FOTOSTORY: ŚWIĘTA W DOMU

Podstawą wpisu na bloga są zdjęcia – zawsze. Swoje mądrości mogę zapisywać w notesiku (i robię to, mam cały notes mądrości!), ale dopóki nie będę miała do nich obrazka, nie wyjdą na światło dzienne. Jeśli tylko „coś się wyskrobie” z karty pamięci, to coś się wyskrobie i na blogasku. Tym razem wyskrobało mi się z Wielkanocy. Jakie mądrości mogę zaprezentować z okazji pojechania na 3 dni do domu i pstrykania fotek dzieci/na wsi/dzieci na wsi? Może „święta, święta i po świętach”? „Dobre było ale się skończyło”?

A na serio, to serdecznie pozdrawiam moją rodzinę, która tu zagląda i która miała niezły ubaw (albo raczej grubą bekę) z tego, że przy świątecznym stole siedzi blogerka i wszystkich ich teraz opisze. Ale tak na serio – pozdrawiam. Mimo że nie dzwonię i nie wysyłam smsów na urodziny – to lubię was wszystkich!

Ten post to jedno wielkie chamstwo, prywata i naruszenie dóbr osobistych. Nikogo nie zapytałam o zgodę, licząc że mi się upiecze i jak rodzina, to do sądu może mnie nie pozwie. Zapraszam na fotostory ze świąt w trzech domach. A były to święta wyjątkowe: pierwszy raz jadłam ze wszystkimi jajko na twardo i sałatkę jarzynową. Wow, i co z tego? To z tego, że do niedawna nie lubiłam niczego oprócz spaghetti i schabowych (z piersi kurczaka oczywiście!). Na studiach przyszedł czas na ryż, majonez, ananasa, pierogi, kaszankę. Ostatni bastion – jajko – padł w grudniu. Teraz się zastanawiam, o co były te boje nad talerzem z dawno już zimną jajecznicą podlaną moimi smarkami. A skoro już o dobrym jedzeniu mowa, wyjątkowo nie obżarłam się do nieprzytomności. Jasne, zjadłam 10x więcej niż normalnie, ale nadal był to ułamek moich światecznych możliwości. Prawdopodobnie w tym roku zostało w domu więcej jedzenia. I nie chwaląc się, dzięki mnie to zostało. Byłoby jeszcze więcej, gdyby Tomek wszedł ze mną do spółki i chciał jeść wszystko na pół, ale do dupy taki wspólnik co grymasi że nie chce kotleta i całego muszę zjeść sama.
Co więcej? Pogoda taka ładna, że poszliśmy grzecznie z koszyczkiem do święcenia, jak za dawnych lat. Tak sobie zobaczyć – a może się coś zmieniło? A może by tak wrócić na łono kościoła? Breaking news: nie zmieniło się nic, ale można się za nas modlić.

Mamy to szczęście, że w święta i nie tylko możemy odwiedzać Zalesie. Poza oczywistościami typu miłe towarzystwo i smaczne jedzenie, tutaj właśnie – na najfajniejszym podwórku na świecie – mieszka najpłodniejsza kotka (matka naszemu kotu i wielu wielu innym) i najdziwniejszy królik ever. Tzn. zdjęcie z królikiem jest z 2008 roku, ale może akurat teraz się schował do kurnika. A za płotem – Orlen. sielanka. To jest tylko przedsmak, dopiero zobaczycie stamtąd zdjęcia jak przyjedziemy w słoneczny dzień.




Tomasz (z odpowiednio melancholijną miną) i harmoszka. Wyobraźcie sobie, jaki fajny gif by z tego wyszedł gdyby tylko mi się chciało wejść na pierwszy lepszy generator gifów i kliknąć myszką 3 razy!



Święta to też dobra okazja żeby sobie pokwękać na dzisiejszą młodzież. W piłkę dzieciaki byście pograły, a nie tylko te tablety i internety! (powiedziałam, leżąc czwartą godzinę przed komputerem).



Tomkowi chyba się zapomniało, że nie gra w abalone z innymi programistami, ale z dziećmi w wieku 7-13 lat. Nie dał wygrać ani razu. zero sumienia. Dopiero przed moim bratem poczuł respekt.

Mój ulubiony foto motyw z domu: święty obrazek + Kejter. Raz ateista, raz kot-dewot.

Nieśmiertelne kotlety na balkonie, bo lodówka się już nie domyka. To nie jest najpiękniejsze foto świata, ale mogłabym je spokojnie wysłać na jakiś konkurs, temat: święta w twoim domu – wszystko co kojarzy ci się ze świętami.
A po prawej coś, co mnie zniszczyło. Przy okazji rozmyślań o śmierci, przypominam: żadnego pokazywania mnie post mortem ani sweet foci nad trumną. Od razu spalić proszę, najlepiej w kartonowym ekopojemniku, a resztę zasiłku pogrzebowego wydać na tani lot.

Gdyby liczyć psy i koty, moi rodzice mieliby dziewięcioro wnuczków. Z nich zaś najbardziej kochany jest ten (ta).

W zasadzie nie wiem, czemu osobom do -nastego roku życia uważam, że mogę bezkarnie robić zdjęcia a dorosłym już nie. W razie gdyby ktoś miał coś przeciwko – proszę o cynka, najlepiej mailowo lub telefonicznie żeby nie zawstydzać mnie publicznie.



Jeszcze tylko 6 godzin jazdy (trzeba jakoś ominąć ten konin) i następnego dnia od rana do pracy. Święta, święta i po świętach! Dobre było ale się skończyło! I tak dalej.

  • Hehe moja rodzina ma lepiej, bo ja na blogu opisuję (prawie!) tylko swoich facetów. Może dlatego się z nimi ostatecznie rozstaję? :P

  • O, gdybym była na święta w domu, też pewnie bym zdjęcia robiła i robiła. Chyba święta się bardziej docenia, jak się parę ominie, przepłacze, spędzi samotnie. Ale ogólnie bardzo zacne te Twoje. Też pewnie bym się zastanawiała co inni powiedzą, jak zamieszczę zdjęcia i gdybym tylko się na jakichś świętach pojawiła, to też pewnie byłabym „tą blogerką”. Takie to życie kiedy się bloguje.

  • Klimatyczne zdjęcia i dobre kadry z jajem;] Haha kamień „zajęty” jest po prostu urzekający:D