BERLIN: DO TRZECH RAZY SZTUKA

Kiedyś dla hecy kupiłam tanie bilety do Berlina – bo były. Jak to w życiu bywa, im bliżej dnia zero, tym mniej chciało nam się jechać, więc do Polskiego Busa wsiadałam z myślą aby tylko przepękać ten dzień. Niespodziewanie wycieczka udała się na piąteczkę z plusem i przywróciła wiarę w sens city breaków. Alleluja! Przepis na udanego tripa: nie mieć oczekiwań.

Przepis na udany Berlin: odpuścić Mitte. Centrum możecie sobie zwiedzić na wycieczce szkolnej albo obejrzeć u mnie w jednym z postów, ale city break lepszy na Kreuzbergu.

Uwielbiam recykling miejsc i jeśli dojdą do mnie słuchy, że w Berlinie opuszczone lotnisko służy jako gigantyczny park, a po pasie startowym ludzie jeżdżą na rolkach – to właśnie to miejsce wybiorę żeby zjeść bułkę i serek na drugie śniadanie (a nie lubię jeść byle gdzie). Właściwie od lotniska Tempelhof wziął się cały pomysł z wypadem do Berlina. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko zwiedzenia samego budynku, więc jeśli ktoś się wybierze (bo można – to uczucie, kiedy o czymś fajnym dowiadujesz się po fakcie) i opowie jak było, to ma u mnie kawę (rozpuszczalną).





Biegacze, cykliści i rolkarska masa krytyczna to jedno. Trawnik, na którym zmieściłaby się cała populacja Śremu (każdy z grillem i kocykiem), to drugie. Nawet boisko do baseballa brzmi jeszcze zwyczajnie, jak na park. Ale ogródki społeczne i pola do minigolfa przeniosły nas w równoległą rzeczywistość. Dodam, że obecnie Tempelhof dopiero się rozkręca, bardzo jestem ciekawa jak zostanie zagospodarowane w ciągu najbliższych lat, bo masterplan wyglądał imponująco.





Dla was to jest kilka zdjęć, a dla nas to były dobre dwie godziny chodzenia, można zgłodnieć. Jedziemy na Kreuzberg, gdzie w okolicach Kottbusser Tor w internecie powiedzieli, że dają dobrze zjeść po turecku.
Podczas jedzenia stosowaliśmy innowacyjną formułę split-dining, która pozwala zaoszczędzić do 50% kosztów i miejsca w żołądku. W ten sposób daliśmy radę zjeść turecką pizzę od tTadima, falafel w Maroush, baklavę w Melek Pastanesi i potoczyć w stronę Markthalle Neun na ciasto. Jak teraz o tym myślę, to byliśmy za miękcy, mogliśmy upchnąć więcej. Zawsze można zjeść więcej.

tadim lahmacun berlin

falafel maroush kreuzberg

„Friends never let friend use too much of clarity slider in Adobe Lightroom.” gdzie byłeś, Tomaszu, jak obrabiałam to zdjęcie?


Takie miejsca jak hale targowe bardzo ciężko mi się fotografuje, więc powiem krótko: my byliśmy tylko na weekendowym targu, a i tak oczy nam latały od stoiska do stoiska. Ale w czwartki na Markthalle Neun dzieje się street food na całego i jeśli kiedyś zdarzy mi się wolny czwartek to wiecie gdzie mnie szukać – w Berlinie, przy korycie.

null

markthalle neun

Chwila chillu pod kościołem i idziemy dalej.


Ale niedużo dalej, bo po drugiej stronie parku, w wielkim ceglanym gmachu z połowy XIX w. siostry zakonne prowadziły szpital. Prowadziły, ale już nie prowadzą, a dzisiaj nie da się na jednym wydechu wymienić wszystkich instytucji w Kunstquartier Bethanien. Teatry, galerie, szkoła plastyczna, szkoła muzyczna, studio tańca, rezydentura programu współpracy kulturalnej z Japonią, warsztaty drukarskie. Dość powiedzieć, że obejście budynku zajęło mi z półtorej godziny, a i tak nie wszystko było otwarte (sobota). Warto!





Z jednej strony to piękne: róbta co chceta dzieci, oddajemy w wasze ręce 150-letni budynek i dorzucamy kontener farby. Z drugiej strony moja sztywniacka natura mówi: jak to, to się przecież nie zmyje! Wyobrażam sobie Zamek Cesarski w Poznaniu obmalowany do wysokości dziecięcych rączek i coś jednak zgrzyta. Teraz każdy porządny bloger powinien napisać „a wy co o tym myślicie?”, ale ja nie napiszę, bo takie rzeczy daje się na końcu, a ja jestem dopiero w połowie. Zostawię was za to z odwieczną zagadką: czemu strony niemieckich instytucji kulturalnych wyglądają, jakby nie skończyły się lata 00? Niemożliwe, żebym miała je wszystkie skeszowane skoro w 2003 dopiero uczyłam się wchodzić na czata z kawiarenki internetowej.


Berliński odpowiednik Kontenerów też leży nad rzeką, za Oberbaum Brücke. Składają się na niego Urban Spree, Raw Tempel i kilkaset metrów terenów postkolejowych wzdłuż rzeki, zawłaszczone najpierw przez młodych gniewnych graficiarzy, a obecnie przez trochę starszych hipsterów (może to ci sami?). I nie powiem, robią wrażenie.




Dobra, nie ma co zazdrościć – oni szybciej zaczęli, więc szybciej się skończą. W zasadzie tylko tym się różnimy, że w Berlinie stary bunkier wykorzystywany jest jako ścianka wspinaczkowa, a u nas nie (nie nasza wina, że nie mamy bunkra). Tak czy tak, kolejny mocny punkt na mapie Berlina. Znak jakości nieśmigielskiej.com.

Jasne, że też podeszłam sprawdzić co tak wszyscy fotografują przez dziurę w płocie, ale albo to była prowokacja, albo flash mob – za płotem nie było nic.




Pod względem street artu, Berlin jest tym czym myslałam że będzie Bristol, z tym że do Berlina i bliżej, i taniej. Tymczasem opuściliśmy Raw Tempel bo Tomka już mdliło od nadmiaru grafitti i poszliśmy zaczerpnąć świeżego powietrza nad rzekę. Okazało się, że od mostu do mostu są trochę większe odległości niż bym chciała przejść i po raz pierwszy w historii to ja jęczałam żeby iść na autobus, a Tomek wolał cisnąć z buta. Nie miałam wiele do gadania, jak Tomek chce spacerować, to Ela będzie spacerować z Tomkiem.



null

Po drodze chciałam zobaczyć Badeschiff – basen w rzece, ale rzeczywistość zaskrzeczała w porównaniu z google images. Tu nielegalne zdjęcie z biodra, specjalnie dla czytelników bloga. Sami widzicie, że szału nie ma.

Za radą Golden Times New Woman zaplanowałam zachód słońca na dachu centrum handlowego Neukolln w barze Klunkerkranich. Na ten sam pomysł prawdopodobnie codziennie wpada kilkaset osób. Na zachód słońca polecam wybrać się o godzinie 14:00 i siedzieć tam twardo do zmierzchu. Inaczej popatrzycie, tak jak my, na Berlin z ostatniego piętra parkingu i nikt nie poda wam kawusi w filiżance.


I kolejny dowód na to, że kolejka nigdy się nie myli. Kolejka dobrze wie po co stoi. Nie jesteśmy w ciemię bici, więc zamiast stać na ulicy przed currydajnią Hamy, wzięliśmy nasze curry na wynos (czas oczekiwania: 3 minuty) i zjedliśmy je w parku po drugiej stronie ulicy. Fuck the system! Dlatego zawsze noszę przy sobie łyżeczkę.

nNormalnie o tej porze już śpię, a nie jadę kilka kilometrów metrem po wietnamską kanapkę z bardzo tłustym pasztetem. Szaleństwo!

Zmęczeni ale zadowoleni padliśmy na nasze host-wyro. W niedzielę rano zdążyliśmy na krótki spacer i kawę – chciałam wydać ostatnie cenciaki, ale okazało się że źle przeliczyliśmy fundusze, nie starczyło nam drobnych i chciał nie chciał, zapłaciliśmy kartą. Nonszalancja ta prawie kosztowała nas spóźnienie na Polskiego Busa, więc uwaga: na dworcu autobusowym są automaty do kawy, nie trzeba od razu jechać do Starbucksa.

Następny taki wypad chętnie zrobie za rok, ale rekomendacje mogę zacząć zbierać już teraz. Z góry dzięki!

  • lu

    no pięknie. Ty byś sfotografowała kozią wólkę tak, że bym chciała do niej lecieć w te pędy. pewnie flaki też byś sfotografowała tak, że chciałabym je zjeść natychmiast.
    drażnią mnie utalentowani ludzie :3 (ghehehehe.)

    mówiliście po niemiecku?

    • Nieśmigielska

      akurat kulinarnych to ja nie umiem, musiałabym się podszkolić w temacie ;d
      a po co po niemiecku jak można po angielsku? ja po niemiecku to pamiętam tylko kilka zdań z czytanek z liceum, np. „in der notaufnahme klinglet das telefon”, albo o kolesiu który umiał golić balony maszynką na czas. raczej mało przydatne przy zamawianiu obiadu, nie?

  • Ajaj tak fajnie musi być tam jak jest ciepełko. Nie wiem why, ale zawsze wizytuje Berlin jak jest zima ;/ A następnym razem może wkradniecie się do opuszczonego Spreeparku? :)

    • Nieśmigielska

      no spreepark był moim marzeniem chyba nawet przed tempelhofem, ale poczytałam trochę i albo zostaje nam dosyć drogie oprowadzanie w grupie (chociaż da sie chyba z niego urwać) albo na 99,9% spotkanie z ochroną i kasowanie zdjęć, a nie jestem taki cwaniak żeby nosić dwie karty, przekładac, kasowac foty na pokaz itd. niemniej, marzy mi się nadal.
      tak zupełnie btw – mam wejściówki na taras okrąglaka na piątek! ;)

  • a mnie wkurwia teraz nagle ogólny zachwyt nad berlinem (ale ja mam zawsze tak, że jak wszyscy się czymś jarają, to mnie to automatycznie zaczyna wkurwiać i tym srogo pogardzam), zwłaszcza w warszawie, i wszyscy strasznie cisną, żeby warszawa była takim drugim berlinem, jakby nie mogła być po prostu warszawą.
    ale foteczki oczywiście turbośliczne! a polskibus kocham, zwłaszcza kibel weń <3

    • Nieśmigielska

      nie wiedziałam że jest teraz hype na berlin, czuję się nabita w butelkę ;( chciałam na jesieni jechać jeszcze raz, ale przeczekam!

  • W ładnym miejscu nocowaliście i byliście w takich miejscach, jakie chciałam znaleźć będąc w Berlinie (a oczywiście liczyłam na instynkt i mój „resarch” ograniczył się do sprawdzenia gdzie znajdę primarka i cos). Jeśli będę wybierać się tam znów, a kiedyś to na pewno nastąpi zgłoszę się do Ciebie po mapkę gastropunktów, galerii i inne porady;]