Rzymskie ferie zimowe cz. II

Skąd się wzięliśmy w Rzymie i jak smakuje kanapka z mozzarellą i nutellą (naraz)? Przeczytacie TU, high quality content.

Obiecałam, że będzie Rzym alternatywny – i jest. Wpływamy na off tak głęboki, że aż czuję się nieswojo: żadnych akweduktów i kolumnad. Były w poprzedniej części, będą w następnej części. Teraz będzie Rzym protestancki i protestujący. Będą piramidy i murale. Jesteście ze mną?
W nagrodę za cierpliwość pod koniec zdradzę, jak wejść bez kolejki do bazyliki św. Piotra. How to skip the line at the Vatican. Petersbasilika, Eintritt ohne Schlangestehen. Czy SEO mnie słyszy?

Lubicie hale targowe? Ja też. Strzelmy sobie po kawie i plasterku szynki na odwagę w Mercato di Testaccio.



Po Rzym bez kolumienek trzeba wysiąść z metra pod Piramidą. W sensie – pod prawdziwą piramidą. Piramidę w Rzymie zbudował sobie wysoki urzędas na fali mody na Egipt, w 12 r. p.n.e. Kto bogatemu zabroni?

Cmentarz protestancki stoi zaraz obok (ale obstawiam, że żaden z sąsiadów nie podejdzie no do płota) i znany jest głównie z grobów Keatsa i Shelleya, oraz innych XIX-wiecznych freelancerów. W ogóle: cmentarz jak atrakcja turystyczna? Biorąc pod uwagę, że ostatnio niechcący trafiliśmy na targi pracy, chodzenie po grobach wydaje się przy tym taaakie banalne.

Każdy fotografujący ma swoją specjalizację. Wyprowadź blogera kulinarnego na ulicę, to nie będzie wiedział co ze sobą zrobić. Tak samo ja nie odnajduję się z aparatem nad talerzem zupy.
Z cmentarzami mam podobnie: rzadko bywam, więc nie mam kiedy się wytrenować. Macie kilka fotek poglądowo, ale zachęcam do zrobienia własnych, ładniejszych. Zwłaszcza że jest tam na czym oko zawiesić, że się tak niefortunnie wyrażę. Ale dzisiaj głupie żarty się mnie trzymają.



Kiedy znudzi się Wam martwa cisza (hehe?) i oglądanie grobów nieznanych Wam ludzi, zawsze można postraszyć lokalne koty. Na Cimitiero Acattolico żyje największa kocia mniejszość w Rzymie. Nawet datki zbiera się tam nie na renowację grobów, tylko karmę dla futrzaków.

Na alternatywnej wycieczce nie może zabraknąć street artu. To ulubiony moment Tomka – żałujcie, że nie słyszycie jego hejterskich komentarzy. W trollingu mój mąż należy do Ligi Mistrzów (członkostwo honorowe za całokształt twórczości).

Dochodzimy do Fronte del Porto Fluviale, gdzie Blu namalował jeden duży mural albo kilkanaście mniejszych, zależy jak liczyć. Z tego tekstu można się dowiedzieć, o co biega, a dla nie klikających streszczenie: biega o to, że kilkadziesiąt osób kilkanaście lat temu zajęło (nielegalnie) nieużywany wojskowy magazyn. I jeszcze o to, żeby budynki służyły ludziom, a nie developerom. I że miasto to nie firma. Czyli taki rzymski odpowiednik Rozbratu, jeśli dobrze zrozumiałam. I tak samo jak Rozbrat, Fronte del Porto Fluviale jest otwarte dla wszystkich, o czym nie wiedzieliśmy, bo byśmy weszli do środka napić się herbatki.

Więcej Blu w Rzymie (+ rzymskie tips&tricks, jakby ktoś się pytał „skąd ja zawsze biorę te wszystkie miejsca” – ze stron takich jak ta): tutaj. Swoją drogą, że Blu to chyba najbardziej zaangażowany społecznie i politycznie street artysta – to jedno. Ale ile on się zawsze namacha! Tutaj dwa lata malował, aż namalował.
Podwójny respect.


Lewa: Załapalibyśmy się na manifę, gdybyśmy tylko kumali po włosku. Widzicie ile Was omija jak zwiedzacie Muzea Watykańskie? Życie Was omija.
Prawa: ja też mogę poprotestować, mogę? Tylko do rogu ulicy i zaraz jestem.

Kontynuując nasz alternatywny spacer od muralu do muralu, dochodzimy do starej gazowni. W Nowym Jorku jest Little Italy, a w Rzymie Little Manchester.


Starczy tych alternatywności, zróbmy coś normalnego, żeby było potem rodzicom co pokazać. Może kościół, a po kościele lody? Mojej mamie by się spodobało.
To znaczy szliśmy na lody, ale kościół wyszedł przypadkiem. Idziemy, patrzymy: ruiny. Zwykła rzecz, w końcu jesteśmy w Rzymie. Ale ruiny czegoś, co wyglądało jak opuszczony dworzec to już nie lada gratka dla takiego kinder urban explorera jak ja. Ale miałam zdziwko jak zobaczyłam, że to XVI wieczna bazylika na wypasie, która od frontu wychodzi na Piazza della Repubblica. Wolałabym opuszczony dworzec, ale takie niespodzianki też mogą być.

Słuchajcie: jak to dobrze, że moda na gelato przyszła z ziemi włoskiej do Polski. Nawet jeśli są droższe od gałkowych, pomyślcie ile oszczędzacie czasu i paliwa nie jadąc do Włoch. Choćbyście mieli jechać do najbliższego miasta wojewódzkiego – opyla się.
Na moje, to lody z nowej fali daleko nie spadły od jabłoni. A nawet uczeń prześcignął mistrza, bo lepsze lody niż w polecanej Come il Latte na Via Silvio Spaventa, to ja mam u siebie. Włochów zapraszam do Kolorowej w Poznaniu. Locals’s tip: wybierzcie snickersa.



Mówić „epicki” na wspaniałe rzeczy to tak jakby popełnić „epic fail” w rzeczy samej, ale zachód słońca widziany z tarasu na Pincio BYŁ epicki. Polecam. Miła atmosfera, wygodne ławki, a także toalety bardzo czyste. Pięć gwiazdek.


„#pincio #rome #sunset #beatiful #instadaily #travelblog #blogtrotters”



Nie dziwi mnie, że w takim miejscu ktoś nasmarował „TI AMO”. Pokochać – to duże słowo, ale Rzym spodobał nam się bardzo.

Wtedy jeszcze byliśmy przed wizytą w Paryżu.

Kto wypina, tego wina. Moje bystre oko nie zna litości.

Uchylę rąbka tajemnicy i powiem, że z wykształcenia jestem historykiem i archiwistą. Wiem co teraz nastąpi i od razu uprzedzam pytanie: NIE PRACUJĘ W IPNIE. Był taki czas, kiedy kumałam bazę i miałam poczucie, że wszystko co nas otacza z czegoś wynika i ma ręce i nogi. Wtedy pamiętałabym, czym było Res Gestae Divi Augusti (na obrazku), ale teraz nawet do olimpiady historycznej dla klas 4-6 bym się nie zakwalifikowała. To smutne. Łażę po takim Rzymie i gapię się jak cielę: tu zabytek, tam zabytek. Jaki? Starożytny chyba, nie widać?
Oczywiście, że każdy wyjazd poprzedza wielogodzinne planowanie. Problem w tym, że odpowiada ono na 3 pytania:
1. Gdzie zjeść, żeby było smacznie, a żeby nie zabulić za dużo?
2. Skąd najlepiej obejrzeć zachód słońca?
3. Czy w tym mieście dają street art?

Taka prawda. U mnie znajdziecie heheszki i foteczki, ale mądrzejsi to Wy tego bloga nie opuścicie. Muszę coś z tym zrobić, bo jak kiedyś się przyjedzie z dzieckiem, to będzie wstyd. Ma ktoś sprzedać segregatory „Świata wiedzy”?


To gdzie zjeść, żeby nie zabulić za dużo? Służę radą: w kategorii „na stojąco i do łapy” na pewno w I suppli na Trastevere. Na jednym kawałku pizzy z ziemniakami się nie skończyło.

No, to jak z tym wejściem do bazyliki św. Piotra bez kolejki?
Prościej niż myślicie: wystarczy nie spać do południa. Ani nawet do siódmej rano, bo o siódmej to bazylikę otwierają. Od zawsze to powtarzam: kto rano wstaje temu pan bóg daje. Niedużo się pomylę, jeśli napiszę, że do środka weszliśmy jako pierwsi tego dnia. Jasne, że bym sobie poleżała pod pierzyną, ale jednak bardziej niż wstawać rano nie chce mi się wystawać po kilka godzin w kolejkach.
Ale uwaga! Pan bóg tak samo daje jak i zabiera. Nie wiem za co nam się tak oberwało, może Tomek nie powinien był korzystać z kibla w miejscu świętym. Zapowiadało się ładnie. Potem spadł deszcz. Po deszczu taki grad, że bałam się wychylić spod daszku żeby nie dostać, nomen omen, w kopułę. A potem wyszło słońce, ale tylko nad bazyliką. Przypadek?

No pewnie, że przypadek, a co innego?

I kolejny dowód na to, że wszystko we wszechświecie dąży do równowagi. Gdzieś zgubiłam rękawiczki. Chwilę potem znalazłam rękawiczki, i to nie byle gdzie, bo na marmurach bazyliki sobie leżały. Taki krąg życia rzeczy: ktoś gubi, aby znaleźć mógł ktoś. Papieskie rękawiczki – jak je nazywam – służą mi do dziś. Chociaż nie najlepiej – mają za luźny splot żeby chroniły przed wiatrem (a ja mam bardzo podatne na odmrożenia rączki), ale znalezionemu koniowi nie zagląda się w zęby.

Gwardziści baczność, syn papieża idzie.

To ja tu się zastanawiam, czy życie wśród starożytnych artefaktów uszlachetnia, a w Tybrze taplają się śmieci i stara lodówka. O tempora, o mores.

Nic logiczniejszego niż pójście w niedzielę rano na najsłynniejszy rynek staroci w Rzymie? Watch out, it’s a tourist trap! Porta Portese, bo o nim tu mowa, jest wszystkim tym, czym nie chcielibyście żeby był pchli targ. Pierwszy raz myślę, że Tomek lepiej spędził czas grając w gierki na telefonie, kiedy ja zwiedzałam bez niego.
Chciałabym powiedzieć, że może zrobiłam coś źle, może zaczęłam od dupy strony, a może powinnam skręcić w jakąś uliczkę. Gdyby tam była jakakolwiek uliczka, w którą można skręcić. Po prostu na Porta Portese przyszło nowe: klapki kubota i dvd z gazet.

Tyle tego dobrego, że sobie ludzi popstrykałam. Wnioskując z min, nawet sprzedawcom nie podoba się asortyment.







I stop. W następnym odcinku Rzymskich ferii zimowych sprawdzam: czy Trastevere aby na pewno nie jest przereklamowane? Ile dorosły człowiek jest w stanie zjeść makaronu na raz? I czy jadł z nami Johnny Depp?
Uwielbiam zostawiać Was w niepewności. Tylko nie obgryzajcie paznokci, bo dogryziecie się do łokci.

  • Angelika

    Genialne poczucie humoru. Z chęcią wróciłabym teraz do Rzymu i odwiedziła te wszystkie miejsca.

    Masz rację, często ludzie przy zwiedzaniu zapominają, że może warto by się zatrzymać i popatrzeć, poczuć jak żyją miejscowi.

    http://messbyus.blogspot.co.uk/

  • Nie wiem, co lepsze – komentarze, czy zdjęcia :D

  • Naoglądałam się, uśmiałam i zgłodniałam;] Chciałabym kiedyś z Wami wybrać się na wycieczkę, bo jednak jak czytam/widzę u Ciebie to wyjazdy solidnie przygotowanym planem wypadają ciekawiej i smaczniej;]

    • no zawsze sie wkurzam na siebie ze tyle czasu nad tym slecze, ale jest warto. ale komus balabym sie narzucic swojego planu wycieczki, wyznaje zasade ze jesli jedziemy z kims, to w miastach obowiazuje całkowita wolnosc. wolność oczywiście nie dotyczy tomka.
      zartuje, czasem sie rozdzielamy ;)

      • Warto z pewnością, ale trzeba mieć ku temu odpowiednie predyspozycje. U mnie niestety są predyspozycje do wiecznego chaosu i nawet na wycieczkach do świetnie mi znanej Kotliny Kłodzkiej ZAWSZE musimy się albo zgubić albo przeliczyć z czasem i wracać skrótami czy po ciemku;)

  • Ten sam patent na Bazylikę testowałam, więc potwierdzam. Można ominąć kolejkę :) Za to całą waszą resztę już nie widziałam. Byłam jak prawdziwa turystka przemieszczająca się od A do Z by zobaczyć wszystkie starocie. A dziadki z pchliego na serio jacyś zblazowani. Ahh skoro wyjawiłaś tajemnicę wykształcenia to dodam jeszcze, że gdybym od razu na ostatnie piętro windą nie wjeżdżała, to pewnie na korytarzu WH byśmy się mijały :)

    • etno? jezdzilam do Was na piate piętro po cisze i spokój miedzy zajeciami, inny świat zupelnie. a raz nawet jak konserwowali windę, to weszłam sobie na dach ;)
      ja sie śmieje z tego wielce alternatywnego spedzania czasu, w niczym nie jest lepsze od zwyklego zwiedzania, moze trochę poszerza obraz miasta. nie ma nic złego w chodzeniu od a do b, zwłaszcza jesli sie cos wie wiecej w temacie.

  • Kurcze, Blu w Rzymie jeszcze nie widziałam, a wygląda rewelacyjnie! U mnie Blu to zawsze i przede wszystkim Bolonia. Wolno mi na autopromocję? Wolno, wolno? http://pozornie-zalezna.blog.pl/2014/10/01/street-art-w-bolonii/

  • rewelacyjny ten twoj Rzym!! Super zdjecia i klimat, ja tez zawsze wole zwiedzac offowo :D

  • Zu.

    Jestem uczulona na Włochy i włoski (jedynie włoskie jedzenie mi jeszcze podchodzi ;)), ale u Ciebie Rzym niczego sobie. A zdjęcia podobają mi się nawet bardziej niż z NY. Serio. To znaczy nic nie przebije chyba chłopca na rowerku z Williamsburga i starszej pani z księgi szóstej, ale… No więc właśnie. Czekam na kolejną część rozwiązania zagadki, znaczy gdzie pracuje Nieśmigielska :D I nie marudź, że nie potrafisz zdjęć na cmentarzu robić, bo ja też nie potrafię, a takich dobrych nie mam.

    • a mi się Twoje podobały i o nich myslalam jak krytykowalam swoje ;)
      nie no, tej zagadki nie zdradze na blogu raczej, to juz za prywatna sprawa. moge w cztery oczy Ci powiedzieć.

  • nie ma co, muszę jeszcze raz odwiedzić kiedyś Rzym, koniecznie poza sezonem

  • bergamo – mediolan
    bo jak się śpi to raczej się nie wie nad czym się leci:)
    ja sobie często odpuszczam foty super widoków zwłaszcza nocnych, uznając, że na zdjęciach i tak gówno wyjdzie

  • cmentarze to jest to! w Barcelonie wlasnie to byla nasza glowna atrakcja. plus wjezdzalismy kolejka linowa gdzie sie dalo we wszystkich miastach jake odwiedzilismy (funikularem, nie wiem jak to po polsku sie nazywa, taka jak na gubalowke troche tylko starsza). czyli wolisz Rzym od Prayza? Bo ja Rzym co do jedzenia i milych ludzi, a Paryz do mieszkania.

    • w paryżu bardziej nam sie podobalo, jesli chodzi o samo miasto, estetyke. jedzenie tez dobre i wypieki super. nie spotkaliśmy się tez z ani jednym niemilym zachowaniem wobec nas z tytulu bycia anglojezycznym turysta.
      w rzymie z kolei bylo bardziej swojsko, ludzie serdeczni, jedzenie przepyszne no i kawa. w rzymie kawa za euro, w paryzu za 5. wtf!
      zadnego z miast juz nie rozpatruje jako „miasto do mieszkania”, im jestem starsza tym bardziej zapuszczam korzenie w poznaniu. ale z tych dwoch – paryz, moze dlatego ze na świeżo jestem.

      • dla nas tez byli niemili, i rzeczywiscie straszna drozyzna. a po Rzymie mam bardzo podobne wrazenia, tylko wydaje mi sie bardziej turystyczny ale to moze dlatego ze bylismy w samym srodku sezonu. poza tym wydaje mi sie ze Polacy maja u Wlochow jakies chody i ze nas tam dobrze przyjmuja. wszyscy jak mowilismy ze jestesmy z Polski sie rozpromieniali.

        • nie nie, ja napisalam ze nie byli niemili. serio :) a nawet spotykaliśmy sie z zagadywaniem nas lamana angielszczyzna, dobrymi radami et. szok i niedowierzanie!

          • no wiesz co! niesamowite. mosze Kuby szkocki akcent nas zdradzil i nie lubia szkotow w Paryzu z jakiegos wzgledu.

  • wiesz co, w berlinie spalismy raz w życiu i wzielismy po prostu jakis pokój na neukolln z airbnb, nie przykladam większej wagi do noclegu przeważnie :)

  • ogolnie tak, ale w rzymie nie. następnym razem!

  • normalna rzecz;) mamy tak samo, ale jedna sprawa na ile miejsce podoba nam się samo w sobie, a druga na ile przyjemnie spędziliśmy tam czas
    nas ogólnie Włochy jakoś specjalnie nie pociągają

  • Jest bardzo ‚na lewo od centrum’. Nawet w Rzymie się da?! To lubię.

  • Wiola Starczewska

    Kiedy będzie dokończenie Rzumu? Madera, Londyn, Paryż, a Rzym nie skończony. Czekam czy Starczewska będzie podlinkowana za polecenie aperitivo na Trastevere.

    • a nie wiem, zdjęcia mi się średnio podobają, a poza tym mam fajniejsze rzeczy i rzym spada na koniec kolejki. starczewska nie zostanie podlinkowana, bo sprawdziliśmy ceny i z tego co pamiętam to nie było na nasze budżety. starczewska musi poczekać dwa tygodnie :d

  • Nie przeżyje, że nie zobaczyliśmy tego street artu :(