niesmigielska.com | blog, fotografia, podróże, suchary

Słabe żarty, mocne zdjęcia. Blog fotograficzny z podróżniczym zacięciem.

WROCŁAW: MURALE I KRASNALE
Polska

WROCŁAW: MURALE I KRASNALE

Słyszeliśmy, że we Wrocławiu w każdym środku zbiorkomu można kupić bilet, automaty się nie psują i jeszcze można zapłacić kartą – na pikanie! Szok i niedowierzanie. Jako przysposobieni Poznaniacy, pojechaliśmy z Tomkiem to sprawdzić (w Poznaniu kwestię dostępności biletów nie wyczerpuje określenie „bida z nędzą”).
Śmieję się, ale chyba jest tak, że to nie Warszawie zazdrościmy, a Wrocławiowi – wszystkiego tam więcej. Rynek taki większy, od murali aż się mieni w oczach, na każdym kroku trzeba uważać żeby nie wpaść do rzeki, a centrum mają wielkie jak od Ławicy po Dębiec.
Pojechaliśmy więc do Wrocławia na weekend i przestałam mieć kompleksy. W Poznaniu zostawiliśmy Targ Śniadaniowy, Kontenery, budowanie szałasu z wikliny na naturalnym placu zabaw, ulicę książek na Świętym Marcinie i muffiny Agnieszki. przyjeżdżamy do Wrocławia i na pytanie „co w weekend?” odpowiedziało mi echo (pomijam Planete+ doc, bo w Poznaniu tydzień później też było grane).
A może dobrze lubić swoje miasto i mieć do czego wracać. A może po prostu dziadziejemy na starość.

Nie minęło 5 minut od wyjścia z samochodu, a już zdążyło nas skusić zza szyby Tutti Frutti. Wprawdzie Tomek zjadł tam najdroższe tosty w życiu (bynajmniej nie z hajsem), ale chwilę później wypiliśmy po kawie z Żabki i równowaga we wszechświecie została zachowana. Uff!

tutti frutti wrocław

Szybko dopijamy kawę, bo za 20 metrów mamy spotkanie ze sztuką. Galeria ceramiki i szkła jest idealna dla takich osób jak Tomek: wystawa niewielka, więc nie zdążył się znudzić. Oddziałuje formą, więc nie trzeba interpretować, Zwłaszcza że kurator zrobił to za nas, zbierając prace Moniki Rubaniuk w jedno miejsce – faktycznie wyglądały jakby prątki Kocha wyszły spod mikroskopu i rozpełzły się po ścianach (tytuł wystawy – Epidemia).

Wrocław – miasto spotkań.

wrocław świdnicka

Lewa: bezsenne noce spędzone przed googlami (gdzie zjeść we Wrocławiu) opłaciły się. Staraliśmy się jeść dużo i często i chociaż lubię narzekać to naprawdę nie miałam na co. Zupa na Szewskiej to minilokal z megazupami. Ale dobre copy, powinnam zmienić pracę.
Prawa: wystarczająco zabawnym konceptem wydaje mi się nazwanie ulicy “Nożownicza”, ale umieszczenie tam przedszkola bije rekordy. Moje dziecko chodzi do przedszkola na Kubusia Puchatka, a ja swoje dałam na Nożowniczą, mam po drodze do pracy. Ekstra!

zupa wrocław

Plac Nowy Targ po remoncie. Różne opinie czytałam, ale jeśli na dawniej najbrzydszym placu Wrocławia w sobotę pełno było ludzi opalających się na leżakach, to nie jest źle.

Lewa: kocham jak ktoś z 2D robi 3D. Rzeźby to dyplom Karoliny Krawczyk z wrocławskiej ASP.
Prawa: idziecie do galerii kontemplować sztukę, a tam dwójka głupków robi sobie zdjęcia na tle wystawy? To my w BWA.


Czasami mam ochotę na kotleta i wtedy myślę o mielonym z hali targowej we Wrocławiu, zjedzonym 4 lata temu.

Kotlet czekał 4 lata, poczeka i następne cztery, bo na obiad ustawiliśmy się w Złym mięsie (nomen omen, mają złą lokalizację na google mapsach). Wiem że są tacy ortodoksi co brzydzą się bezmięsnym obiadem, ale my nie z tych. W takich chwilach cieszę się że mam pojemny żołądek i zawsze miejsce żeby dojeść po Tomku.

Napisałam „ustawiliśmy się”, bo we Wrocławiu mieszka Gosia, z którą znamy się z czasów, kiedy myspace dopiero wchodził do polski, a blogi pisało się na blog.pl. Gosia jest osobą, która ma mnie zapisaną w telefonie tak, że nawet ja sama nie pamiętam że się tak podpisywałam w internecie.
Gosia ma też kota, który na instagramie wygląda zupełnie jak na Kejter, a na żywo – zupełnie nie. I znajomych, którzy robią najlepsze prezenty na świecie (napisał ktoś kiedyś dla was książkę? Książkę, z ilustracjami, spisem treści i suchymi rekomendacjami na tylnej stronie okładki?).
Przeszliśmy razem dobry spacer i cieszę się, że wpadliśmy wieczorem na Kozanów chociaż na jedno piwo i ogórki w zalewie. Przy papierosach na balkonie kazało się, że nawet tam czytają niesmigielską.com. Jak to mowią: dzisiaj Kozanów, jutro Nowy Jork!
Szkoda tylko, że domówki z reguły odbywają się wieczorem. A jak wieczór, to sztuczne światło. A jak sztuczne światło to przy manualnym obiektywie f1.7 nie mam po co wyciagać aparatu bo i tak nie trafię z ostrością. Domówki powinny być o 5 rano przy porannym słońcu wśród łanów zboża. Wtedy bym zrobiła foteczki.

4 lata temu udała nam się sztuczka z wejściem na dach jednego z wrocławskich sedesowców. Od tamtego czasu administracja zdążyła wymienić zepsute drzwi na najwyższym piętrze i na sedesowce pogapiliśmy sie z dołu. Powiem szczerze, że nie mam już serca ich bronić. Wrocławski manhattan – studium rozkładu.




Niedzielę zaczęliśmy od spaceru po żydowsko-katolicko-prawosławno-ewangelickim kwadracie. Dzięki kawie w Cocofli (nigdy nie wiem czy w takiej kawiarnio-księgarni można brać do łapy książki z półek i kruszyć na nie ciastkiem?) zaoszczędziłam dwie stówy, które chciałam wydać na aeropress i dobre ziarna. Już wiem że nie da sie ze mnie zrobić człowieka i na zawsze pozostanę fanem rozpuszczalnej zalewajki.

Tak jak jedni we Wrocławiu szukaja krasnali, tak ja szukałam murali, co oznacza dzień spisany przez Tomka na straty – Tomasz ma w nosie jedno i drugie (jeszcze nie wie, że w Berlinie będziemy głównie łazić po kreuzbergu). Powinien byc krasnal – muralista (onanista, z budki suflera podpowiada tomek) żeby wszystkich zadowolić. tomek podpowiada też, że oba rodzaje pielgrzymek są jednakowo śmieszne, a cykanie sweet foci muralom nie różni sie niczym od cykania sweet foci krasnalom i ma 100% racji. Przemyślcie to.
Pewnie podwórko ze zdjęć niżej to dla lokalsów miejscówka oczywista jak dla kibiców Lecha stadion na Bułgarskiej, ale ludziom spoza Wrocławia ciężko byłoby tam trafić – papierowa mapka murali do pobrania w galeriach BWA jest tak dokładna, że nadaje się na prezent dla kogoś, komu bardzo źle życzymy. Warto zajrzeć: Ruska 46a.



Biegiem przez Nadodrze. Szukamy kolejnych murali, które „tu kiedyś były, ale oni zmazali” (jasne, przecież tak jest ładniej). Zmarszczka na czole Tomka coraz głębsza. Może wczorajszy pączek od pani z trwałą z piekarni na Pomorskiej zmiękczy mu serce?




I mój ulubiony mural ever. Na Żeromskiego od 2010 roku dwa koziołki trykają się rogami. Koziołki, symbol Wrocławia. Coś mi tu nie gra, ale nie wiem co.


Na Wyspie Słodowej widzieliśmy akcję, która przebiła nawet tę jak strażacy w Rydze zdejmowali kota z drzewa: ławka, nad ławką stoją ratownicy medyczni, obok karetka. Jak przystało na gapiów, zajęliśmy miejsce na mostku żeby udawać, że patrzymy na kaczki – a tak naprawdę patrzymy jak ratownicy oblekają kogoś w czarny worek, po czym odchodzą, zaglądają pod kładkę – może jeszcze jeden sie znajdzie? – a czarny worek zostaje na ławce. I nie wygląda na pusty. A może to normalne że we Wrocławiu na ławkach umierają ludzie. A może dla oszczędnosci czekają aż zbierze się więcej trupów?

Tylko najodważniejsi z hipsterów mieliby tyle jaj, żeby zrobić komunię w knajpie wege. Albo cudzoziemcy, bo chyba nie w polskiej rodzinie takie rzeczy. Jakies wege i może jeszcze bez mięsa?
Śmieję sie, ale w Machinie Organice zjedliśmy bardzo dobry obiad, a ja patrząc na talerz Tomka przestałam uważać sałatkę za upośledzoną formę posiłku. sałatka m o ż e być na obiad.
Dodatkowo robiłam sobie podśmiechujki z hasła Wrocław – miasto spotkań (bardzo słaby rym), a chwilę później witaliśmy się z Agatą, którą poznaliśmy w nocnym autobusie z Fezu do Marrakeszu 3 miesiące temu, a na którą wpadliśmy przypadkiem.

Muzeum Współczesne Wrocław. Jeśli kogoś nie interesuje wystawa o cyganach, to chociaż po poniemieckim bunkrze się przejdzie. Albo przebiegnie, jak my, bo już musieliśmy wracać do Poznania.

Gruzińskie placki z polską kaszanką? To należało już dawno wymyślić. Wrocławiowi dziękujemy za Gryz.li, lokal serwujący chaczapuri. Nieśmigielska radzi: gdyby Gryz.li otwierało filię z lodami, mogliby się nazywac Liż.li. Tak tylko mówię. Poniższe zjedliśmy już w Poznaniu na trawce przed operą, bo bardzo spieszyliśmy się do domu na koncert. To tak odnośnie pierwszego akapitu.

gryz.li wrocław

Written by Nieśmigielska - 19/05/2014
  • Zu.

    Do tego Wrocławia to wybieram się jak sójka za morze, chociaż bardzo chciałabym to miasto zobaczyć.

  • No i jeszcze bardziej się cieszę, że jedziemy do Wro. Chętnie wybrałabym się na wycieczkę „Śladami nieśmigielskiej”, choć pewnie zmodyfikujemy „program” o rowery miejskie i muffiniarnię. Wiadomo ;-). A z mffnami to jak widać co się odwlecze to nie uciecze ;-).

  • lu

    pięknie tam. chyba nigdy nie byłam we wrocławiu!
    te murale są zniewalające.

    JAK ONA MA CIĘ ZAPISANĄ. wetneight? tasteinmen?
    TELL ME RIGHT NOW.

    fragment o czarnym worku mnie zaniepokoił. wszystko dobrze, kochanieńka?

    kawiarnie i jedzeniownie w warszawie już też sobie nocami obcykałaś, czy mogę Cię poprowadzić, gdzie mi się zachce?

    • Nieśmigielska

      to drugie. nie mów nikomu.
      ze mną pytasz czy wszystko dobrze? ja bym się o te zwłoki martwiła, może jeszcze tam leżą!
      nie, w warszawie jest za dużo do obcykania, zdaję się na Ciebie. ma być smacznie i ładnie ale nie przesadnie hipstersko zebym się nie wstydziła robić zdjęć. i żeby w okolicy można było robić foteczki też, w sensie to ma być ładna okolica (pamiętaj że ładne sa dla mnie np. opuszczone baseny i praskie podwórka).

      • lu

        mam nadzieję, że poziom hipsteryzmu będzie akceptowalny!
        niestety, w okolicy, w której będziemy się szlajać, aż takich efektów nie będzie, ale się nie poddamy.

  • Nazwa ulicy wygrywa wszystko, uwielbiam takie smaczki. I mimo że jestem dobrym czlowiekiem, to historia z workiem też ma dla mnie urok.

    We wro byłam raz, na piętnaście minut, widziałam tylko ładne kamienice. Chętnie się tam jeszcze kiedyś wybiorę poeksplorowac mniej konwencjonalne atrakcje.

  • Ha! To trafiliście w fajne knajpy. Choć w złym mięsie zrobiliśmy kiedyś mocny nietakt całą grupą znajomych zamawiając smażony ser (po prostu chcieliśmy zjeść dobry smażony ser, a było prawdopodobieństwo, że tam właśnie będzie dobry). Spojrzenia były podobne, jakbyśmy pojawili się w dresach w teatrze;]
    Fajnie zobaczyć swoje miasto z innej perspektywy. Nawet taka nożownicza jest tak naturalną nazwą, że nigdy nie przyszło mi do głowy dziwić się przedszkolu przy tej ulicy;)
    Pozdrowienia z pokoju z widokiem na oblany pomarańczowym słońcem manhattan!;)

  • Wrocław ma murale i bilety na pikanie oraz mnóstwo małych dziwnych stworów, przez które można nabić sobie guza, a oprócz tego ma niesamowity klimat, ale.. Zawsze musi być to „ale”, do Wrocławia trzeba się przyzwyczaić, żeby go polubić. Sama przekonałam się o tym na własnej skórze, a trwało to dłuuuuugooo bo aż ok 2 lat.
    Zatem zapraszam ponownie i ponownie aż może w końcu poczujecie Wroclove.
    Ps. Zdjęcia jak zwykle niezwykłe :)

  • SEBASTIAN

    na ulicy Białoskórniczej jest Gryz.li robi robotę ich łódeczki z kaszanką i jajkiem to niebo w gębie