Czeski film, czeski kraj, Czeska Szwajcaria, Czeski Raj

Wiem, co myślicie.

Czechy. Znamy.
Ziew.

Pewnie zęby zjedliście na Studentskiej z orzechami.
Wycieczka z rodzicami do Skalnego Miasta, lipiec 2001. Praga na wycieczce klasowej w 2004. Narty w Jańskich Łaźniach. Piwo, knedliky, smažený sýr. Chyba wystarczy na olimpiadę z wiedzy o Czechach, nie?

Bardziej obeznani w temacie przeczytali dwie książki Mariusza Szczygła i jedną Hrabala.

A cała reszta, to dwaj polscy Czechofile.

Wiem, co myślicie.

To będzie ciekawy post… NOT.

A ja na to: jeszcze się zdziwicie! W ciągu 3 dni spędzonych w Czechach udało mi się więcej zobaczyć niż przez ostatnie 29 lat. I… lubię to. To se mi líbí.

Szczygieł napisał: Zrób sobie raj.
Nieśmigielska przebija: zrób sobie Czeski Raj. I Czeską Szwajcarię. I czeską Pragę. I obejrzyj czeski film:

Polak, Czech i Rusek rozbijają się na bezludnej wyspie

Pomiędzy gryzem Studenstkiej, a łykiem Pilsnera zastanówcie się: co tak naprawdę wiemy o Czechach?
Śmiesznie mówią, mają legalną aborcję, lizaki z marihuaną, drevnego kocura, láskę nebeską.
A ile z tego jest prawdą?

Otóż, Czesi tak samo śmieją się z naszego języka, jak my z ich. Badum-tss! (podobno szczególnie bawi Czechów nasza jajecznica)
Przeciwko legalnej aborcji odbywają się marsze życia, więc to nie jest tak, że Czesi = 100% liberałowie.
Drevnego kocura już dawno zdemaskowano. Wiewiórka to po czesku veverka.
I tylko láska nebeská jest prawdziwa.

W ogóle Czesi mają trochę więcej powodów żeby się śmiać z nas, niż my z nich.
Powód #1: statystyczny Polak czyta pół książki rocznie. Statystyczny Czech – 17. Badum-tss!

Powód #2: kojarzycie dowcipy o Polaku, Czechu i Rusku? Polak, Czech i Rusek rozbijają się na bezludnej wyspie. Polak, Czech i Rusek spotykają diabła. Polak, Czech i Rusek jadą pociągiem.

Hierarchia jest zawsze następująca: Czech – głupi; Rusek – głupszy, za to Polak… spryciarz, że hej.

Otóż w czeskich dowcipach role się odwracają: Czechom niepotrzebna postać Ruska, Słowaka, Niemca czy Murzyna. Czechom wystarczy Polaczek – cwaniaczek. Czesi mają swoje książeczki z dowcipami o Polakach, tak jak my mamy swoje o Żydach:

– Jaka jest dobra strona zimy?
– Polacy mają ręce we własnych kieszeniach.

Polecam dwa ciekawe wywiady na początek przyjaźni polsko-czeskiej, z których jasno wynika czemu Czesi za nami nie przepadają i co możemy z tym zrobić:
1. Polacy kpią z Czechów. Niesłusznie. – Newsweek
2. Jak Polak z Czechem – Wprost





Cudze chwalicie, sąsiada nie znacie

Niestety nie mogę rzucić kamieniem, bo sama na pomysł sylwester w Czechach wpadłam tylko po to, żeby mieć bliżej do Austrii.

A wystarczy nie zdejmować nogi z gazu mijając Szklarską Porębę (Karpacz, Kudowę Zdrój, Międzylesie). Bo o ile bardzo lubię Góry Stołowe, o tyle krajobrazy się nie kończą na Szczelińcu i Obłędnych Skałach. Przeciwnie – im dalej w Czechy (i Niemcy), tym więcej widoków, bardziej intensywnych.
Okazuje się, że kiedy kiedy rozdawali formy skalne z piaskowca, Czechy i Niemcy zgarnęły pulę, a Polska została w przedsionku. Pewnie przeszukiwała reszcie kieszenie.

A najlepsze, że jaki kraj, takie zwiedzanie. Kompaktowe!
W kilka dni i na jednym baku paliwa ogarniecie sporo instamiejsc. Czechy to nie Islandia, lodowców nie będzie, ale wygasłe wulkany – już tak. Jeśli szukacie pomysłu, jak wycisnąć od życia trochę więcej niż kolejny weekend w Karkonoszach – posloužím inspiraci.

1. Czeska Szwajcaria

Ktoś powinien zrobić badania na temat: podróżowanie pod wpływem google images. Nie pamiętam gdzie ani jak zobaczyłam zdjęcie Brány Pravčickiej. Najdłuższego w Europie łuku skalnego. Mój pierwszy odruch był taki: sprawdzić lokalizację na google maps.
Nasz zasięg na weekendowy wyjazd wynosi: do 5,5 godziny od domu. Wejdzie, nie wejdzie?
Weszło!

I tak trafiliśmy do Czeskiej Szwajcarii. Ciekawe, czy w prawdziwej Szwajcarii są Szwajcarskie Czechy?











Brama Pravčicka

Brama Pravcicka jaka jest, każdy widzi – a punktów widokowych nie brakuje.

Nie widzę sensu w rozpisywaniu szczegółów – pojedziecie, zaparkujecie na parkingu, potem idziecie 6 km pod górkę, potem obiera Wam mowę z zachwytu. Proste.
Weźcie pod uwagę, że takie łuki skalne nie stoją wiecznie. Legzira w Maroko, Azure Window na Gozo – pamiętamy! [*]

Brama Pravcicka to nie jedyna atrakcja Parku Narodowego Czeskiej Szwajcarii, ale jedyna, jaką zdążyliśmy zobaczyć zanim pochłonęła nas śnieżyca. Co oznacza, że będzie kontynuacja, tylko Tomasz jeszcze o tym nie wie (właśnie się dowiaduje).

A Czeska Szwajcaria to nie jedyna Szwajcaria w okolicy. Instamiejsca są ponad granicami państw. Gdybyśmy pojechali 20 km i 30 minut na zachód, wjechalibyśmy prosto do Szwajcarii Saksońskiej. Jeszcze o tym nie wiecie, ale znacie te krajobrazy doskonale.
Bo jeśli jest jeden malarz i jeden obraz, który znają wszyscy podróżnicy obecni na instagramie, to będzie to Wędrowiec nad Morzem Mgły Davida Caspara Friedricha z 1818 roku.
I teraz przyjrzyjcie się, nad czym stoi wędrowiec i na co patrzy.

Podpowiedź: to nie są Alpy.






O Szwajcarię Saksońską otarliśmy się w drodze do Drezna miesiąc później i muszę powiedzieć, że był sztos. Nawet większy niż po czeskiej stronie.
Niżej spoiler:

Czas na anegdotę

Jako Polaczek-cwaniaczek wiedziałam, że żeby znaleźć na sylwestra nocleg w dobrej cenie, warto przeczesać booking najpóźniej we wrześniu. Przeczesałam, znalazłam, zabukowałam.
Po czym dostaję maila od właściciela obiektu: czy mogłaby Pani łaskawie odwołać rezerwację bo nie zorientowałam się, że za nocleg w sylwestra mogłabym wziąć od turystów górę hajsu, a teraz udaję głupa i niby-to wynajęłam już Państwa pokój komuś innemu?

Pierwsza moja reakcja: no… ok.

(dobre warsztaty z asertywności – ktoś, coś?)

Dobrze, że w pierwszym odruchu serca nie odpisałam, bo okazało się, że w podobnej sytuacji mamy dwie opcje:
– albo właściciel obiektu zrobi wszystko, żeby nas przyjąć
– albo wybiera nam droższy nocleg i zwraca różnicę. I cóż mogę powiedzieć. Apartament w hotelu z gwiazdkami z antresolą i śniadaniami piechotą nie chodzi, a hajs faktycznie się zgodził.

Po co o tym piszę? Nie po to, żebyście wiedzieli jak się zachować w podobnej sytuacji – ale dlatego że pani z bookingu, z którą Tomasz załatwiał sprawę telefonicznie, powiedziała że LUBI MOJEGO BLOGA.

Czy to już jest SŁAWA?



Zrób sobie Raj. Czeski Raj.

Czesi może i nie mają dostępu do morza, ale mają dostęp do raju.
Przebijcie to!

Czeski Raj, czyli co? Czyli jeszcze więcej jeszcze piękniejszych form skalnych z piaskowca (wąwozów, zamków, lasów, mgieł nad lasami), rozrzucony na obszarze gdzieś pomiędzy Jabloncem nad Nisou a Jičínem. Niedaleko Lomnic nad Popelkou. Najlepiej jechać drogą na Židněves i skręcić na Tatobity.

A na serio, to jak jedziecie czeską autostradą do Pragi, po prostu godzinę wcześniej skręćcie w lewo.

Czeski Raj mamy rozpracowany lepiej niż Czeską Szwajcarię (wiadomo, priorytety), więc patrzcie, podziwiajcie i napalajcie się:

1. Hruboskalsko
Do pewnego momentu, to zwykła ścieżka przez las. Jeziorko, drzewka, błoto. O tym, że coś się dzieje, sygnalizują bloki z piaskowca rozrzucone pomiędzy drzewami.
A potem zaczyna się pielgrzymka po punktach widokowych, z których Mariánská vyhlídka pozamiatała.

Errata: Czesi mają dostęp do morza. Morza mgieł.















2. Zamek specjalnej Trosky

Widzieliście zamek na zdjęciach powyżej. To nie zamek Trosky. To zamek Valdstein.

Zamek Trosky wygląda tak:

Więc nie namawiamy za szczególnie, chyba że ktoś mnie przekona, że warto.




Choćby Prachovské Skály srały

Już taka ze mnie nietypowa blogerka podróżnicza, że pisanie o miejscach odwiedzonych w podróży wychodzi mi najsłabiej.
Weźmy Prachovske Skały. Kolejne skalne miasto. W moim rankingu skalnych miast, które prowadzę od 2017 roku, o oczko wyżej niż Adršpach (czyli, że jest na pierwszej pozycji).

Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie wystarczy informacja, że jakieś miejsce istnieje + zanęta w postaci zdjęć. A resztę sobie znajdę albo doczytam. A czego nie doczytam, to sobie dośpiewam.
W tym przypadku jest podobnie: wpisujecie w google maps Prachovske Skaly – i jedziecie.
Na miejscu czeka na Was tablica z zaznaczonymi szlakami, wybieracie ten, na który macie czas/siłę – i idziecie.

Naprawdę. To takie proste.

Niniejszym, zarzucam zanętę!











To come by car or not to come by car?

Tak właśnie działa przewaga wyjazdu autem nad innymi wyjazdami.

Jeśli podczas śniadania w czeskim Jabloncu nad Nysą przyjdzie Ci do głowy szalona myśl: a ciekawe, ile stąd jest kilometrów do Pragi? – to nie skarcisz sam siebie, że równie dobrze babcia mogłaby mieć wąsy, a poza tym jak pies je, to nie szczeka.

Nie.
Po tym jak się okaże, że stąd do Pragi jest godzina autostradą, kombinujesz dalej.

Przypuśćmy, że dzisiaj jest sylwester.

Szybko dodaliśmy dwa do dwóch.

I tak oto, sylwestra spędziliśmy w czeskiej Pradze. Na podobny pomysł wpada niezależnie od siebie wiele wycieczkowych autokarów, więc może warto być na miejscu odrobinę wcześniej niż o 23:50.

Tu czas na spowiedź: lubię pieseczki, ale bardziej lubię fajerwerki. Pieseczki widzę codziennie, a fajerwerki raz do roku. Pokazy laserów to nie to samo!










Ja vs Praga. Wyczuwam hejt za 3… 2… 1…

Każda akcja wywołuje reakcję?
A od każdej reguły jest wyjątek.

Otóż, we mnie czeska Praga nie wywołuje żadnej reakcji.

To miasto ma coś takiego w sobie, co absolutnie nie porusza.

I nie myślcie, że wydałam ten wyrok na podstawie Mostu Karola i Rynku Staromiejskiego (te sobie obejrzałam na wycieczce na koloniach i studenckim objeździe naukohehewym).

Jak Mariusz Szczygieł coś poleca, to Nieśmigielska to robi. Więc przeszliśmy się po Žižkovie, który miał być warszawską Pragą czeskiej Pragi – i nic. To znaczy fajnie, ale bez szału.

Przeszliśmy się więc śladem rzeźb Davida Černý’ego. No spoko, 7/10.

Nad Wełtawą zaskoczył nas przepiękny zachód słońca. W porządku, nawet nieźle.

Ale tętno miałam cały czas 70 uderzeń na minutę.

Pytanie brzmi: co poszło nie tak? Do Pragi jechałam z naprawdę wysokimi nadziejami: jeśli by się spełniły, mielibyśmy nową alternatywę na weekendowy city break. Na jaką częstotliwość mam się nastawić, żeby odebrać czeskie fale?

Jestem skłonna spróbować jeszcze raz, naprawdę ostatni. Poproszę o rekomendacje – takie żebym chciała zobaczyć Pragę i umrzeć.
Bo na razie to chciałam raczej umrzeć z nudów.

Ale Czechy ogólnie polecam – Elżbieta Adamska.