Stary człowiek i Woodstock (2018)


Ustalmy jedno.
Woodstock to Woodstock. Zmieniać nazwę to my, ale nie nam.
Nie słyszałam o ani jednej osobie, która wybierałaby się na Polandrock 2018, za to widziałam kilkaset tysięcy osób, które bawiły się na Woodstocku.

W tym my. Po raz pierwszy, po raz drugi (…), po raz piąty!

Kto by pomyślał, że tak to się potoczy. Pierwszy raz w 2013 roku jechaliśmy na Woodstock dla beki i dlatego, że nie mieliśmy innych planów na weekend.
W tym roku pierwsze łzy wzruszenia dopadły mnie na wysokości McDonalda w Kostrzynie.

Zapraszam na wpis tak tradycyjny jak choinka na Boże Narodzenie, święconka na Wielkanoc, wódka na stole i kiełbasa na grillu.
Zobaczcie Woodstock – Pol’and’rock – 2018 na zdjęciach. 106-ciu dużych zdjęciach.

Dla jednych – 106 powodów, dla których nigdy nie pojadą na Woodstock.
Dla innych – 106 powodów, żeby pojechać w przyszłym roku i od tej pory jeździć już zawsze!

Jeśli nie widziałeś – zobacz także wpisy z poprzednich czterech lat. A jeśli je widziałeś – przeżyj to jeszcze raz:

Stary człowiek i Woodstock 2014
Stary człowiek i Woodstock 2015
Stary człowiek i Woodstock 2016
Stary człowiek i Woodstock 2017

Polecam. Z roku na rok jestem coraz bardziej zadowolona ze zdjęć. Coraz rzadziej mylę ładne z dobre.

polandrock 2018
polandrock 2018 koncerty
polandrock 2018
polandrock 2018

Na pytanie: jak było w tym roku?
Może być tylko jedna odpowiedź: Uff – jak gorąco. Puff – jak gorąco.

Było tak gorąco, że większość czasu Tomasz przeleżał w namiocie Przystanku Jezus, chociaż jest niewierzący.
Tak gorąco, że o 21:00 wracaliśmy do domu, mimo że koncert, który nas interesował, zaczynał się o 22:00.
Tak gorąco, że wypiłam tylko jedno piwo, a Tomasz tylko 3.
Tak gorąco, że nawet najwytrwalsi Woodstockowicze nie mieli siły chodzić w kombinezonach Pikachu. Albo moda na kombinezony to relikt 2017 roku.

Matkę oszukasz, ojca oszukasz, piramidy Masłowa nie oszukasz.
Zabawne, jak człowiek w warunkach ekstremalnych redukuje się do potrzeb fizjologicznych.
Na Woodstocku było tak gorąco i sucho, że przez cały dzień miałam tylko jedno marzenie. W dupie z podróżą dookoła świata. Pokój na ziemi poszedł w odstawkę. Lek na raka może poczekać.

Nie, ja chciałam tylko

tak raz, a porządnie

móc

się wysmarkać.

Królestwo i pół blogerki za chusteczkę do nosa! Może być używana.

Żeby było zabawniej, ponieważ w tym roku na Woodstock przyjechaliśmy na jeden dzień i 0 nocy, za punkt honoru postawiłam sobie: napierdalać!
Upał nie upał, udar nie udar, każda chwila odpoczynku zmniejszała moje szanse na dobre zdjęcia. Jak mróweczka łaziłam po terenie festiwalowym z jednego końca na drugi przez cały dzień, w pocie czoła pracując na porażenie słoneczne.

Mogliśmy pojechać w piątek pod namiot i mieć gdzie przeczekać, aż temperatura przestanie nam ścinać białko?
Mogliśmy.

Chciałam tak zrobić?
Chciałam.

Kto się uparł, że pojedziemy na sobotę?
Tomasz.

Gdybym tam umarła, byłaby #tutomasza wina.

PS: Powinnam była to przewidzieć. Jeśli w zeszłym roku na Woodstocku jadłam granolę z jogurtem (GF), to naturalną konsekwencją w 2018 roku są: świeżo wyciskane soki, wianki na włosach i… pancakes.
Świat staje na głowie. Niedługo na Openera zawitają chamskie zapiekanki XXL i nie będą wpuszczać bez glanów.


polandrock 2018 kostrzyn







100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią:

76. Zobaczyć trąbę powietrzną – check!

traba powietrzna polandrock
traba powietrzna na woodstocku

Nasze tegoroczne stylówki to…
(drumroll)
na turystę!

Mówcie sobie co chcecie, ten człowiek ma dar.
Nie jest łatwo wyróżnić się na Woodstocku – a on to potrafi. Obojętnie, co na siebie założy – a zakłada to, co leżało na wierzchu na jego półce w szafie, więc de facto ja powinnam się czuć matką chrzestną jego sukcesu, bo to ja zawsze zdejmuję pranie z suszarki – wyróżnia się z tłumu.
Był już normalsem, angielskim lordem na polowaniu, a w 2018 został turystą. Najprostsze rozwiązania najlepsze.






Jak trwoga, to do Boga

Jak 30-sto stopniowe upały – to tym bardziej.

Przystanek Jezus to w żargonie blogerów podróżniczych tzw. hidden gem, ukryty klejnot Woodstocka.

Łaska Pana, a także niebiański chłodek znajdzie się tu dla każdego: niezależnie od płci, koloru skóry, orientacji seksualnej i wyznania.

Nie wierzycie? Zapytajcie Tomasza: zostawiłam go tam na drzemkę dla podreperowania zdrowia. Gdy wróciłam, był jakiś odmieniony, jakby się przebudził z długiego snu; kazania mi prawił o miłości i miłosierdziu.

Dodatkowo:
tak jak namiot sceny w Pokojowej Wiosce Kryszny służy jako jadalnia hare-hare, tak namiot Przystanku Jezus kusi wędrowca zmęczonego długim marszem przez alejki Lidla, żeby zzuł sandały i właśnie tu znalazł swój kawałek podłogi na konsumpcję bagietki czosnkowej oraz loda na patyku Gelatelli Choco Crisp.

To nie wszystko!
Kilka minut w namiocie Przystanku Jezus pozwala Wam na wykonanie prostych, acz efektownych sztuczek fotograficznych: ksiądz ziomal w czapeczce nawijający rapsy na freestyle’u? Pstryk.
#SWAG siostry zakonne w pozie who’s your daddy? Pstryk.

A na serio:
Osoby duchowne ewangelizujące na Woodstocku – robicie to dobrze! Gdybym kiedyś się nawróciła, to pójdę prosto do Was. Szanse są niewielkie, ale ten kto na mnie postawi gotówkę u bukmachera może wyjść z tego zakładu jako milioner!

przystanek jezus woodstock
przystanek jezus woodstock
przystanek jezus woodstock
przystanek jezus woodstock
przystanek jezus woodstock
przystanek jezus woodstock
przystanek jezus polandrock
przystanek jezus polandrock
przystanek jezus polandrock
przystanek jezus polandrock
przystanek jezus polandrock
przystanek jezus polandrock
przystanek jezus polandrock

Toi Story

Woodstock jaki jest, każdy widzi.

No nie jest tam zbyt czysto i co zrobisz? Nic nie zrobisz. Jak 100 tysięcy ludzi chce się napić piwa, to nie ma takiego kontenera na śmieci, który pomieściłby tyle puszek. Ani takiego toi toia, który odpowiedziałby na tyle potrzeb.

Plus: ten zapach. Kurzu, siana, szamba, niemytych ludzi. Czy nam przeszkadzał?
E, ja wiem? Podobno po 30 sekundach nos się przyzwyczaja do zapachów, to co dopiero po 5 latach?

Dobra wiadomość jest taka, że odrobina silnej woli, lekki dyskomfort (spokojnie, to tylko wzdęcia) i jak dobrze się człowiek postara, to nie będzie musiał korzystać z toi toia ANI RAZU. Pamiętajcie, lepszy skręt kiszek w domu niż toi toi na Woodstocku.

PS: Bardzo możliwe, że ludzie na Woodstocku kojarzą mnie jako tę dziwną laskę, która robi zdjęcia pod toi toiami.
W tym roku znudziło się już fotografowanie toi toiów i min ludzi, którzy chodzą od drzwi do drzwi i próbują znaleźć ten jedyny.

W tym roku mam to nagrane, hehe.

Swoją drogą, zamiast otwierać wioski EKO na wzgórzu ASP i organizować warsztaty z gotowania z resztek, to może warto by najpierw ograniczyć ilość plastikowych kubków od piwa, a do kaw mrożonych nie dawać słomek?

Zostawiam głównemu sponsorowi festiwalu i wystawcom w strefach gastro pod rozwagę. Wam też, Hare Kryszna.





Kojarzycie jak w czasie luźniejszych dni w pracy, krążycie cały czas między lodówką a ekspresem do kawy, żeby tylko popchnąć czas trochę do przodu?
To samo robiliśmy na Woodstocku w wielkim oczekiwaniu na koncerty, złotą godzinę i odrobinę chłodu.

Tu kolejka do Lidla – i pół godziny zleci.
Tam cappuccino.
Jeszcze dalej kawka mrożona.
I kolejka do HareGulaszu (9,50 zł w tym roku gdyby ktoś był ciekawy).
Na deser znów do Lidla.

Można ten czas spędzać pożyteczniej, w końcu po coś wymyślono warsztaty z wszystkiego i niczego na Woodstocku, ale jedyne zajęcia na jakie miałam siłę, to warsztaty z nieodwodnienia się na słońcu.

No to może chociaż wykłady na Akademii Sztuk Przepięknych? Wizytówka Woodstocku?
Z ręką na sercu – próbowałam. Dałam radę do momentu, w którym Jerzy Górski zaczął mówić, że narkotyki są złe. Poszłam się przejść, wróciłam po godzinie – a tam Jerzy Górski mówi, że narkotyki są złe.
W tym czasie zniknęło moje miejsce w cieniu (obok) #tutomasza, więc z całym szacunkiem do Anji Rubik, która była następna, nie byłam w stanie stać na słońcu i słuchać o braku edukacji seksualnej w Polsce – jednocześnie.

Na Woodstocku 2018 upał nie brał jeńców.





pole namiotowe na polandrock
pole namiotowe woodstock
pole namiotowe woodstock

W tym roku byłam o krok od wejścia do błota pod grzybkiem.

Dosłownie. Stałam nad samym brzegiem, a w wyobraźni obrywałam płatki ze stokrotki: wchodzić, nie wchodzić, wchodzić, nie wchodzić?

W taki upał trzeba bardzo dużo samokontroli, żeby się powstrzymać.

Nie weszłam.
Powstrzymał mnie obrazek z zeszłego Woodstocka, który noszę wyryty pod powiekami (cannot unsee).

Nie weszłam i żałuję. Lepiej wdepnąć i żałować, niż żałować, że się tego nie zrobiło.

Żartuję, tak naprawdę, to strasznie nie lubię tego uczucia, kiedy trzeba włożyć buty na zapiaszczone stopy. Gdybym miała klapki, waliłabym jak w dym, bo fotografowanie kąpieli w błocie z brzegu jest jak picie ciepłego piwa z puszki.

Panie boże, spraw żebym miała tyle samo silnej woli, gdy ktoś mnie częstuje sernikiem.













woodstock skok na bungee



Historyczny moment:

Po raz pierwszy, a jeździmy równolegle na Woodstock od początku, udało nam się spotkać z TU i TAM. Wymagało to wymiany wielu wiadomości o treści: gdzie jesteście / koło grzybka / to idę / jestem koło dźwigu / teraz koło sklepiku / nie widzę Cię

– ale oto mam dowód, że byli. Czyli jednak nie kupowali zdjęć ze stocka, tylko przywozili je z Woodstocka.

Zapytaj 100 osób, po co jadą na Woodstock, to osiemdziesiąt odpowie Ci:
na koncerty.

I tu mnie boli najbardziej.

Ostatnie dwa lata z rzędu wygrywałam szczęśliwe losy na loterii wykonawców (2016 – The Hives, 2017 – Mando Diao). W tym roku nie dość, że nie grał nikt dla mnie, to jeszcze nie było czasu posłuchać dla samego słuchania i potupać dla samego tupania.

Nie mam ani jednej anegdotki, ani jednego heheszka z Kasi Nosowskiej na scenie, ani razu nie znalazłam się pod sektorówką; nawet zdjęć zrobiłam mało.

Jedyne co mam, to materiał na video. Na 27. festiwalową edycję będzie gotowe. Słowo blogera.

koncerty Woodstock 2018





















Co dwie złote godziny to nie jedna

Właśnie dlatego tak cisnęłam, żebyśmy przyjechali na Woodstock w piątek po pracy, zamiast w sobotę rano. Żeby każda minuta nie musiała być na wagę złota.

Bo skłamałabym, gdybym powiedziała, że czekam na Woodstock cały rok. Nie, cały rok to ja czekam na złotą godzinę na Woodstocku.

Na moment, w którym kurz unoszący się w powietrzu i cementujący mi płuca, przemieni się w robiącą klimat mgiełkę. Moment, w którym każdy kadr wygląda epicko nawet jeśli nie jest epicki per se.

Wiecie, co to jest ironia losu?

Ironia losu to jest jak świeci najpiękniejsze słońce na świecie, a Ty już nie masz siły robić zdjęć, bo przez cały dzień chodziłeś z aparatem jak głupi, zamiast oszczędzać siły na wieczór. A potem o 22:00 jesteś w połowie drogi do domu.















– Zrobisz sobie ze mną zdjęcie?
– Zrobiłabym, ale mam zły obiektyw :(
– Dobra, nie chcesz, to nie…
– Ok, to chodź, pokażę Ci dlaczego!
– …


– Nieśmigielska, prosimy o słowo komentarza: co czujesz po tegorocznym Woodstocku?

– Niedosyt.

Gdzie są zdjęcia po zmroku? Gdzie najtłustsze kąski z pola namiotowego? Gdzie ambitny reportaż, którego zrealizowanie ślubowałam sobie rok temu? GDZIE MEGA HOT DOG?

A najgorzej, że to był prawdopodobnie nasz ostatni Woodstock na najbliższe lata.