NOWY JORK CZ. V

Previously on niesmigielska.com:
Cz. I, w której Tomek i Ela zostali wpuszczeni do Ameryki i jedli kolację w Central Parku ze szczurami.
Cz. II, w której Tomek i Ela wyruszyli na poszukiwanie prawdziwego chińczyka do Flushing, Queens.
Cz. III, w której Tomek i Ela jedli lunch na schodach The Met.
Cz. IV, w której Tomek i Ela płyną promem i ślą pocztówkę z Central Parku.

Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale Coney Island to takie Międzyzdroje, tyle że nad Oceanem. Plaża jest, promenada jest, dużo ludzi – check! i tylko hot dogi sprzedają zamiast smażonej rybki. I raz do roku zamiast Festiwalu Gwiazd paradują syrenki.
Coś nam mówiło, że moglibyśmy się źle czuć w kolejce na Wonder Wheel. I co nam po syrenkach, będę chciała zobaczyć syrenkę to se pojade do Warszawy.
Wobec powyższego, owszem – wybraliśmy się na Coney Island, ale w poniedziałek o 9 rano. Bardzo miła okolica. Niżej: mural z biblii i ołtarzyk dla kolegi z osiedla (wyobraźnia nam powiedziała, że zginął w drive-by).

alt
alt

Panorama Coney Island. Wesołe miasteczko i bloki, jakich nie powstydziłby się warszawski Ursynów. Kto mieszka w blokach? Niespodzianka, łatwa do odgadnięcia.

alt

Nie licząc zblazowanego selfie z Top of the Rock, zdjęcia jak igram z falami Oceanu Atlantyckiego (równie dobrze mogłoby to być Morze Bałtyckie), pozostają moimi jedynymi z Nowego Jorku. Nie mam nawet co na fejsa wrzucić, żeby udowodnić że naprawdę byłam w Ameryce.

alt

Jak być bezdomnym, to tylko na Coney Island. Ciepło, jest gdzie się umyć, przepierkę zrobić. Rybkę się złowi. Na molo się poleży (nie jestem koneserem, ale molo, jak i promenadę mają bardzo ładne).

alt
alt
alt

Ostrożnie podchodzę do takich deklaracji, bo każdy lokal w Nowym Jorku jest oczywiście „most famous”, ale podobno tu, w tym miejscu, sto lat temu rozkręcono kulturę jedzenia hot dogów: Nathan’s Famous. Te konkursy jedzenia hot dogów na czas to też tu.
Wiele bym się nie spodziewała po parówce w bułce – chociaż znam takich do jeżdżą specjalnie do Ikei na hot dogi. I dobrze robią! Szwedzkie hot dogi smaczniejsze (w Nathan’s nie dają cebulki), tańsze, a i transport taniej wychodzi.

alt
alt
alt

Coney Island sąsiaduje z Brighton Beach, co jest bardzo zabawne. A dlaczego? A dlatego:

alt
alt
alt
alt

Zgadliście, Brighton Beach to Little Russia (aka Little Odessa). Podobno jest tu knajpa, która się nazywa Twoja Stara. Podobno rosyjska mafia już nie jest taka groźna (a najsłynniejszy gang podobno sprzedawał torby z ziemniakami wciskając kit, że to złote ruble). W tym roku naliczono tylko 8 morderstw i 16 gwałtów.
Jeśli będziesz w Nowym Jorku i najdzie Cię ochota na kinder niespodziankę i bajki z Czeburaszką – półtorej godziny jazdy metrem i od babuszki na ulicy kupisz wszystko co potrzeba. Swoją drogą, to smutne, że produkty Ferrero w Stanach dostępne były tylko na bazarach u emigrantów z Europy Wschodniej. Biedne te amerykańskie dzieci.
Teraz doczytałam, że na zakupy i jedzenie warto było iść do Brighton Bazaar, ale i tak z rajdu po „lokalnych” sklepach przywiozłam кальмары w puszce, jeszcze stoją. Google, pomóż mi: „yummy ways to eat canned squid?”
Co nie znaczy, że nic nie jedliśmy: z dalekiego wschodu wracaliśmy na Manhattan pogryzając na przemian wypieki z La Brioche Cafe (ten moment niespodzianki, kiedy nie wiesz, czy kupiłeś słone czy słodkie) i uzbeckie pierożki z cielęciną.

alt

Z cyklu „za darmoszkę w Nowym Jorku”: każde dziecko wie, że trzeba popłynąć pomarańczowym promem na Staten Island. Prom ten ma kilka cudownych właściwości: jest w gratisie, przepływa niedaleko Statui Wolności i zaraz wraca, więc nie trzeba zostawac na SI dłużej niż to konieczne. Uważny obserwator zauważy kilka faz podczas przeprawy: najpierw aparaty zwrócone są na tyły – wszyscy chcą fotkę na tle Manhattanu. Potem obrót o 90 stopni – wszyscy chcą fotkę na tle Statui. Potem ci, którym nie udało się w pierwszej turze próbują uszczknąć coś dla siebie z fototortu. Potem jest wysiadka i prom powrotny, emocje opadają – chyba żeby się pokłócić, jak my z Tomkiem. Moja wersja: poszłam robić zdjęcia ludziom robiącym zdjęcia, a jak wróciłam, to Tomka już nie było. Kazali nam wychodzić, więc wyszłam – znajdziemy się na powrotnym promie, nie?
Wersja Tomasza: a bo Ty se poszłaś, jak zwykle się nie można do ciebie dodzwonić, nie odzywaj się do mnie.

alt
alt
alt
alt
alt

Wydawałoby się, że na majątek buddyjskiego mnicha składa się ta szata, co ją ma na sobie i miseczka ryżu, co ją dostał od wiernych. Skąd iPhone’y i tablety?

alt
alt
alt
alt

Miłość na Wall Street, aww.

alt

Do tej pory moje copy brzmiało (w głowie): Niesmigielska.com. Fotografuję miejsca. W Nowym Jorku spodobało mi się zdejmowanie ludzi. Może zmienię na: fotografuję ludzi. Fotografuję ludzi w miejscach?

Spacer po Little Italy/Chinatown. Małe Włochy na dolnym Manhattanie są naprawdę małe i Włochów też tu mało, wypierają ich rosnące czynsze i hipsterzy, których nie stać na mieszkanie w SoHo. Inaczej niż w Chinatown, gdzie większość (doczytałam się o 80% ale w roku 2000) lokalsów miała chińskie korzenie.
Chinatown nie jest mniej autentyczne niż Flushing, jest bardziej zatłoczone bo do Chińczyków dokładają sie turyści. We Flushing nie kupisz koszulki I HEART NY, a w Chinatown kupisz 5 w cenie 3 na każdym rogu (polecamy jako punkt zaopatrzenia w magnesy, kubki i wszystko czego dusza turysty zapragnie).

alt
alt
alt
alt
alt

W Chinatown mają jakiś tryliard restauracji, dlatego pozwoliłam żeby wybrał je za nas tripadvisor/yelp i Ula z Adamant Wanderer. Na obiad weszło (uwaga, link zawiera owłosione męskie kolana) po pół kanapki z wołowiną i trawą cytrynową z Saigon Vientamese Sandwich Deli, a na deser pierożki od Prosperity Dumpling. Może i zjedliśmy je z plastikowego opakowania siedząc na boisku w parku, ale dopóki coś jest tanie i dobre, nic mi nie przeszkadza.

alt

Z boiska przenosimy się na lody do Chinatown Ice Cream Factory – jedliśmy pumpkin pie, taro i zen butter (połączenie najsmaczniejszego z najpyszniejszym: tahini i masła orzechowego!). Porcje amerykańskie i zawartość cukru też. Zadowoleni toczymy się na ławeczkę w Columbus Park, popatrzec jak staruszkowie ostro rżną w chińskie szachy.
Atmosfera gęsta, że nożem by ciął. Wiem że to niegrzeczne tak się wpychać z aparatem. Swoim zachowaniem przyniosłam wstyd białej rasie, zwłaszcza że linia podziału przebiegała między Chińczykami spokojnie grającymi w xiangqi, a turystami robiącymi im zdjęcia. Wstyd, nie wstyd, zachowałabym się tak brzydko jeszcze raz, bo to moje ulubione foty z Nowego Jorku.

alt
alt
alt
alt

Już pisałam na FB: jeśli w sklepiku przy 9/11 Museum mogą sprzedać notesiki ze słowem „HOPE” na okładce i krawaty z motywem dwóch wież, to ja mogę zrobić fotkę WTC z przelatującym obok samolotem.

alt

Ruszyło nas sumienie i stwierdziliśmy, że może głupio byłoby przepuścić kasę na lody, a pożałować na bilety do Muzeum WTC. Wyskoczyliśmy z 50 dolków i nie żałujemy (jest sposób na wejście za ładny uśmiech we wtorki popołudniu, ale trzeba się ogarnąć na dwa tygodnie wcześniej – szczegóły tu). Zawsze też można pójść pod Memorial. Pomnikiem nie musi być grubo ciosany król na koniu z brązu, pomnikiem może być to co sobie myślisz, patrząc jak spływająca woda znika w czarnej dziurze.
Do heheszków jestem pierwsza, ale jak mam napisać coś na poważnie, to się zapowietrzam.
„Fajne, polecam” – niestosowne, a „wzruszające, poruszające” – nie w moim stylu. Dobrze, że poszliśmy.

alt
alt
alt

Półtora miesiąca od powrotu a ja jestem na półmetku relacji. A nadaję do Was z dalekiej wyspy, pijąc slodkie wino za wasze zdrowie. Dobranoc!

  • Natalia

    liczę na słodkie wino po powrocie! btw nie wiem, czy polecałam Wam białe, schłodzone porto, ale jeśli nie – polecam i pozdrawiam.

  • Natalia

    a fotki jak zwykle geniusz, już mi znajomi mówią, że „takie dobre foty ta Twoja koleżanka na blogasku ma!”

  • Ja pier dole, uwielbiam twoje zdjęcia.

  • m.

    zajebiste zdjecia. zaloz tumblera z ludzmi robiacymi zdjecia innym ludziom. ciekawostka na dzisiaj: a wiesz ze w czasie 9/11 zginelo tyle samo ludzi co nielegalnych emigrantow z Afryki polnocnej w czasie proby przeprawy przez morze srodziemnie do Europy w tym roku? tylko ze te pierwsze 3000 bylo amerykanami a drugie nie.

  • przeczytałam ‚UBECKIE’ pierożki z cielęciną i przez chwilę miałam sporego łodefaka czemu ubeckie.

    „bloki, których nie powstydziłby się warszawski ursynów” – srogo zachichrałam i patrzę, że naprawdę!

    :)

  • gabi

    zdjecia idealne!!! mozna wiedziec jaka kamera/ objektyw? pozdrawiam,g.

    • Nieśmigielska

      miło mi! można wiedzieć: body to pentax k30. szkła: pentax smc-m 50/1.7 + okazjonalnie smc-m 24/2.8 + falcon 85/1.4, wszystkie manualne dlatego rzadko trafiam w ostrość ;)