niesmigielska.com | blog, fotografia, podróże, suchary

Słabe żarty, mocne zdjęcia. Blog fotograficzny z podróżniczym zacięciem.

Co u ciebie wiosną? (2016)
co u ciebie?

Co u ciebie wiosną? (2016)

Nawet nie chcę myśleć, ile zająłby ten post, gdyby do wiosny liczył się też marzec – na szczęście w marcu jeszcze jeździliśmy po Stanach, kąpaliśmy się raz na kilka dni i jedliśmy lody na śniadanie. Ale pewnego dnia trzeba było spakować ten plecak, którego nam nie ukradli, i wsiąść w samolot do domu.

Siłą rzeczy kwiecień upłynął nam na powrocie do życia. Pierwszy dzień w pracy, pierwsze wycieranie kurzów. Uprzedzam pytania: nie bolało za mocno.
Bardziej bolało, jak postanowiliśmy nie jeść słodyczy żeby zrzucić z siebie amerykański nadmiar. Ja przez miesiąc, Tomek przez 3 dni.
I wiecie, że da się? Ale tylko raz. Pierwszy miesiąc niejedzenia słodyczy (sobotnia drożdżówka to nie słodycze, to rytuał) poszedł gładko. Drugi – mniej gładko, zdarzają się potknięcia. Więc lepiej założyć sobie od razu dłuższy okres i nie robić przerw, bo za drugim razem silna wola już nie ta.
Przykra prawda jest taka, że od odstawienia słodyczy (reszta diety w normie + bieganie raz w tygodniu) się chudnie. Pozdrawiam ze swoich luźnych spodni, które na jesieni ledwo wciskałam na dupę!

Druga przykra prawda jest taka, że nie da się jednocześnie czytać książek i czynnie uczestniczyć w życiu. Zastanawialiście się kiedyś nad tematem: czytanie jako prokrastynacja? W kwietniu czytałam, bo nie chciało mi się ogarniać bloga. Czytałam, bo nie chciało mi się interesować tym co się dzieje w Poznaniu, bo nie chciało mi się wychodzić z domu, bo (szokujące) nie chciało mi się robić zdjęć. Czytałam, bo lubię. Przeczytałam naprawdę dużo książek. Jakich?
To nie przypadek, że z książek najczęściej czytam reportaże, a z filmów najwięcej oglądam dokumentów. Myślę, że to ma przełożenie na moje zdjęcia. W szczątkowym kąciku czytelniczym polecam:
Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej. Nie bójcie się objętości, wciąga szybko. I nie bójcie się, że nie znacie dobrze wierszy, autorki podadzą Wam je na tacy. Bardzo ciekawa postać, ta pani Wisława Szymborska.
Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo. Myślisz, że wiesz czego się po takim reportażu spodziewać, ale autor zamieszał mi w głowie zupełnie w inną stronę.
Ameryka nie istnieje (z polecenia). Wiecie że Ameryka jak z filmów jest tak samo egzotyczna dla nas, jak dla Amerykanów?

Jeśli szkoda Ci życia na czekanie na wystawę, której nikt Ci nie zaproponuje – zrób ją sobie sam! W kwietniu odbył się wernisaż mojej debiutanckiej wystawy Koka & Cola. Wizualnego zapisu 3-miesięcznej podróży po dwóch Amerykach. Wszystko było jak w prawdziwym życiu: szampan, kelner, koreczki, oprowadzanie kuratorskie. Nie wiem tylko, czy na prawdziwej wystawie gra się potem do nocy w planszówki. Jeśli nie – powinno się.
Wszystkim przybyłym – jeszcze raz dziękuję! Tyle miłych słów na raz, ile usłyszałam wtedy, to chyba nawet w życzeniach ślubnych się nie przewinęło.

PS: Tomek już od dawna mi truje że powinnam sprzedawać printy. Nieśmiałe pytanie: czy znalazłaby się w całym wszechświecie chociaż jedna osoba zainteresowana kupnem odbitek moich zdjęć w większym formacie?


Dumna autorka z pryszczem na brodzie.

Część zdjęć, wcale fajnych, wykonał Tomasz Adamski photography. Kto z kim przestaje, takim się staje. Żartuję, 10 lat temu Tomek robił zdjęcia na równi ze mną (a właściwie to ja się smuciłam, że mu nie dorównuję) i kto wie, dokąd by zaszedł, gdyby nie roztrwonił talentu na klepanie kodu.











Polecam uwadze napis na drzwiach wykonany przez Dominikę, która pod naszą nieobecność sprawdzała czy nasz blok jeszcze stoi i podlewała kwiaty, których nie podlewam nawet jak jestem w domu. Dziękujemy.



Nie pamiętam żebym tak zmarzła w Patagonii jak zmarzłam w Poznaniu na otwarciu Kontenerów. Niemniej – już są! (Czym są, piszę tutaj). Kontenery AD 2016 niestety nie zrezygnowały z pomarańczowego koloru (naprawdę źle wychodzi na zdjęciach…), ale to absolutnie jedyny zarzut. W tym roku jest jeszcze więcej wszystkiego (zwłaszcza jedzenia).









Płock wiosną i latem = działka. W tym roku działka jeszcze piękniejsza. Z nowości doszły róże, palisady, i rzeźby z opon. Gipsowe krasnale są takie 90’s.
W Płocku powstał też filmik, nagrany po 6 butelkach wina (pamiętam że wypiliśmy 3) i ani ja nie pamiętam, że byłam nagrywana, ani Tomek nie pamiętał, że go nagrywał. Jak będę sławna, wystawię go na charytatywną licytację dla WOŚPu.

A tu próbuję być królową mody (dżins na dżinsie i do dżinsowych spodni) i instagrama – jednocześnie.





Ładne pieski, chcecie takie? Teraz już się skończyły, ale na przyszłość – mam swoje dojścia.


Nie zrozumiem: każde chrześcijańskie wyznanie, z jakim się spotykam, ma o wiele zdrowsze zasady niż kościół rzymskokatolicki – a jednak nikomu nie przyjdzie do głowy konwersja, nawet taka mini, jak do kościoła Mariawitów. A oni nie dość że mają spowiedź powszechną, to jeszcze częstowali domowym ciastem. Zdziwieni, że o tym piszę? W Płocku na Nocy Muzeów katedra Mariawitów (jedyna w Polsce) miała drzwi otwarte.

Zgłosiłam się na ochotnika na fotografowanie komunii siostrzeńca (jak to brzmi… ale na szczęście nikt do mnie nie mówi „ciociu Elu”) i dopiero przy ostatecznej selekcji zdjęć uderzyło mnie to: ja te zdjęcia zrobiłam dla siebie! Owszem, dużo tam smaczków, ale to nie smaczków oczekuje rodzina, tylko obrazków uśmiechniętego chłopca w białym kubraczku ze złożonymi rączkami.

Z ostatniej chwili: spieszę donieść, że zainteresowanym zdjęcia się podobały (wyjątek: moja mama alias babcia młodego komunisty).
W zasadzie, kto mi każe tylko zdjęcia ślubne robić? Komunię też Wam zrobię. I chrzciny. I rodzinne. I w plenerze. Na rowerze.














W maju piknik gonił piknik. Częściej niż laptopa rozkładałam kocyk.
Fajni ludzie. Pyszne jedzenie (wiem że brzmię infantylnie: fajni, pyszne). Gry planszowe i ruchowe. Wiosna > jesień. Będę tęsknić, jak już będzie po wszystkim.

Pomiędzy jednym leżeniem na kocyku a drugim podejmowaliśmy ważne decyzje. Na przykład: koniec proszenia się o podwózkę do Kopenhagi, robię prawo jazdy!











Drugi grill poznańskich blogerów podróżniczych uważam za zamknięty! Brawo my, tym razem wszyscy pamiętali, żeby przynieść zapałki.
Jako archiwista z wykształcenia powinnam wiedzieć, że grillowanie pod budynkiem archiwum jest mało rozsądne, ale co zrobić, kiedy deszcz pada, koce mokną, a jedyny kawałek dachu daje właśnie archiwum uniwersyteckie?
Plus, pierwszy raz w życiu widziałam jak kobieta w 9-tym miesiącu ciąży (obecnie mama Aleksandra) gra w badmintona, szacun (chociaż przyznaj Bartek, że dawałeś Luizie fory…). I pozdrawiam zwłaszcza kolejne dwie przyszłe mamy, przepraszam że Was częstowałam winem, ale bywam czasem bardzo mało spostrzegawcza.

Lista obecności w historyczym, bo rozszerzonym, składzie:
Agata jako Agata w wielkim mieście.
Monika czyli Amused Observer
Kinga z Floating my boat
Bartek i Luiza z Tu i tam,
Asia z Podróże w ciemno
Ania z Wrzosy w podróży
I Ela z Nieśmigielska.com. Hehe.
Oraz nasze plusjedynki: Wojtek, Daniel i Chamski Adamski.








Zobaczcie jakie fajne zdjęcia zrobiły: Kinga (analogiem!) (1), Luiza (2) i Ania (3).



Rzutem na taśmę zjadłam jeszcze (dzięki Kindze) falafel z Kamilą. Prawie mnie przekonwertowała na udział w spotkaniu blogerów podróżniczych w Cieszynie, ale na najbliższy termin mam akurat prawdziwą wymówkę!

Wychodzę w sobotę do pracy, naklepać nadgodzinki. Proszę Tomka, żeby posprzątał jak mnie nie będzie. Wracam i zastaję to:

A obiad jadłam tak:

Ponieważ Tomek w lutowaniu osiągnął już wszystko co mógł osiągnąć – przerzucił się na pimpowanie roweru. W efekcie codziennie słyszałam CHODŹ NA ROWER. Mało, że szłam, ale musiałam zachwycać się jak cicho teraz jeździ. Nieobce były nam także wyskoki takie jak 20 km rowerem w jedną stronę do Puszczykowa na lody. Albo nad Jezioro Lusowskie: najpierw w polu Tomek złapał gumę (to nudne jeździć po asfalcie) i tylko szybka interwencja kolegi (najlepszego programisty w Przeźmierowie) sprawia że dojeżdżamy nad jezioro i po 15-tu minutach wracamy do domu, bo nie ma co robić.

Od kilku lat ja i Noc Muzeów w Poznaniu nie mogliśmy na siebie trafić. Aż do teraz. Postawiłam na Wildę – kto nie był ten trąba i nie zobaczył np. neogotyckiej klatki schodowej w szpitalu ortopedycznym na ul. 28 Czerwca.
Normalnie napisałabym, że te zdjęcia trafią do wildeckiego posta (który nigdy nie powstanie) – ale uwaga: on się naprawdę pisze! I będzie przewodnikiem!






I tradycyjne spacery pieszo-rowerowe po Poznaniu.







Nie żebym miała nie wiadomo ile propozycji, ale stronię od pracy za darmo i przyjmowania darów losu – chyba że są powiązane z tym, co lubię robić w życiu. Oglądać zdjęcia na papierze akurat lubię, dlatego na pytanie, czy przygarnę instabooka zastanawiałam się krótko. Dotąd bałam się fotoksiążek bo wydawały mi się siermiężne w tworzeniu, ale instabooka robi się szybciutko i przyjemnie. Pst, można dodawać zdjęcia nie tylko z instagrama!

Na hasło niesmigielska (wow, jak w filmie szpiegowskim!) dają zniżkę 15% na instabook.pl.

Jeśli udało nam się zrobić takie zdjęcie (ostre i z rąsi) to znaczy, że przyszło nowe. Zaczyna się na N, kończy się na –kon. I ma pełną klatkę. Jest różnica.
Najbardziej zafascynowana jestem obiektywem 24 mm f1.4 (Sigma Art): jest ostry, jasny i ma autofocus (!!!!1111 nie ma tylu wykrzykników, które oddałyby mój entuzjazm) czyli jest dokładnym przeciwieństwem mojej poprzedniej szerokiej stałki. Na razie wiadomo, że trzeba się wyszumieć, w związku z czym WSZYSTKO jest okazją do zdjęcia (głaszczemy kota – pstryk! farbuję włosy – pstryk!). Ale na przyszłość – muszę się pilnować żeby nie przesadzić.

Kolejny post z tej serii może być tylko dłuższy. Nie żartuję. Nie, żartuję. Podzielę na części.

Written by Nieśmigielska - 13/06/2016
  • :3 powiem Ci, fajnie jest mieć Nieśmigielską na spotkaniach, bo potem są zdjęcia. :D
    a printy – ja kupię!

    edit: tak przeczytałam co napisałam wyżej, ale fajnie jest NIE tylko bo są zdjęcia! ale między innymi :D bosz, zakręciłam :D

    • spoko! z Wami też fajnie bo po raz pierwszy w zyciu byłam na tylu zdjęciach na raz :d

  • Nuszczyńska Natalia

    najwięcej znalazłam Tomka z plastikowym widelcem. Oraz, czy Tomek nie ma ochoty dalej pimpować jakichś rowerów? JAKBY CO ZGŁOSIŁAM SIĘ PIERWSZA!

    ps. w ciągu ostatnich miesięcy pokochałam Wildę, Wilda jest super!

    • Nuszczyńska Natalia

      ps2. printy kupię

    • 1. to mój ulubiony widelec
      2. nie, już umiem

      ;)

  • Zu

    Fajna wiosna! No i taki zaszczycik, że polecona książka ode mnie jest w poleconych u nieśmigielskiej. I ciekawa jestem, w jaką stronę zamieszał ci autor „Życia na miarę” (swoją drogą czytałam w Stanach :P). Szkoda, że nie udało mi się zobaczyć wystawy (swoją drogą – nazwa wspaniała), ale czy w Poznaniu zobaczyć można chociaż kilka w wersji papierowej? Zawsze inne wrażenie niż w internecie, szczególnie na średnim laptopie. Komunii jeszcze nie fotografowałam, ale fotografowałam chrzest synka kuzynki – mi się zdjęcia podobały, ale głowy nie dam, że to zdanie podzielali sami zleceniodawcy (znaczy powiedzieli, że fajne, ale być może przez grzeczność), bo niektóre wyglądały nieco może zbyt… mrocznie? Szczególnie z samego chrztu. Co nie zmienia faktu, że jestem z nich dumna. Twoje komunijne – klasa. No i czekam na post o Wildzie, bo wydaje się być strasznie ciekawym miejscem. I na więcej zdjęć z pełnej klatki.

    • właśnie, zapomniałam napisać, że to z Twojego polecenia – poprawiam!
      myślałam, że konkulzja autora życia na miarę będzie taka, że sieciówki sa złe i nie kupujcie tam – tylko drogie ciuchy z krótkich serii. nie. i co gorsza, nie kupowanie w sieciówkach nie pomoże ludziom szyjącym te ciuchy – po prostu stracą pracę. podnieść im wypłaty? podniosą sie czynsze i opłaty. zamieszał mi, bo nie ma rozwiązania tej sytuacji.

      jakiś chrzest bym bardzo bardzo chętnie zrobiła! będziesz gdzieś pokazywac te zdjęcia czy za prywatne?

      następne co u ciebie będzie całe z pełnej klatki ;)

      a zdjęcia w wersji papierowej można zobaczyć u nas w domu, przy kawie, zapraszam ;)

      • Zu

        miałam takie samo wrażenie po książce. strasznie przygnębiające. w sumie nie zastanawiałam się nad tym, czy pokazywać gdzieś publicznie (czyt. na blogu) te zdjęcia, ale w sumie może zapytam kuzynkę, czy miałaby coś przeciwko. a nawet jeśli, to prywatnie mogę pokazać ;) zdjęcia u was przy kawie bardzo chętnie zobaczę!

  • Ja bym kupiła wydruki! :D

  • Zazdroszczę, że Tomek używa gazetek marketowych jako podkładek pod rowerowe majsterkowania! Mój wspaniały mężczyzna ostatnio zaserwował mi 2h szorowania białych paneli. No bo nie pomyślał oczywiście. Takie to dziwne, że smar syfi.
    Poza tym wstyd mi, ale na Kontenery jeszcze nie dotarłam w tym roku. W ogóle nad Wartę nie dotarłam.. a wodny tramwaj czeka :)

    • wodny tramwaj i 4 plaże (a piąta ma być w luboniu – chyba że już jest?). też jeszcze nie płynęłam a z plaż musze dotrzeć na ratajską i szeląga – w tym roku sa super kosze plażowe, jak znad morza. no i są baseny, jak ktoś chce (głównie dzieci ;) to na naszej plaży może się nawet wykąpać! ;)

  • O! Właśnie rozważam zakup tej Sigmy :) W wiosennej relacji tradycyjnie smaczek goni smaczek. Lubię bardzo! PS. Tak, powinnaś zacząć sprzedawać printy :)

    • no jeszcze nie wiadomo ile to nią nie zrobiłam, ale już widzę, że jest naprawdę świetna. szybciutka, ostra, no i to światło 1.4. autofocus raczej sie nie gubi, ale jest lato, długo jasno, jeszcze nie testowałam jej w ciemnych wnętrzach.
      no to się biorę za szukanie drukarni :)

  • L.

    piękny ten błysk szpilki białej.

    • najlepsze, że nie dorabiany. dzięki, sokole oko, to mój ulubiony smaczek stąd.

  • Też kupię wydruki! :D Fajni ci blogerzy z Poznania. Fajna ta relacja. I zdjęcia nowym N…em też fajne ;)

  • dawaj mie te printy !

  • czy ja to kiedykolwiek zrobię prawo jazdy? nie wydaje mi się, nie będzie mi nigdy potrzebne w centrum wielkiego miasta, bo tylko w takim miejscu lubię mieszkać.
    co do rzymskokatolickiego kościoła to powiem Ci, że mi konwersja chodzi po głowie, nie od dziś i nie od wczoraj. zwłaszcza, że z kościołami protestanckimi miałam już nie raz styczność i na ogół mi pasują. no nic, zobaczymy, jak się w życiu poukłada.
    zazdroszczę, że tak się znasz na aparatach, mnie przerasta każdy sprzęt skomplikowany bardziej od Nokii z 2009 roku (tak, to mój telefon i nie, nie mam smartfona).
    + dzięki za propozycje książek, nigdy nie wiem, co by tu przeczytać, przydadzą się!

    • jeśli będziesz chciała kiedykolwiek wyjechać na weekendową wycieczkę i nie być uzależnioną od chęci osoby, która ma prawo jazdy, a nie ma chęci – to zrób ;) no i jednak wygodniej sie zwiedza samochodem, w więcej miejsc można pojechać za jednym razem. no i roadtripa można wtedy (oj wiem, że Ty umiesz stopem ;).

      pisze szybko ten komentarz zanim tomek wstanie i obśmieje to, że „tak się znam na aparatach”. aż tak się nie znam, niestety trochę za rzadko się uczę nowych rzeczy i poprzestaję na bezpiecznym poziomie, który wystarcza mi do osiągnięcia tego co chcę, ale jest cały wszechświat rzeczy, których nie wiem.
      ale tak, no, trochę czytałam przed kupnem, rozumiałam co czytam, bez problemu się przestawiłam z pentaxa na nikona.

      • taaak, roadtripy to chyba jedyny powód, dla którego mogłabym zrobić prawko. i kupić sobie potem taki fajny samochód z rozkładanymi siedzeniami i mieć dom zawsze ze sobą… to dopiero byłyby podróże!

  • heh kurcze a ja poszedłem w drugą stronę…w manual :) Odkąd przesiadłem się na GH4 muszę ostrzyć ręcznie, bo adapter do obiektywów Nikkora nie przenosi elektroniki do body…Karolina ciągle mi wypomina, że jest niewyraźna na fotach :D Dużo dobrego słyszałem o Sigmie i sam myślę nad zakupem jednego szkła od nich…tylko to znowu będzie manual…Jak żyć? :P

    • nie nie nie, moje doświadczenie z manualnym ostrzeniem skończyło sie raz na zawsze ;) szlag mnie trafił tyle razy że już nie chcę więcej! ale przy kręceniu filmów mam nadzieję, że jest inaczej… jest?

      • Pomału przyzwyczajam się do manuala, mam jeszcze jeden zoom z autofocuem, ale nie daje takiej frajdy co stałki.
        Wiesz, zaraz się tu mogą odezwać spece fotograficzni co wręcz gardzą autofocusem, bo przecież prawdziwy fotograf cyka foty na manualu ze starymi szkłami i najlepiej na jednej nodze :P Co do filmów to lepiej na manualu mi się robi, bo jednak autofocus lubi się gubić przy nagrywaniu dłuższych ujęć.

  • Girl_of_t

    Ta komunia to w kościele św. Krzyża, czy już wszystkie w Płocku są bliźniaczo podobne? :)

    A tak w ogóle to cześć! Czytam Twojego bloga jakoś od kwietnia, przeczytałam od początku aż do teraz. Zdjęcia super, zazdroszczę podróży – i jakoś tak bardzo mnie cieszy, że też jesteś z Płocka! A że epizod poznański też w życiu zaliczyłam, to trochę znajomych miejsc obok tych Nowych Jorków i Bogot też oglądam :)

    • strzałeczka, miło mi to czytać :) jeśli kościoł św. krzyża jest na podolszycach północnych, to się zgadza. dzięki wielkie za miły komentarz!

      • Girl_of_t

        Zgadza się, moja dzielnica :) Strzałeczka!

  • Sigmy Art robią dobrą robotę! :) choć muszę przyznać, że po kilku wojażach moja 35 1.4 nieco podupadła na zdrowiu w mocy autofocusa :( a była już na kalibracji :( meh
    pełna klatka LOVE always & forever
    dużo się działo! i mnie dużo ominęło! ale powoli nadrabiam, już czekam na kolejny post z tej serii (długie są fajne :D )