niesmigielska.com | blog, fotografia, podróże, suchary

Słabe żarty, mocne zdjęcia. Blog fotograficzny z podróżniczym zacięciem.

CO U CIEBIE (W KWIETNIU)?
co u ciebie?

CO U CIEBIE (W KWIETNIU)?

Drogi pamiętniczku (notatniczku w telefonie), tak bardzo spodobało mi się opisywanie na blogu blasków i cieni mojego życia, że już zawsze będę to robić! Zastanawiam się tylko, jak nazywać ten kulawy zlepek zdjęć z ostatniego miesiąca. Wiem, że fachowo to się nazywa photomix (nazwa miesiąca), ale stać mnie na więcej. Chwile ulotne? Okruchy codzienności? Głosuj teraz.

Kącik kulinarny:
W kąciku kulinarnym toczę trzy kampanie: na rzecz mleka kokosowego, kopru włoskiego i łączenia słonego ze słodkim.
90% moich obiadów, które sobie bardzo chwalę (ale których nie podałabym gościom bo wiem już, że lepiej nie wydziwiać i utłuc tego kotleta i ugotować pyry) robi się w 20 minut. Schemat działania nie mógłby być prostszy: ugotować trochę węgli typu ryż czy tam kasza. Na patelnię wkroić dowolne warzywo i mięso jeśli „nie brzydzisz się jeść trupów”. Dolać mleko kokosowe, udusić do miękkości, posypać zielonym po wierzchu. Wylizać talerz jak nikt nie patrzy.
Faworyci miesiąca kwietnia: curry z kurczakiem i szparagami / curry z kurczakiem i mango. no, kulinarne konserwy, mleko kokosowe nie gryzie!

Przykład dania (1) niewyględnego, ale pysznego oraz (2) co z tego że ładnego, skoro mało konkretnego.
Zapiekanka z fenkułem i rodzynkami vs zapiekanka z porem i mlekiem kokosowym. Sorry, że zdjęcie po lewej takie brzydkie, ale danie takie pyszne. Jedzcie koper włoski, kto je fenkuły ten ma wielkie muły. I wygrywa wybory do europarlamentu.

Niektóre połączenia smakowe są nie do pobicia. Keczup i kaszanka. Gorzka kawa i słodkie słodkie. Szynka i syrop klonowy. Zdjęcie na pamiątke pancake’ów po których było pół dnia sprzątania, nie dlatego że takie z nas sieroty, ale dlatego że mamy czarne blaty i podłogę w kuchni.

Podstawowe potrzeby zaspokojone. Idziemy w kącik kulturalny.
Ostatnio Masłowska jako Mister D. zgarnęła chyba więcej fejmu/hejtu niż za swoje pisanie w klasie maturalnej. Ja jestem za i nie pojmuję, jak można narzekać że wokal słaby i melodii brak – przecież wszystko jest dokładnie takie, jakie ma być. Kanapki z hajsem i Anja Rubik idąca pierw do Żabki po chleb na kolację? Sto lat bym myślała i bym czegoś takiego nie wymyśliła.

Kategoria „film”: lubię i nie lubię filmów dokumentalnych. Co z tego, że temat dobry, jak narracja zrobiona na jedno kopyto. Szukając Vivien Maier nie przełamuje schematów, ale niech będzie, że polecam ze względu na zdjęcia robione przez Maier – tajemniczą nianię, co chodziła po ulicach z rolleiflexem i zostawiła po sobie sto tysięcy niewywołanych negatywów, a która teraz stanie się fotografem #1 pierdyliarda ludzi. Oczywiście pierwsze co zrobiłam po powrocie z kina, to założenie czarno-białego filmu do aparatu. Znając moje tempo zobaczycie je już na wiosnę przyszłego roku.

wydarzenia: Bal na 100 par. Słowo bal to tylko przykrywka, tak naprawdę chodziło o wielkie żarcie i jeszcze więcej żarcia. Formuła jest prosta i warta szerzenia od Bałtyku po Tatry: postarać się o dużą frekwencję (można napisać na facebooku „ostatnia taka impreza”, ja się łapię na to za każdym razem) i poprosić żeby każdy przyniósł coś ciekawego do jedzenia. Hint: przydaje się ogłoszenie fikcyjnego konkursu na naj-danie. Gdyby kiedykolwiek miał zostać rozstrzygnięty, swój głos oddałabym na orzeszki z haszem.
Copyrighty: bartosz mozyrko photography.


Centrum kształcenia ustawicznego:
Uczę sie samodzielności. Przestałam ciagać ze sobą Tomka na każde wyjście z domu (głównie dlatego że Tomek przynosi pecha i wydarzenia na które idziemy razem często wieją nudą). Zresztą i tak nikt by ze mną nie wyszedł na rower w sobotę o siódmej rano zobaczyć co nowego na Sołackim. Poprzejeżdżałam się wzdłuż Warty w obie strony, wpadłam w błoto, musiałam prać buty (ale nie w rzece), poczytałam gazetkę w parku Szelągowskim. Chyba mało kto w Poznaniu wie, że Warta sięga trochę dalej niż od mostu Chrobrego do mostu Rocha. Bulwary to za dużo powiedziane, po bulwarach się paraduje, a tu trzeba uważać żeby nie połamać nóg o betonowe płyty, ale nadal – będzie to bardzo miły spacer.
Poza tym okazało się, że jak na świeżo upieczonego społeczniaka przystało, jednak czuję potrzebę żeby otworzyć do kogoś usta. i tak, zagadałam miło z panem z ostatniego zdjęcia. A w sobotę jeden żulik życzył mi . Jeśli to nie jest słodkie, to ja nie wiem co jest.




Czasami chciałabym przejechać gołębia. Takiego ptaszka bym nie przejechała (on już taki leżał zimny), ale gołębia już tak.

Okruchy codzienności: taki widok jak po prawej mam codziennie w drodze do pracy. tak w ramach cieszenia się z rzeczy małych.

Krzesło – marzenie hipstera też mijam codziennie. Mogę dać cynka gdzie, może właściciel tanio sprzeda.

Co wy wiecie o wychodzeniu poza strefę komfortu. W zeszłym miesiącu pękła mi opona i musiałam jeden dzień pojechać do pracy na wigrach. WTF, wigry to parodia roweru. Kierownicę mają tył naprzód a siodełko takie, że jedzie się jak na wielbłądzie. Jechałam incognito, w peruce i prochowcu, więc jeśli ktoś widział blondynkę na wigrach – to nie byłam ja.

Guilty pleasures. Jak jest ładny dzień, to idę do parku przed operą i jem taki obiad (jutro też będę):
Na zupę drożdżowka, na drugie ciastko, zamiast kompotu – kawa, a na deser papieros. Bilans odżywczy takiego zestawu wychodzi raczej in minus, ale i tak umrę potrącona przez samochód, więc nie zdążę dostać raka. Zdrowa dieta to zróżnicowana dieta, dlatego pamiętajcie: jeśli dziś drożdżówka, to jutro pączek.



Po lewej Tomek nie może dojść do siebie po tym jak zobaczył martwego ptaszka.
Po prawej: “chalkboard art” na naszych drzwiach z okazji urodzin twórcy magic fluids (no 1 in google play store). Łapy strasznie bolą przy rysowaniu, więc zanim kot nam wszystko rozmaże (głupek skacze do klamki), niech chociaż pamięć o dziele zostanie. Namalowane zostało z okazji kolejnego grania w planszówki, ale ponieważ najpierw rzuciłam się do jedzenia (gospodyni…), to zanim wzięłam do ręki aparat, zrobiło się ciemno i po zdjęciach było już pozamiatane.

I na koniec, przyznajcie że brakowało wam czegoś zupełnie od czapy: wariacja na temat jednej z moich ulubionych ilustracji z dzieciństwa. Księżyc jest, drzewa są – nic nie poradzę, że moja wyobraźnia działa tak, a nie inaczej. niesmigielska.com feat. J. Srokowski, gościnnie: Jan Brzechwa. dobranoc!

Written by Nieśmigielska - 12/05/2014
  • lu

    od kiedy Ty PALISZ.
    a, dupa, dupa, nic nie będę mówić. pogadamy już w przyszłym tygodniu!!! *pisk*

    • Nieśmigielska

      a) ja nie palę
      b) przecież paliłysmy razem, no co Ty
      c) od której do której masz czas?

      • lu

        a) mhm
        b) nie przypominam sobie, hyhy
        c) jak tylko chcesz.

  • m.

    nastepnym razem prosze o ostrzezenie ze bedzie martwa ptaszyna na zdjeciach, nie bylam na to gotowa. wychodzenie z domu samemu to moja ulubiona rzecz, oprocz wychodzenia z kuba tj. i zazdroszcze ze mozesz jezdzic do pracy rowerem.

  • Zu.

    No, taką zróżnicowaną dietę to ja rozumiem! A na Vivian Maier to bym się chętnie wybrała, do tego jest wystawa całkiem niedaleko mnie, więc…

  • bondżorno! niezwykle się cieszę, że trafiłam na tego bloga, przez jakiś zupełny przypadek. chyba szukałam takiego miejsca w sieci: dużo treści, piękne, subtelne zdjęcia przełamane soczystym językiem, pretensjonalności – zero. od dzisiaj melduję się jako stały czytelnik. i jeszcze bardziej zmobilizowana się czuję do obdarzenia analoga rodziców nowym życiem, bo Twoja twórczość jest cholernie inspirująca. i zazdroszczę znalezienia drugiej połówki (i wytrzymywania z nią), z którą można pograć w planszówki, zdobyć szczyt i popłakać na ptaszkiem, taka relacja właśnie marzy mi się od zawsze – pozdrowienia dla pana Tomka!

    PS moją dewizą życiową jest „słoneczko świeci, wsszyscy umrzemy” zamiennie z „na coś umrzeć trzeba”, także hołdowanie takiej diecie uważam za jak najbardziej zasadne.

    • Nieśmigielska

      dzięki wielkie za tak mily komentarz, czytałam go sobie w pracy co jakiś czas!
      (pierwszy raz widzę, żeby tomasza ktoś nazwał „panem tomkiem” i rozwalilo mnie to kompletnie, teraz będę do niego tak mówić ;d)

  • Piękny pomysł z tymi tablicowymi drzwiami:D
    To zdjęcie z księżycem jest inspirujące do namalowania czegoś. Muszę w końcu wziąć się za siebie i odkurzyć akwarele;]

  • A co do Bieszczad to pewnie ich urok jest mniejszy niż 10lat temu, bo jednak tych katelogowych domków z „rakietą” (wykusz/wieżyczka) jest sporo i nie tak łatwo jest o pustkę. Ale i tak klimat jest fajny. Byliśmy krótko, bo od niedzieli do środy popołudniu, ale za to efektywnie. Bardzo dużo do tego poczucia, że to był czas wcale nie taki krótki, dało to, że jadąc na Bieszczady i w drugą stronę do Piwnicznej, zjechaliśmy na boczne drogi:)