Cóż to był za czerwiec! 2018

Pozostałe posty z serii znajdziecie TUTAJ.
Been tellin’ co u mnie since 2014.

Są tradycje i tradycje.
Jedni zawsze pieką pierniczki na Boże Narodzenie, inni robią w czerwcu gigabajty zdjęć i wrzucają je na bloga. Pierniki raczej wyjadam niż wypiekam, ale obrazkowe podsumowanie czerwca musi być.

Wniosek do Instytutu Miar i Wag w Sèvre o uznanie letnich postów z niesmigielska.com jako idealny wzorzec czerwca czeka na zatwierdzenie.

Czerwcowy post z powodzeniem mógłby za mnie wygenerować bot na podstawie analizy poprzednich lat.
Co roku ta sama, błoga, historia: mało książek, dużo zdjęć; truskawki na talerzu, pikniki na kocyku, wino na wolnym wybiegu.

Oh wait, czy ja nie mam w domu męża programisty? Czy nie powinnam teraz patrzeć jak post sam się pisze, potem publikuje, potem googluje, a na końcu mi za to płacą?

Ja widzę to tak: skoro i tak zastąpią nas roboty, to ja wolę się wcześniej poddać – i oddać przyjemnościom.

Pora na kolejny post z serii, która nie przyniesie mi wielu odsłon z googla, ale wiele miłych wspomnień – już tak!


kontener art poznan
kontener art poznan
lato w poznaniu
lato poznaniu

Ścisły umysł ze mnie żaden, ale akurat czerwiec mogę prosto opisać za pomocą liczb:

99 – gigabajtów zrobionych zdjęć
0 – liczba przeczytanych książek
4 – liczba rozgrzebanych książek
4,60 zł – tyle na chwilę obecną mam do zapłacenia kary w bibliotece, ale jeszcze się łudzę, że nadejdzie taki letni wieczór, w którym Netflix przegra, dobro zwycięży, a ja doczytam przetrzymane książki do końca!
13 km – tyle w sumie liczy Wartostrada w Poznaniu
30 – tyle razy w miesiącu coś się dzieje na Kontenerach

Do skutku – tyle razy przeczytajcie mój przewodnik po letnim Poznaniu. Wtedy zrozumiecie, że czas na blogowanie musi ustąpić czasowi na błogie przeżywanie.

plaża nad rusałka
plaża rusalka
jezioro rusalka poznań
rusałka poznań


[VIDEO] ASK US ANYTHING

Na mnie jak na Zawiszy, tylko z dużym opóźnieniem.

Wy zapytaliście (w marcu), my odpowiedzieliśmy (w maju).
Zapytaliście o wszystko: czy Tomasz kiedykolwiek poprosił mnie do tańca i co robimy z kotem, jak wyjeżdżamy.
Odpowiedzieliśmy nie byle jak, bo w formie video: dla tych, którzy nie znają nas osobiście, albo nigdy nie oglądali insta stories, a są ciekawi, jakie mamy głosy i czy na żywo też jesteśmy tacy zabawni. Jesteśmy!

Pytań było ponad 30, ale żeby nie nadwyrężać Waszej cierpliwości, podzieliłam materiał na dwie, choć nie do końca równe, połowy.

Guest starring: kot Kejter i gify ze starego, dobrego Gadu Gadu. Ja swój numer pamiętam do dziś.

Niedługo na Netflixie.

Okazja czyni bilety na koncert

It’s official: Tomasz już nigdy nie pojedzie ze mną na żaden koncert.
Nie chce, nie będzie, nie podoba mu się, nudzi się.

Pora wyjść spod klosza i zacząć skakać pod sceną na własny rachunek: a dokąd prościej niż do Kijowa, zwłaszcza że grał tam ostatni zespół z mojej listy zobaczyć na żywo i umrzeć?.

Tym jednym wyjazdem upiekłam tyle pieczeni na jednym ogniu, że do dzisiaj czuję ciepło w żołądku.
Nie dość, że Kijów za drugim razem >>> Kijów za pierwszym razem, to jeszcze koncert przecudowny. I nikt mi wmówi, że zblazowani Berlińczycy, do których Franz Ferdinand przyjeżdża kilka razy do roku, mogą się równać z tłumem zza żelaznej kurtyny, u których FF zagrał raz. Raz, a dobrze!

PS: Na co komu Pudelek, skoro celebryci teraz sami udostępniają sweet focie w bikini i nie trzeba im za to płacić? Nie żebym oglądała, jak Małgorzata Socha obiera z córką jabłka w ogródku, ale polecam instagram FF, jak i każdego z członków z osobna. Beczka śmiechu.

franz ferdinand w Kijowie
franz ferdinan kiev
kijów pozniaky

Wiem już, po co wymyślono wyjazdy integracyjne.

Po tym, jak przepłynęłam z koleżanką jezioro, odliczając minuty do końca swojej ostatniej godziny – nawet z własnym mężem nie czuję się tak zintegrowana.

7 miesięcy w nowej pracy to wystarczająco długo, żeby ściągnąć z oczu różowe okulary i powiedzieć “sprawdzam”.
Rok temu o tej porze wysyłałam pierwsze CV. Rok temu o tej porze gdybym wiedziała, że można dostać L4 na wypalenie zawodowe – stałabym od 4 rano w kolejce po numerki do przychodni.

Teraz piję wino, tańczę przy ognisku, przytulam brzozy, planuję wyjście nago (ale w kołdrach) do lasu, płynę kajakiem w Borach Tucholskich z kolegami z pracy. I mimo że przyznaję, że robota copywritera wysysa ze mnie więcej soków niż dupogodziny w urzędzie, to nie ma takiej siły, która by mnie z powrotem zaciągnęła do stawiania pieczątek i parafek.


mecz polska-japonia
bory tucholskie
bory tucholskie jezioro
bory tucholskie jezioro




To ja w swoim środowisku naturalnym.
Samooblana winem i z brzuszkiem wydętym od jedzenia.
Fot: nie pamiętam kto, ale dziękuję!


kajaki bory tucholskie
kajaki bory tucholskie
kajaki bory tucholskie
kajaki bory tucholskie
kajaki sworne gacie
kwieki stadnina




Malta Festival

Jest taka piosenka Radiohead: Everything in its right place.
I jest taki dzień w roku, w którym faktycznie wszystko wraca na swoje miejsce.

To dzień, w którym na Placu Wolności rozkłada się Malta Festival z całym swoim majdanem: hamakami, leżakami, dwie scenami i milionem wydarzeń (program festiwalowy wydawany jest w formie miniksiążki. Nie ulotki. Nie broszury. Książki.)

Ten akapit też mógłby napisać za mnie bot. Co roku na hamaki czekam bardziej niż na truskawki i co roku w ostatni dzień festiwalowy podnoszę się z leżaka ze łzami w oczach.

Olać prawdziwą Maltę. Wybierzcie Malta Festival. Byłam na obu, więc wiem co mówię.

malta festival 2018
malta festival 2018
malta festival 2018
malta festival 2018
poznań malta festiwal
 poznań malta festiwal
poznań malta festiwal
poznań malta festiwal
poznań malta festiwal
poznań malta festiwal
malta festiwal w poznaniu
malta festiwal w poznaniu

Skok w wiarę

Dzień, w którym Malta zacznie się zwyczajnie, to dzień w którym zamarznie piekło.

W Poznaniu nie budujemy zamków na lodzie. My budujemy zamki z kartonu.

Kartonowa replika wieży najbardziej kontrowersyjnego zamku w kraju stanęła na centralnym Placu Poznania.

Po co? Żeby o niej podyskutować. A potem żeby ją wspólnymi siłami zburzyć. A na końcu, żeby po niej wspólnymi siłami posprzątać, chociaż przyznam że jak przyszło do gaszenia światła, to na placu boju została tylko garstka ochotników.

Tomasz zasłużył się podwójnie: jako budowniczy i jako burzowniczy.

Kojarzycie ostatnią scenę z Pachnidła? Mniej więcej to samo działo się po zburzeniu zamku.
Najpierw chwila niesamowitej ciszy. Potem minuty nieskrępowanej zabawy. Wieża została zaskakana na śmierć.

Miałam tylko cichą nadzieję, że gdzieś pod tymi kartonami nie zaplątało się dziecko. I że nie usłyszymy komunikatu “Uwaga, mama szuka czteroletniego Piotrusia”. W Pół Polski widziało na własne oczy, że kontakt z kartonami może skończyć się tragedią.





















Lista niecodziennych czynności w miejscach, na które nigdy byście nie wpadli
dzięki Festiwalowi Malta jest dłuższa niż Koronka do Miłosierdzia Bożego.

Koncert w garażu podziemnym? Parada rowerowa z orkiestrą dętą? Zdobywanie najwyższych szczytów dachów Poznania? That’s so last year.

W tym roku słuchałam koncertów: w hotelu Bazar, do którego normalnie nie miewam wstępu, a także zanurzona do połowy w basenie, bo koncert dwóch pięknych drag queens (i zespołu Braki) odbywał się pod hasłem Płynna tożsamość.
Biłam także brawo podczas voguingu grupy Future V na pomoście nad jeziorem Rusałka o zachodzie słońca.
O zdobywaniu dachów, projekcjach filmowych, spektaklach i performatywnym czytaniu reportażu o Ku Klux Klanie nawet nie będę wspominać. Nihil novi.

Takie tam, z festiwalu.
























malta festiwal w poznaniu
malta festiwal w poznaniu

Z notatnika fotografa ślubnego:

Swoje studia uważam za pomyłkę: nie dość, że kierunek nietrafiony*, to jeszcze epickie imprezy miałam za sobą w liceum, o czym moja mama dowiedziała się po latach.
Słowem: nie było po co studiować.

To może chociaż ludzi miałam fajnych?
Niestety, mój stosunek do większości grupy miał się jak 3 części obojętności do 2 części niechęci.
Z mniejszości została po latach garsteczka. I z tą garsteczką trzymam się do dziś.

Dobre rzeczy, które wyniosłam ze studiów (w porządku alfabetycznym):

– Dominika
– Poznań
– Radek i Gosia

I właśnie dla nich robiłam zdjęcia w tym miesiącu. W 10 roku znajomości.

Z notatnika fotografa ślubnego: Śluby bliskich znajomych przeżywa się bardziej.

*na pytanie: gdyby miała wybierać ponownie, na jakie studia bym poszła? do dziś nie umiem odpowiedzieć.
Może jakiekolwiek, byle odpowiednio wcześnie zacząć w fajnej firmie jako stażysta?. PS: urząd to nie jest fajna firma.

















Nieśmigielska prezentuje

Najpierw była wiadomość od Gosi, organizatorki.
Potem panika i tętno 160.
Potem redakcja odpowiedzi odmownej.

Potem zgoda. I pogodna rezygnacja. Najwyżej będzie beka ze mnie. Ojej, ale straszne.

Nieśmigielska-trener personalny: nie rób jednej rzeczy, której się boisz. Zrób od razu 3, jako i ja zrobiłam:
– wystąpiłam publicznie z prezentacją o cieniach podróżowania
– po angielsku
– i tylko 1/3 publiczności to byli moi znajomi!

Co prawda do dzisiaj nie miałam odwagi posłuchać się na filmie (zrób 4 rzeczy, których się boisz to przesada), który nagrał Tomasz, ale doświadczenie wspominam na tyle pozytywnie, że wystąpiłabym sobie jeszcze raz.
Kto następny? Biblioteka osiedlowa w Złotowie? Festiwal Kolosy w Gdyni? Zaproszenia przyjmuje mój agent, #tutomasz.



Łańcuch światła vol.12

Zamiast mojego zwyczajowego lewackiego pierdu pierdu o protestach, mam dla Was historię opartą na faktach.

Otóż jest taki przepis: ustawa o powszechnym obowiązku obrony.
Przepis nie jest nowy, bo z 1967 roku.
Ten przepis mówi (art. 208 i 210), że JAKBY CO (w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny) na (…) przedsiębiorców i inne jednostki organizacyjne, a także osoby fizyczne może być nałożony obowiązek świadczeń rzeczowych, polegających na oddaniu do używania posiadanych nieruchomości i rzeczy ruchomych na cele przygotowania obrony Państwa.

I teraz wyobraźcie sobie, że spośród 1 735 000 mieszkańców Warszawy, jako jedną z kilku osób do ewentualnego oddania do używania posiadanego auta wytypowano antyrządowego aktywistę.
Przypadek?

To się dzieje. To się zadziało w przypadku Bartka Sabeli, który od teraz każdy wyjazd za granicę, każdą zmianę adresu musi zgłaszać organom administracyjnym.

To się dzieje. Ja nie chcę być następna.

łańcuch światła w poznaniu
 łańcuch światła w poznaniu
łańcuch światła w poznaniu
łańcuch światła w poznaniu
łańcuch światła w poznaniu
łańcuch światła w poznaniu
łańcuch światła w poznaniu
łańcuch światła w poznaniu
łańcuch światła w poznaniu
łańcuch światła w poznaniu
łańcuch światła w poznaniu
łańcuch światła w poznaniu

To już jest koniec.

Nie ma już nic.
Jesteście wolni, możecie iść.
Ale nie za daleko, bo następny wpis będzie jednym z fajniejszych w historii tego bloga!