Sarajewo: instrukcja obsługi

Z Nowej Zelandii wróciłam 3 miesiące temu. Napisałam od tego czasu 3 wpisy.
Z Sarajewa wróciłam 4 miesiące temu. Nie napisałam jeszcze nic.

Wiem, co powiedzieć. Nie wiem, jak to napisać.

To nie jest miasto dla niewrażliwych ludzi.

Gdyby komukolwiek chciało się stalkować moją obecność w internecie, ten od razu by zauważył, że jestem artystą jednego przeboju – pod wpisami o Bałkanach zostawiam zawsze tę samą śpiewkę:

Fajnie, fajnie. W przyszłym roku to już na pewno pojadę. Hej!

Lata mijały, a ja wypisywałam te same komentarze. I kupowałam bilety lotnicze wszędzie, tylko nie na Bałkany. Nawet nie to, że miałam coś przeciwko – po prostu Bałkany były zawsze bardzo blisko. Na Bałkany zawsze będzie czas. Bałkany nigdzie się nie wybierają. Or do they? (ominous music)

Aż spadła mi gwiazdka z nieba w postaci 3 tygodni słodkiego bezrobocia.
Pierwszy tydzień spędziłam na Wyspach Rozmów Kwalifikacyjnych, ostatni – pakując plecak do Nowej Zelandii, a środkowy? Hulaj dusza mode on.

Czemu by nie zamieszkać gdzieś, gdzie nie jest drogo, jest ciepło, a internet stabilny? Czemu nie sprawdzić się w szkole życia cyfrowego nomady i pożyć like a local jednocześnie?

Tyle pieczeni z bucket listy na jednym ogniu? To nie zdarza się zbyt często.

ZASADA DZIAŁANIA I MONTAŻ URZĄDZENIA

Założenia: Tomasz będzie pracował zdalnie, a i ja narzuciłam sobie reżim edukacyjno-pisarski, żeby czuć (leciutki, acz palący) oddech obowiązku na karku.

Gdzie?
Po krótkich konsultacjach ze specjalistą ds. Bałkanów i uzależnień od taniej kawy odpowiedź była jedna: no raczej, że w Sarajewie!

Jak smakuje życie cyfrowego nomady w Sarajewie? Wybornie.
Kawą i francuskim croissantem za 6 zamiast 16 złotych.
Papierosem (za 9 zamiast 19 złotych), palonym niespiesznie w kawiarni. Wszyscy palą to ja też!
Pljeskavicą z gęstym kajmakiem.
Rozmowami o życiu i polityce przy winie z Hercegowiny.
I odrobiną smogu w płucach.

I to już koniec beztroski. Smog w Sarajewie to najmniejszy problem.
Bo Sarajewo, oprócz zachodów słońca, którym daję 12/10, dźwiga na plecach bardzo ciężki bagaż historii.

BEZPIECZEŃSTWO UŻYTKOWANIA

Każdy, kto pisze o Sarajewie, prędzej czy później wpada w żałobny ton:
wojna, oblężenie, ludzie biegnący Aleją Snajperów, ludzie stojący w kolejce z kanistrami na wodę, obozy koncentracyjne, ludobójstwo.

Ja też.

Mogę sobie postanawiać, że skupię się na żyjących. Jakim prawem wkładam swój brudny paluch w cudze rany?

Ale potem wysiadam z autobusu na dworcu w Sarajewie i na dzień dobry, bez ostrzeżenia, widzę przed sobą budynek hotelu Holiday Inn (dawniej: Intercontinental).
Ten sam, z którego snajperzy Karadžića otworzyli 6 kwietnia 1992 roku ogień do ludzi demonstrujących za odłączeniem Bośni i Hercegowiny od Jugosławii.
I zapominam o swoich postanowieniach, a przypominam o wszystkich książkach, które przeczytałam.

W Sarajewie nie ma ani jednego domu, który nie byłby podziurawiony kulami.
A jeśli się jakiś trafi (nomen omen…) – to znaczy, że albo powstał po 1996 roku, albo stare ślady przykrywa świeży tynk.

W naszym pokoju nad łóżkiem mieliśmy dwie dziury w ścianie. Przylecieliśmy do miasta w niedzielę, a dopiero w czwartek odważyłam się zapytać, czy to jest to, co myślę.
Nie było.

W Sarajewie wstrzymujesz oddech, przechodząc koło cmentarza. Cmentarzy. Jeszcze w żadnym mieście nie widziałam tylu cmentarzy.
Z ulgą zaczynasz oddychać, widząc nagrobek, którego dla odmiany nie wystawiono w latach 1992-1996.

Jak wytłumaczyć staruszce sprzedającej warzywa na targu (kiedy fotografuję ślad po pocisku, który zabił 68 osób), że nie jestem jedną z tych osób, które robią sobie selfie w barakach w Oświęcimiu?



PORADY DLA UŻYTKOWNIKA

Krótko i banalnie mówiąc, Sarajewo to nie jest zwykłe miasto.

Zaraz mi napiszecie, że Warszawa to też nie było zwykłe miasto w 1944 roku. Drezno to nie było zwykłe miasto w 1945 roku.
Tak, ale Warszawa nie była oblężona przez prawie 4 lata. Jak na Warszawę spadały pociski, nie istniało NATO ani ONZ.

4 lata bez możliwości opuszczenia miasta.
4 lata pocisków moździerzowych trafiających w Twój blok.
4 lata gotowania potraw z mąki, ryżu, jajka i fasoli. To jest, jeśli nie trafiła Cię kula snajpera w drodze do lub ze sklepu.
4 długie zimy. Zimy w Sarajewie porównywalne do tych w Warszawie. Czym napalisz w piecu, skoro meble porąbałeś i spaliłeś dwa lata temu, a książki w zeszłym roku?

Dłużej pisałam ten wpis niż faktycznie w Sarajewie przebywałam.
Nie dlatego, że zasługuje na miejsce kanonie blogerskiej literatury.
Po prostu, ja nie potrafię bez heheszków. A heheszki kończą się dla mnie tam, gdzie zaczyna się konflikt na Bałkanach.
Nie okopię się za murem z sucharów, nie mam granatów z gier słownych w zanadrzu.



KALIBRACJA TEMPERATURY


Czemu ze wszystkich wojen, które się toczyły, toczą i toczyć będą, wybrałam przejmowanie się właśnie tą?

Bo to nie obcy najeźdźcy, tylko sąsiedzi sąsiadom zgotowali ten los?
Bo ofiary i sprawcy mijają się dalej na ulicach?
Bo wystarczy jedno pytanie, żeby rozmowy przy piwie umilkły?
Bo poziom okrucieństwa w serbskich obozach koncentracyjnych był tak wysoki, że pociły mi się ręce od czytania wspomnień więźniów?
Bo to była wojna na tle etnicznym? Jestem jeszcze w stanie zracjonalizować sobie, że ktoś walczy o ziemię, o zasoby. Ale zabijanie dla zabijania?
Bo NATO mogło roznieść armię Serbów wcześniej niż po 4 latach?
A może dlatego, że Bośniacy słuchali w telewizji hejterskich przemówień Karadžića i do ostatniej chwili nie wierzyli, że dojdzie do wojny? Skąd mam wiedzieć, że jeszcze nie jest za późno?
Bo do mnie, kiedy bawiłam się lalkami, w przeciwieństwo do moich rówieśników z Sarajewa, nikt nie celował z karabinu?
Bo widząc na ulicy mężczyznę w średnim wieku zastanawiasz się, mimowolnie – a im bardziej nie chcesz tego robić, tym bardziej się zastanawiasz – gwałciłeś czy byłeś gwałcony?
Bo nikt nie ukrócił mowy nienawiści w telewizji i na stadionach zanim padł pierwszy strzał?
Bo czytać książki to jedno, ale oglądać nagrania ludzi biegnących pod ostrzałem główną ulicą miasta, to drugie?
Bo obecnym premierem Serbii jest były członek ugrupowania skrajnych serbskich nacjonalistów?
Bo napięcia na Bałkanach nie zniknęły?
Bo napięcia na Bałkanach przypominają te w Polsce?

(niepotrzebne skreślić)

Spokojnie, jeszcze 20 lat i będziemy to samo pisać o Aleppo.




KONSERWACJA

Myślicie, że jest 20 lat później i czas leczy rany?

Powiedzcie to matce, która straciła wszystkich swoich synów, ale nie wie gdzie i w którym masowym grobie leżą ich kości. Takich matek w Bośni są tysiące.

O Bośni 20 później pisał Hervé Ghesquière. W latach ‘90 nadawał korespondencję wojenną z Sarajewa. 20 lat po wojnie wrócił do Bośni. I drążył dalej.

To, co wydrążył, jest przygnębiające:

a) Rośnie pokolenie, które nigdy – w przeciwieństwie do nas – nie zaznało wspólnego (tj. chorwacko-boszniacko-serbskiego) życia. Jeśli wybuchnie nowa wojna, będzie to wojna totalna.

b) Jak przegadać coś, czego istnienia jedna strona nie chce uznać?

Nikt nic nie pamięta, nic nie widział, może i był w okolicy, ale akurat robił coś innego. Nikt nikogo nie przeprosił. Nikt nie poczuwa się do winy. Nikt nikogo nigdy.

c) 20 lat po wojnie Bośnia jest małym, biednym krajem. Jedyne wysokie wskaźniki, to wskaźniki bezrobocia. Jedyne co kwitnie, to korupcja.

Dla rozluźnienia proponuję grę na wyobraźnię:
Jesteś Boszniakiem, muzułmaninem.
Masz 20 lat. Nie masz pracy. Nie ma pracy.
Od 1995 roku nie masz też ojca, wujka, brata, ani dziadka.

Z opowieści starszych wynika, że Zachód niewiele zrobił w Waszej sprawie.
Z opowieści starszych wynika, że jedyni ochotnicy, którzy przyjeżdżali Wam pomóc podczas wojny, napływali z Bliskiego Wschodu.
Z Twoich obserwacji wynika, że rząd Twojego kraju ma Cię gdzieś. Popatrz, to zupełnie inaczej niż rządy turecki i saudyjski, które fundują nowe meczety, równe boiska, dom kultury na osiedlu, błyszczące centra handlowe w których nie kupisz kropli alkoholu, biblioteki, w których możesz studiować koran, stypendia naukowe, gruntowne pranie mózgu.

Wtem! Dostajesz korzystną ofertę pracy. Musisz tylko wyjechać do Syrii i trochę postrzelać z karabinu. Zarobisz miliony monet, szacun na dzielni i punkty u boga.

Co robisz?

W skrócie:
do lat ‘90 religijność muzułmanów w Bośni na skali 1 do 10 można by ocenić na mocną trójkę maks.
Alkohol? Proszę bardzo.
Rozpuszczone włosy i krótkie spódnice u kobiet? Jasne, a w czym to przeszkadza?
Modlić się 5x dziennie to trochę przesada.

W tej chwili Bośnia ma najwyższy wskaźnik osób, które dołączyły do ISIS per capita.




POSTĘPOWANIE W PRZYPADKU ZAKŁÓCEŃ W PRACY

Głowa do góry! To nie znaczy, że płakałam, jak ulicami Sarajewa spacerowałam.

(Płakałam w muzeach.
Wizyta w War Childhood Museum, gdzie prawdziwe historie opowiadają przedmioty należące do osób, które jako dziecko przeżyły wojnę, zmiękczyłaby nawet Putina.)

Sarajewo zwiedzajcie jak każde inne miasto. Po prostu warto mieć na uwadze (i ku przestrodze), że tych dziur po kulach nie wydrążyły korniki.

INSTALACJA PROGRAMU

No, to teraz, jak już atmosfera się oczyściła, możemy przejść do zwiedzania.
Ale nie spodziewajcie się ani jednego adresu. Wojenny głód i best places to eat breakfast pasują do siebie jak garbaty do ściany. Następnym razem?

Ela psycholog:
Ludzie dzielą się na dwie grupy. Jedni lubią wiedeński ład, inni wolą bałkański rozpiździej. Odwieczna walka: urocze brukowane uliczki versus obdrapane tynki i dyskretny urok wielkiej płyty.

Całą sobą popieram team #chaos. Kwitnę na wałbrzyskich podwórkach, usycham z nudy na praskiej starówce.
Dla mnie Sarajewo ma idealnie zachowane ratio swojskość/egzotyka.

Swojskość robią:
– blokowiska
– kamienice z austrowęgierskim sznytem
– PCV uber alles – czyli elewacje późnych lat 90. Tak brzydkie, że wolę umrzeć niż doczekać czasów, kiedy postmoderna wejdzie do kanonu architektury.

Na egzotykę składają się:
– morze pomarańczowych dachów
– wieże minaretów, kopuły cerkwi i dzwonnice kościołów – w jednym kadrze
– szczypta orientu w Baščaršiji
jakośtobędzizm budowlany. Na Bałkanach mężczyznę poznaje się po tym, jak zaczyna! (budowę)
– ludzie przesiadujący w kawiarniach. A kawiarni w Sarajewie jest więcej niż znaków w tym tekście.
– kontrasty: najwyższy wieżowiec na Bałkanach górujący nad chałupkami z suszącym się praniem? Yes, please!
















KONFIGUROWANIE FUNKCJI USTAW KONTRAST

Gdybym zamiast najzabawniejszego bloga zdjęciarskiego prowadziła typowy blog podróżniczy, ten wpis nosiłby tytuł: Sarajewo. Miasto kontrastów.

Suchar, nie? Ale jaki prawdziwy.
W Sarajewie wiele zjawisk ma swoją ciemną stronę księżyca.

– 12 na 10! – myślisz, oglądając zachód słońca nad Sarajewem.
Codziennie z innego punktu widokowego. A lista punktów jest długa, w tempie 1 wzgórze na 1 dzień, nie wyczerpiesz jej w tydzień.
Problem w tym, że ta delikatna mgiełka snująca się nad miastem, to nie genius loci Sarajewa. To smog.
Smog w Sarajewie jest tak potężny, że mógłby konkurować z krakowskim.

– Jak pięknie położone jest to miasto! – cieszysz się, wyglądając przez okno swojego mieszkania na 4-tym piętrze. Jak okiem sięgnąć, wszędzie góry. Bajka.
Oh wait, czy to nie z powodu pięknego położenia było tak łatwo odciąć Sarajewo od świata w 1992 roku?
Czy to nie z tych wzgórz strzelali snajperzy do przechodniów na ulicach?




















PIERWSZE URUCHOMIENIE PROGRAMU

Sarajewo to też pierwsze miasto, w którym naprawdę poczułam się like a local. Oklaski!

Jest na tyle niewielkie, że w tydzień wydepczesz swoje ścieżki. Ale nie jest za małe, nie ma obaw, że znudzi się po dwóch dniach.
Mało skomplikowane, trudno się w nim zgubić. A ja się łatwo gubię.
Ma niski próg wejścia – to nie Paryż, że choćbyś bekał z akcentem, nikt Cię nie pomyli z une petite Française.

Krajobraz jest mieszany, miejsko-wiejski. +20 do swojskości.
W 20 minut (forsownego spaceru pod górę) znajdziesz się w świecie domków jednorodzinnych, pasących się kóz i babuszek robiących na drutach.

Wielkie umysły potrzebują rytuałów.
Dlatego codziennie, zanim zasiadłam do pracy przed komputerem i filiżanką cappuccino (najbardziej na świecie polecam Espresso Lab), wypisałam sobie skierowanie na minimum 2 godziny spaceru. Dawkowanie: dorośli 2x dziennie.
Trasa? Dokąd mnie nogi poniosą. W Sarajewie i tak w 9 na 10 przypadków będzie to pod górę.

Dzięki temu miasto poznałam może nie jak własną kieszeń – ale jak tę małą kieszonkę na (lewej) piersi w koszuli na pewno.















ZOBACZ TAKŻE

Najoptymalniej byłoby przed każdym wyjazdem wypożyczać całą półkę książek. I brać urlop na przeczytanie ich.

A teraz hop z powrotem do rzeczywistości!

Te 3 książki przeczytałam przed wyjazdem na Bałkany. Przeczytajcie przynajmniej dwie i już będzie Wam się o wiele świadomiej podróżowało.

    1. W oblężeniu, Barbara Demick
    Można pisać o wojnie zwyczajnie i można pisać tak, jak Barbara Demick. Zamiast nudanarracji skutek-przebieg-przyczyny, wzięła na warsztat losy mieszkańców jednej z ulic w Śródmieściu Sarajewa (niesamowite wrażenie, kiedy potem się idzie w górę ulicą Logavina). Wynik? Zapada w pamięć o 78% procent głębiej niż zwykła książka.
    2. Sarajewo. Rany są nadal zbyt głębokie, Hervé Ghesquière
    Czyta się szybko, co nie znaczy, że lekko. Francuski dziennikarz wraca do Bośni i Hercegowiny 20 lat po wojne. I pyta.
    Niestety, książka składa się z 93% pesymizmu, reszta to mieszanka idealizmu i płonnych nadziei. Mam w domu, mogę pożyczyć.

    3. Wojna umarła, niech żyje wojna – Ed Vulliamy.
    Pozycja najcięższa, dosłownie i w przenośni. Vulliamy też wraca do Bośni po 20 latach, ale o tym co widział i co usłyszał pisze obszerniej i dosadniej niż Ghesquière.

Wiecie, że u mnie posty obywają się bez sakramentalnych pytań na zakończenie: a Wy? Byliście w Sarajewie? Co myślicie? Dacie lajka pls? – ale tym razem _naprawdę_ chcę wiedzieć: a Wy? Byliście w Sarajewie? Co myślicie?
To nie commentbait, to ciekawość. Słowo blogera.

Plus: jeśli polecacie jeszcze jakąś literaturę przedmiotu – chętnie wpiszę ją na moją to-read listę. Jedyną listę rzeczy do zrobienia, z której regularnie odhaczam pozycje.