WARSZAWĘ CI WIDAĆ

Tak rzadko piszę coś ckliwego o życiu że może najpierw dam ostrzeżenie żebyście szoku nie dostali. Tak tak, niesmigielska.com to nie tylko heheszki, to też trudne sprawy. Tylko jeden akapit, dacie radę.

CKLIWY AKAPIT O ŻYCIU, A POTEM WPIS O WARSZAWIE:

Sama raczej rzadko sprawiam radość i jeśli nie pamiętam o urodzinach innych, to mam tyle przyzwoitości żeby nie oczekiwać, żeby ktoś inny pamiętał o mnie. Ale tego dnia kończyłam 25 lat i spadła na mnie tak wielka ilość prezentów niespodzianek, miłych słów i zdarzeń, że musiałam się w drodze powrotnej w polskim busie zastanowić nad życiem. I tak nie mogę czytać, bo mam chorobę lokomocyjną. Oto co mi wyszło, oczywiście w wielkim skrócie – żeby nie było, że w 4 godziny tylko tyle jestem w stanie przemielić:
Nie wierzę, że ktoś nam zapisuje plusy i minusy i wszystko musi się w życiu wyrównać. Ale od dłuższego czasu spotyka mnie tyle dobrego, że mam wrażenie jakbym po pijaku podpisała chwilówkę na złodziejski procent – kiedyś przyjdzie mi ją spłacić. I wtedy będzie płacz. Moje typy: nieuleczalnie chore dziecko, tir potrąca Tomka na wigrach, dowiaduję się za późno, że mam raka. Może wszystko naraz. Może wszystko zawsze będzie dobrze.
Ale przynajmniej jak spadnę, to z wysokiego konia, bo tak dobrze jak teraz nie żyło mi się nigdy. Łatwo mi mówić, bo mam pracę i męża programistę? Jasne, a czy Ty cieszysz się z faktu, że zjadłeś dobre śniadanie, a na dworzu świeci słońce? Bo ja tak.

WPIS O WARSZAWIE:

Po ilu powtórzeniach zaczyna się tradycja? Jeśli po dwóch, to w przyszłym roku na początku lipca w ciemno można rozstawiać dla nas komitet powitalny na stacji metra Młociny. Tomek jedzie objadać się pizzą na konferencji dla geeków, a ja ruszam w miasto, które cała Polska tak hejtuje. W Poznaniu w temacie „dzieje się” jestem z grubsza oblatana, ale gratuluję odwagi śmiałkowi, który spróbuje ogarnąć stolicę w jeden dzień. Dlatego ja robię Warszawę tylko z insiderami. Mam dwie osoby z wewnątrz, można powiedzieć że jedna jest od sprawnego oprowadzania, a druga od wybierania by dobrze nam się jadło. A obie są najmilsze na świecie.

Jedno wiedziałam na pewno: plaża pod Stadionem Narodowym to było moje must-see, a już plaża pod Stadionem Narodowym o zachodzie słońca urosła do must-take-me-there, nieważne że byłeś tam 100 razy i masz inne plany. Kocham Poznań i jestem jak najbardziej za powrotem miasta nad rzekę, ale z całym szacunkiem – kto się wychował w Płocku czy w Warszawie ten wie, że Warta nawet jak wylała w 1955 roku, to nadal była popierdółka, nie rzeka.
Dobrą ciekawostką zawsze chętnie służę: mają tam pawilon „Plażowej”, znany głównie z tego że miał być zwykłym kiblem z przebieralnią, ale ktoś przeszarżował, pękły 4 miliony złotych i z kibla zrobiono kawiarnię, żeby nie było że tyle kasy poszło na sławojkę.

alt
alt

Wy tego nie wiecie, ale zawsze zanim zrobię zdjęcie, Tomek specjalnie wpierdala się w kadr. Odgrażałam się, że zrobię całą kompilację takich fot, ale może będę po prostu wrzucała po jednym na post, materiału mam tyle, że starczy do końca świata.
Po prawej reakcja Marty i Mariusza na moje: chcecie żeby zrobić wam zdjęcie? (Tomek zawsze chce, polecam lewy dolny róg).

alt
alt
alt
alt
alt
alt
alt
alt

Szalona noc, poszłam spać chyba po północy! Od rana jedziemy na zielony Żoliborz, gdzie odbywa się weteran targów śniadaniowych w Polsce. Established in 2013. Nie wiem jaki sens ma polecanie jeśli się nie pamięta, u którego z wystawców się jadło, ale miejcie oko zwłaszcza na pity z hummusem!

Podobno jestem spoko gościem, bo przyjeżdżam z własnymi propozycjami zwiedzania i trzeba mnie tylko przeprowadzić z punktu A do punktu B. Chciałam zwiedzić budynek Muzeum Żydów Polskich, to zwiedziłam. Na wystawę w domu spotkań z historią Klatkę zaciągnęłam? Zaciągnęłam. Narobiłyśmy wstydu w galerii v9? a jakże, pewnie do dzisiaj się z nas śmieją.


alt
alt
alt
alt

Klatka nie pozwala robić sobie zdjęć, więc musicie mi uwierzyć na słowo, że istnieje i jest kochana. Kto nakarmi malinami o 23? Kto zrobi Tomkowi kanapkę z nutellą na śniadanie i ofiaruje się, że odprowadzi go rano na przystanek chociaż chłopak skończył 25 lat w lutym i wydawałoby się że trafi te 50 metrów? Klatka, Klatka, Klatka!

alt

Co by tu więcej napisać o luizie skoro nic się nie zmieniło od ostatniego razu? Luiza była tak dawno w Poznaniu, że nadal myśli, że tu wszyscy chodzą do Pyrabaru – halo, najwyższy czas przestać żyć w 2009.
Powinna też organizować wycieczki po gastrowarszawie. W ciemno zdaję się na jej gust, tym razem zaprowadziła mnie do Samu, na pyszne śniadanie na obiad i pyszne słodkie na deser. Podaję dalej, jakby ktoś przypadkiem wsiadł w pociąg i zaplątał w okolice Powiśla: SAM – kameralny kompleks gastronomiczny, Lipowa 7.

alt

Uparłam się, że pojedziemy do Soho Factory bo ostatnio jak tam byłam to nikogo nie było, a chciałam zobaczyć tętniące życiem awangardowe centrum biznesu i kultury, gdzie na leżakach przesiadują młodzi ludzie w śmiesznych czapkach pijąc yerba mate. Awangardowe centrum biznesu i kultury to pustki i paru łebków z ochrony. To już wolę powłóczyć się po praskich podwórkach – przynajmniej tam się coś dzieje, butelką ktoś rzuci, o papieroska poprosi. Łaski bez.
Jedyna pociecha, że Muzeum Neonów nadal stoi i pięknie się rozrasta. To znaczy pociecha dla kogoś, kto jeszcze w Muzeum Neonów nie był albo był i miałby czas żeby wejść do środka – bo my zdążyłyśmy tylko cyknąć parę foci pod ceglaną ścianą (#praskie klimaty) i uciekać na warszawskibus w stronę centrum.
Uwaga, dygresja: kibicuję muzeum tak samo jak renowacji neonów, ale niedawno zniknął neon który codziennie oglądałam. I fakt, na swoim miejscu niszczał, ale przynajmniej był i mijałam go z uśmiechem. A teraz go nie ma, stoi gdzieś w magazynie na warszwskiej Pradze i nie mija z uśmiechem go nikt. I co teraz?

alt
alt

Szykuję grunt pod bycie rozpoznawaną na ulicy. Takie zdjęcia mogą być?
Pierwsze to najlepsze selfie jakie kiedykolwiek zrobiłam. To niżej zrobił nam Tomasz, też mistrz ustawiania ostrości. Kto z kim przestaje, takim się staje.

alt
alt

25 lat to nie przelewki, kondycja już nie ta sama co kiedyś. Odkryłam że najlepiej sprawdza się formuła semiweekendów – w sobotę cisnąć do oporu (można zacząć w piątek wieczorem) i wyjechać z niedosytem, ale na koniec dnia kłaść się spać we własnym łóżku z najlepszą myślą na świecie – że jutro jest niedziela. Jeszcze nie wiem jak to pogodzić wielomiesięcznymi planami podróży za jeden uśmiech, ale pracuję na tym.

  • ja życzę, żeby zawsze było tak dobrze jak teraz, albo i lepiej.

    pomimo iż supergardzę tymi wszystkimi och-ę-hę-ą modnymi miejscówkami, eko bio sro lokalnym żarciem, to wchuj lubię targ śniadaniowy na żoli.

    lućka pięknie jak zwykle.

  • Człowiek na chwilkę wyjedzie a tu tyle zaległości, że aż miło wracać! ;)

    Wszystkiego NAJ!!

  • lu

    przyjeżdżaj szybko znowu. mam tylko tyle do powiedzenia.

    • Nieśmigielska

      zamierzałam jeszcze wpaść na jedną sobotę przed wrześniem, ale nie podołam, potrzebuję weekendu spędzonego w domu od początku do końca. w wwa będziemy jeszcze przed samym wylotem, ale to dosłownie na jedną noc. może to i dobrze, ile bylyby warte te moje przyjazdy gdyby się tak często powtarzały? ;d

      • lu

        niby tak. im dłużej się głoduje, tym lepiej potem smakuje. HE HE HE.