NOWY JORK CZ. IV

Previously on niesmigielska.com:
Cz. I, w której Tomek i Ela zostali wpuszczeni do Ameryki i jedli kolacje w Central Parku ze szczurami.
Cz. II, w której Tomek i Ela wyruszyli na poszukiwanie prawdziwego chińczyka do Flushing, Queens.
Cz. III, w której Tomek i Ela jedli lunch na schodach The Met.

Jak to w życiu bywa, przestawiając układankę z planami, po raz kolejny miałam rację: gdyby nasz pokój nie był garażem przerobionym na pokój i miał normalne okna, na pewno rano oślepiłby nas blask słońca – w taki dzień powinno się płynąć na Governors Island. I w taki dzień popłynęliśmy na Governors Island. Po śniadaniu – ma się rozumieć.
Nie wiem ile litrów lodów w sumie wciągnęliśmy, ale w Polsce na Haageny szkoda mi kasy, a tu nie dość że tańsze, to i smaków jakby więcej. Nie z mięsa, ale z lodów braliśmy białko (lody to nowe mięso).

haagen-dazs green tea

Nie wiem co jedzą flamingi, ale wiem czego nie jedzą – lodów o smaku zielonej herbaty. Jest jeszcze opcja, że wolą Ben&Jerry’s.

alt

Wskakujemy do teleportu, tj. do metra i wyskakujemy (40 minut później, teleport w Nowym Jorku ma laga) na Wall Street. Nie, nie mamy zdjęcia z bykiem. Mamy zdjęcie cmentarza przy kościele Św. Trójcy, podobno jedynego na Manhattanie, ktory jeszcze przyjmuje. Ciekawe po ile kwatera.

queens astoria
wall street

Pierwszy prom na GI z Battery Maritime Building odpływa o 10 rano, ostatni powrotny o 18 (rozkład TU), ale nie wiem co mielibyśmy tam robić przez 8 godzin, chyba usychać z nudów, bo ile można jeść. Zdaje się, że są darmowe, albo to tylko my mieliśmy fory i nie chciano od nas pieniędzy.

Już sam przejazd promem to fotogratka, ale kiedy na tym samym statku płynie: dużo dzieci i młoda para i wszystkim można bezkarnie robić zdjęcie za zdjęciem? Dawno tyle nie wygrałam.
Ci tutaj to przedstawiciele gatunku pięknych ludzi (tam byli sami tacy, przysięgam). Poprosili żebym zrobiła im zdjęcie, no to zrobiłam – najpierw ich iPhonem, a potem swoim iPentaxem, do celów osobistych. Przysługa za przysługę, oni mają zdjęcie i ja mam zdjęcie – nie wiedzą tylko, że poszło na jakiegoś bloga w Europie Środkowej, gdzie misie polarne chodzą po ulicach, a psy dupami szczekają.

governors island ferry
governors island ferry
governors island ferry
governors island ferry
governors island ferry
alt
alt
alt
alt

No dobra, ale co to jest za wyspa i po co się tam pchać, choćby nawet darmowym promem? A żeby zrobić sobie piknik z widokiem na Manhattan – to mało? Piknik można przynieść z domu (jeśli wytrzyma wam w samolocie), albo zaopatrzyć sie u jednego z 10000 wystawców.
Poza tym na wyspie się wyleguje na zielonej trawce, patrzy na chmury – jeśli są, jeździ wypożyczonym rowerem w kółko, zagląda przez szybkę do domów żołnierzy (do 1996 GI była w rękach straży przybrzeżnej, a wcześniej – wojska), ogląda rzeźby i gra w mini golfa – jeśli wypożyczalnia sprzętu będzie otwarta (nie była). W dalszym ciągu z widokiem na Manhattan, w końcu po to się w ogóle leci do Nowego Jorku: żeby wyryć w serduszku swój własny obraz dość bezładnego w gruncie rzeczy skyline’u (spójności nabiera dopiero po zmroku).

Z trzęsącymi się z głodu rękami jemy na przystawkę taco z tackotrucka; dwa gryzy i koniec. Teraz możemy czekać na danie główne naszego drugiego śniadania: peanut butter noodles. Powiem tak: kocham masło orzechowe, ale wiem że ma 600 kcal/100 g, więc jem je raczej na łyżeczki niż na łyżki. W Stanach sie nie szczypią, myślę że z tymi kluskami pół słoika weszło. Ale jak to było dobre. Boże, jakie dobre. Szukałam nazwy budki, z której je kupiliśmy, ale nie znalazłam. Może nam się tylko śniło, może nie było żadnych peanut butter noodles?

governos island taco
governors island food vendors

I kiedy myślisz, że najadłeś się już na zawsze, okazuje się, że za rogiem parkuje wiele food trucków na raz.

governors island figment
governors island figment

Żabim skokiem lądujemy z powrotem na mieście. Może jakiś landmark zrobimy przed obiadem? Flatiron nadał się w sam raz. W Poznaniu jeszcze budowali najmłodszy (neoromański…) zamek w Europie, a on już stał, taki elegancki.

flatiron building
madison square

Jeśli na liście „rzeczy do zrobienia przed śmiercią” zadeklarowałeś, że „zjesz bajgla w Nowym Jorku” – zajdź do Murray’s Bagels na Chelsea. Ok, więc zapłaciliśmy 30 zł za bułkę z dziurką, ale była tak smaczna, a obkładu (serek kremowy i łosoś, jak klisza to klisza) tak dużo, że nawet jedząc go na spółkę nie czuliśmy się stratni.
Coś słodkiego na drugą nóżkę: kilka kroków dalej, w Doughnut Plant dają dobre pączki, kwadratowe i podłużne okrągłe (co za zbieg okoliczności, też z dziurką. Nie znam historii bajgli/donatów, ale idę o zakład że dziurkę wymyślił pionier downsizingu).

murrays bagels chelsea
doughnut plant chelsea

Na trzecią nóżkę łapiemy po drodze lunch i teleportujemy się na szybkie spotkanie ze znajomymi w Central Parku (true story). Góra z górą się nie zejdzie.
Z tej okazji powstał zestaw 4 ekskluzywnych, bardzo do siebie podobnych, pocztówek – specjalnie dla czytelników bloga niesmigielska.com.

central park
reservoir central park
reservoir running track
central park
central park in new york

Nie boję się trudnych tematów. Narkomania, bezdomność, problem dużych odległości w Nowym Jorku. Manhattan nie jest taki malutki jak by to z google maps wynikało. Jak chcesz się poszwędać dla zabicia czasu – piękna sprawa, ale jak chcesz się szybko dostać z punktu A na górnym Manhattanie, bo na przykład zaraz zajdzie słońce, a tak się składa że bardzo byś chciał zobaczyć jak zachodzi słońce w punkcie B na dolnym Manhattanie – nie zdążysz. Dodatkowe utrudnienie jeśli nie przemieszczasz się w linii prostej, tylko, powiedzmy, na południowy wschód – będzie przesiadkaa. Dodatkowe utrudnienie jeśli jest niedziela. W niedzielę metro się remontuje, a nie się nim jeździ. Trafisz na service changes i jesteś w czarnej dupie. Spoko, jutro też jest dzień. Chcę przez to powiedzieć, że chcieliśmy obejrzeć zachód na ławeczce w High Line, ale udało nam się załapać na ostatnie minuty, a i to dlatego, że biegliśmy od stacji (życiówka na 500 metrów).

high line

High Line konserwatystom parkowym nie przypadnie do gustu. A fe, park powinien być zielony i rozległy – i High Line jest zielony i rozległy, ale trochę inaczej.
Przede wszystkim: nie płoży się po ziemi – o płożeniu się na Manhattanie nie ma mowy. Tam jedynym parkiem z prawdziwego zdarzenia jest Central, potem długo długo nic, a potem są ogrodzone skwerki – w Poznaniu przed blokiem mamy większy.

High Line jest zawieszony 7,6 m nad ziemią. Po co teren po nieczynnej linii kolejowej ma niszczeć, skoro mógłby przyciągać 5 mln ludzi rocznie? 12 lat starań stowarzyszenia Friends of The High Line, 150 mln zielonych (pozyskanych ze środków niepublicznych!) i w 2011 roku można było otwierać pierwszą część parku.
Nie dziwię sie tym pięciu milionom, sami do High Line poszliśmy dwa razy, ale linearny kształt + dużo ludzi (zachód słońca na High Line to popularny sport) nie pozwalają na spokojne poczytanie książki, wąchanie ziół i oglądanie murali, bo trzeba uważać żeby nie podeptać i nie zostać podeptanym. Żeby móc zobaczyć coś takiego jak pusty HL trzeba było zorganizować specjalny event (#emptyhighline).

high line park
friends of the high land
alt

Pół godziny później i my tak siedzieliśmy z lodami (Haagen-Dazs, Red Velvet Cake – mój #1 w kategorii: lody ze sklepu), ale nikt nie zrobił nam zdjęcia. No chyba, że zrobił i jesteśmy na czyimś instagramie i lubią nas setki Japończyków i nawet o tym nie wiemy.

alt

Kiedyś nawet pies z kulawą nogą nie chciał tam mieszkać, teraz żeby dać sobie pozaglądać w okno z High Line trzeba niemało zabulić.

alt
alt
alt

Dzień się kończy, to i post się kończy. Jeszcze tydzień i będziemy na półmetku relacji, ma się to tempo (dzisiaj mija miesiąc jak wrociliśmy).

alt

  • Zu.

    Ja wiem, że się powtarzam, wiem, ale ja tak strasznie uwielbiam Twoje zdjęcia!

    • anon

      I ja!

  • będzie jeszcze kilka wpisów
    sklepy z serami to pierwsza rzecz na którą się tam natknęliśmy, nie wiem jak Wam się udało przeoczyć;) old amsterdam można kupić też u nas w lepszych delikatesach, ale smakuje już jakby gorzej

    przeczytam Twój wpis po pracy, bo na zdjęciach jak zwykle interesująco:) i ten cudny flaming

  • jak zaczynam jeść masło orzechowe, kończę na dnie słoika, nie umiem inaczej
    w NY marzy mi się spróbowanie pączków o tych wszystkich dziwacznych smakach

  • Im dalej posuwasz się z relacją, tym bardziej mam ochotę tam jechać. Dzięki za pocztóweczki, lubię takie widoczki ;]