I TWOJA DZIAŁKA MOŻE BYĆ KAWAII

Normalnie weekend w Płocku oznacza czas wyjęty z życiorysu: w piątek od razu po pracy jechane 220 km, żeby w niedzielę na wieczór zrobić drugie tyle w odwrotną stronę (i jeszcze mieć stłuczkę). Jasne, spotkamy się z rodziną i objemy na cudzy koszt, ale na niepójście od poniedziałku do roboty nikt nam nie wypisze usprawiedliwienia. Dość powiedzieć, że do domu jeździmy rzadko. Ale jeśli w grę wchodzi własnoręczne ozdabianie domku na działce według wymyślonego wzoru – takie weekendy mogę dać sobie częściej wyjmować z życia, proszę bardzo.

Na razie widzicie zwykły ogródek działkowy, jakich wiele w Polsce. Grządki opielone, trawnik pod linijkę, czereśnia owocuje (9/10 trafione bez robaków) – jednak brakuje unique selling proposition, czegoś co przyciągnie inwestorów. I wtedy wkraczamy my. Cel: ma być lepiej niż u sąsiada. Nagroda? Wielkie grillowanie.
24 godziny później działka zostanie odmieniona nie do poznania. Czas start.



Do pomalowania był płot i domek. Ania i Kamil potraktowali zadanie tak jak należało je potraktować – na lajcie – i poszli w kwiatki, ale ja od początku uparłam się że namaluję coś wyjątkowego, coś czego nie ma żaden inny działkowicz w kraju. Tygodniami szukałam pomysłu: może w pasy pomalujemy? może kota jak siedzi? Z pomocą przyszła logika: po co ma się działkę? Dla czilu z zimnym piwem i własnych pomidorów spod folii.
Namalujemy, więc wszystko co da się wyhodować na działce: jabłuszka rumiane, groszek zielony, banany dojrzałe. Będą miały uśmiechnięte buzie i będą trzymały się za rączki. Właśnie tak, jak na obrazkach z wyszukiwarki pod hasłem kawaii veggies.



Można przeczytać wszystkie książki na świecie i nauczyć się wszystkich języków, ale kto nigdy nie malował pędzlem na blasze falistej, ten nie zrozumie, czemu nasze malowanie wygląda inaczej niż na obrazkach. To nie pinterest, to prawdziwe życie. Koślawe czy nie, żodyn nie ma takiej budy na działce.
Plus, proszę zwrócić uwagę na grę z perspektywą: kto powiedział że rzodkiewka nie może być większa od brokuła? na pewno ten sam, kto powiedział że 2+2=4. Wszystko jest w twojej głowie.

Podobno za rzadko się pokazuję na blogu żeby być rozpoznawaną na ulicy (moje ciche marzenie), więc jako bonus: ja w obowiązkowym uniformie działkowicza. Jest selekcja na bramce, w dżinsach nie wpuszczają.

CV rośnie: po profesjonalnym malowaniu pasów i robieniu zdjęć podczas jazdy na rowerze: malowanie owoców i warzyw na powierzchniach metalowych.
Ja dbam o koncepcję, kontury i wypełnienie, a Tomek dodaje szczyptę magii – odpowiada za cienie, detale, faktury. Wszystko ze szwajcarską precyzją.



Szczególnej uwadze polecam pomidorka (ten czerwony, w środku).


Jeszcze jeden feature: sławojka nie z jednym, a z trzema serduszkami. Can’t beat that.

Wkład jadłonomii.com w tradycyjne polskie grillowanie – oprócz 100 rodzajów kiełbas zostały zgrillowanie też rzodkiewki. Smakowały chyba tylko mi.
(a jako że jestem na zdjęciu po prawej, są duże szanse, że zrobił je ktoś inny)

Tak to już jest urządzone na tym świecie. Ktoś jest córeczką tatusia, a ktoś synkiem mamusi.

Rodzice się pytali, po co mi takie zdjęcia. Jak po co? Bo tak jest na działce. Bo na działce naczynia myje się w misce, piwo chłodzi w wiadrze z zimną wodą, a kawę pije w duraleksie albo kubkach po nesce.

Jak się gościć na krzywy ryj, to się gościć, wbijamy teraz do mojej siostry żeby ją objeść ze słodyczy. Żeby nie było: „moja siostra” to skrót myślowy. Ma też męża, dzieci oraz psa.

Tu wreszcie znalazłam chętnego na grę w badmintona, bo Tomek jeszcze w tym roku ze mną nie zagrał. Po 30 minutach wszystkie 3 lotki wpadły nam za płot do sąsiada. Potem próbowałam hulajnogi, ale szybko rozbolały mnie kolana. Za trzecim razem znalazłam sport idealny: rzucam rower, będę pierwszym skejtem w balerinach na świecie.

null

Ja nic nie wiem, mnie tam nie było. Pierwszy raz widzę to zdjęcie.

Po wysiłku fizycznym – wysiłek umysłowy. Po czym poznać, że nie jest się już dzieckiem? Dzieci mają problem z przegrywaniem, więc jeśli jesteś w stanie się opanować na tyle, żeby nie obrażać się jak przegrywasz w Kolejkę – gratulacje, możesz głosować w wyborach i kupować alkohol.

Następnego dnia budzę się z kacem moralnym. Myslę o działce. Kolory takie blade, pół domku nieozdobione stoi, a do jesieni pewnie już nie przyjedziemy. I co, za rok będziemy domalowywać resztę? Za rok to tego, co namalowaliśmy nie będzie. Szybka runda do budowlanego po pigmenty i rozstawiamy warsztat.

Ćwiczenie na wyobraźnię: wyobraźcie sobie kilogram szczypiorku. Tyle właśnie dostałam od mamy do zamrożenia.

Nowy dzień, nowy skill. Tomek specjalizuje się w entomologii (biedronki), hybrydologii (połączenie biedronki i stonogi) i typografii – font użyty do oznaczenia numeru działki to oczywiście ponadczasowa helvetica.



Tak wygląda ukończone opus magnum. Warzywa po lewej są kadłubkami bez twarzy, bo skończył nam się czarny marker. Teraz możemy spokojnie wrócić do Poznania, zaglądając po drodze do cioci i skubnąć pomidorka z tunelu. Dobry. Działka, działka uber alles!




  • lu

    czuję się niebezpiecznie, gdy używasz słowa „kawaii”.
    ten pomidor to pomidoryzacja mnie. ewidentnie!
    wyszło Wam to pięknie. być może teraz zgłosi się jakieś przedszkole, żebyście udekorowali stołówkę! woo hoo!
    ale te balerinki do tej dechy to zwaliłaś, mogłaś szybko zabrać buty jakiemuś dzieciakowi i byłabyś taką polską avril lavigne.

  • Uroki lata w Polsce! Najlepsza pora!

  • nie martw się wojtuś uzupełni brakujące rysunki na dokmu na działce, bo w domu na ścianach coraz lepiej maluje

  • Ale urocze te malunki, rozkoszne wręcz!