dookoła głowy – i nie dlatego że można dostać kosę pod żebra, ale żeby nie przeoczyć murali. Oglądasz jeden, a nie wiesz że nad głową masz jeszcze lepszy. Tak wygląda streetartowa mapa miasta. Robi wrażenie, nawet jeśli wiemy już, że na Banksy’ego nie ma co liczyć, a połowa to graffiti.





The Canteen to bodaj najbardziej hipsterska miejscówka w Bristolu, a nie czuliśmy się tam ani trochę nie na miejscu. Dla porównania, w Poznaniu żeby wejść do Taczaka 20 czaiłam się dobre 2 miesiące. Chcąc pożyć trochę nocnym życiem czekaliśmy do 22 na koncert sącząc swojego cydra najwolniej jak się da, tylko po to żeby wytrzymać 3 piosenki i uciekać do hostelu. Starość nie radość.

Następnego dnia od rana poszliśmy pod bristolską wieżę Eiffela – Most Clifton. A tam atrakcji moc: wąwóz, camera obscura i jaskinia. Ja też myślałam, że jaskinia wykuta w skale będzie ciekawsza, ale nie. Camera obscura działała jak CCTV – spacerujesz spokojnie po drugiej stronie rzeki z psem i nawet nie wiesz, że 200 metrów dalej ludzie przez dziurę w dachu widzą jak drapiesz się po dupie.



Coś dla ciała, coś dla duszy. Śniadanie Tomka zamykało w sobie mój dwudniowy bilans kaloryczny.
Z mostu schodzi się do Clifton, willowej dzielnicy jak z obrazka. W samym środku stoi betonowa katedra – piękna! Wiem, że większości beton nie interesuje, dlatego ktoś się brzydzi, niech zamknie oczy, wciśnie spację 3 razy i otworzy lewe oko. Brzydkie obrazki znikną, zostaną krużganki jedynej słusznej katedry w bristolu.



Na niedzielę pojechaliśmy do wód. Angielski Ciechocinek dla zamożnych leży 20 minut jazdy pociągiem od Bristolu i jak na turystyczne miasteczko (wiadomo, nikt nie lubi turystycznych atrakcji), Bath jest bardzo przyjemne. Pamiętaliśmy żeby pójść do ruin rzymskich łaźni (faktycznie trzeba zarezerwować na zwiedzanie ze 2 godziny), ale zapomnieliśmy wejść na najsłynniejszy most, sorry. Poza tym dawno nie widziałam tak spójnej i eleganckiej zabudowy.



Widok z Alexandra Park na Bath. Po lewej: nasze fish’n’chips. Dobra ryba, grube fryty, ale w poznańskiej fiszce dają lepsze.


Dzień wcześniej z pogoni za Banksym pod cmentarz Arnos Vale w Bristolu doszliśmy w samą porę – żeby pocałować klamkę. Szczęście, że w Wath też mieli cmentarz, a na nim – starą kobietę, ubraną na czarno, która wodziła za nami wzrokiem. Widzicie ją na ostatnim zdjęciu?


To był skrót najważniejszych wydarzeń. Podsumowując, gdyby ktoś nie czytał: Bristol – można, ale nie trzeba.
I tak wiem, że cały czas interesowała was tylko jedna sprawa. Czy od bristolu wzięła się nazwa „brystol”? odpowiadam: tak. Warto było dotrwać do końca, co nie?

Written by Nieśmigielska - 30/04/2014
  • Natalka

    ej, dla mnie wygląda zajebiście! i najpewniej znalazłam cel naszej weekendowo-lotniczej destynacji, chcę bardzo chcę

    • Nieśmigielska

      hm, ale my na serio się trochę wynudziliśmy. w zasadzie nie wiem o co cho: jest tu bardzo dużo parków (kocham parki), sporo muzeów i galerii, murale, miasto jest na wzgorzach wiec jest malownicze, jest rzeka. chyba najbardziej przeszkadzało mi że bristol jest taki mały, za mały jak na moje tempo zwiedzania. lećcie do bristolu przy okazji, nie docelowo, serio ;)

  • Zu.

    uwielbiem te twoje opisy podróży :-)

    • Nieśmigielska

      bardzo miło mi to czytać, dziękuję!

  • lu

    ej, mimo Twych ostatnich słów, chcę tam pojechać!
    Ty i te Twoje doskonałe zdjęcia :(

    • Nieśmigielska

      właśnie widzę że bristolowi za dobrą reklamę zrobiłam!

  • Murale, spacerki, betonowe katedry takie piękne, dobry City break. Ale wole szkocje. Anglicy maja slabe poczucie humoru. (hint, hint)