Neapol: jak zjeść pizzę i mieć pizzę?

Neapol.

Dla jednych przykra konieczność. Città non grata. Przystanek pomiędzy lotniskiem Napoli Capodichino, a promem na Capri.
Dla innych fotograficzna ziemia obiecana.

Przysięgam, że nie wychowałam się w slumsach, nie wykarmiły mnie szczury i nie wiem, skąd we mnie to upodobanie do miast, które wyglądają, jakby chorowały na trąd.
Faktem jest, że na Capri prawdopodobnie zaczęłabym strzelać do ludzi z nudów, a Neapol pozostaje moim ulubionym miastem w Europie.

Haters gonna hate, bloggers gonna blog. Nieprzekonanych nie przekonam, a całą resztę zapraszam na kolejny spacer po Neapolu.

Przeczytaj poprzedni wpis, w którym rozprawiam się z mitami, w które obrosło to miasto. Hasztag mafia, syf, kiła, mogiła.

A pozostałe wpisy z Włoch znajdziecie tutaj. Polecam wszystko – a najbardziej Dolomity (Dynamity).

wschód słońca nad wezuwiuszem

Kiedy posty z gatunku byłam, widziałam, kogo to obchodzi przestają Ci wystarczyć, Twoje pomysły zaczynają niebezpiecznie krążyć po orbicie rzeczy, które musisz wiedzieć, zabytków które musisz zobaczyć, jedzenia, które musisz przedawkować.

11 rzeczy, które ukradł mi Neapol? (serce, żołądek, szacunek do Mediolanu)
Zbyt banalne.
11 powodów, dla których pokochałam Neapol i oddałabym nerkę, żeby tam wrócić?
Zbyt brutalne.

To może: podróże uczą. A jakby się zastanowić, to podróż do Neapolu nauczyła mnie w szkole życia więcej niż semestr archiwistyki na uniwersytecie: mowa jest srebrem, a krzyczenie złotem. Jak popieści, to skuter wszędzie się zmieści.

Nie chcę się chwalić, ale Pizzoznawstwo i Podstawy kultury przechodzenia przez ulicę ukończyłam z wyróżnieniem i otrzymałam stypendium Ministra Szkolnictwa Wyższego. Czas wypróbować swoje umiejętności w praktyce.

ulice neapolu
uliczki neapol
neapol ulice
neapol ulice

Podróże tuczą

Te do Włoch zwłaszcza.
Żeby zakosztować dolce vita w pełni i nie przytyć, należałoby codziennie biegać przynajmniej półmaraton. Czym jednak jest kilka kilo więcej po spożyciu kilku tysięcy kilokalorii dziennie wobec tego błogiego uczucia, które ogarnia Cię z pierwszym gryzem sfogiatelli?
Spodnie na gumce załatwią sprawę.

Są dwa powody, dla których nie zostanę weganką: ricotta i parmezan.
Czasami myślę, że być ustawionym do końca życia, to znaczy mieć w lodówce dożywotni zapas ricotty. Mogłabym jeść ricottę z chlebem. Czerstwym.

Dlatego Neapol = raj. Na primi: pasta z ricottą. Secondi: pizza z ricottą. Dolci: ciastka z ricottą (i skórką pomarańczową w cieście podobnym do filo. Przed państwem: sfogiatella).

Od pierwszego gryza una sfogiatella riccia wiedziałam: mogę się nią żywić do końca życia, a resztę witamin i minerałów po prostu przyjmować w tabletkach.
Zapamiętajcie te słowa: w dialekcie neapolitańskim “sezamie otwórz się” brzmi “una riccia, per favore”.

Wiem, że każdy bloger podróżniczy zachowuje się jakby pozjadał (hehe) wszystkie rozumy, nakazując i zakazując rzeczy w miejscach, przez które przeleciał jak błyskawica, ale sfogiatella to naprawdę must-eat (ceve mangiare) w Neapolu.
W odróżnieniu od baby – to ciastko smakuje jak niewyżęta gąbka użyta do wytarcia podłogi, na którą wylało się coś bardzo, bardzo słodkiego.

Z cukierni neapolitańskich poleca się Scaturchio | Piazza S. Domenico Maggiore 19, niedaleko kaplicy San Severe | ale sfogiatellę dostaniecie wszędzie – i wszędzie będzie pyszna!

sfogiatella riccia neapol

Żeby poczuć się jak król, trzeba najpierw poczuć się jak śmieć

Królem życia zostajesz wtedy, gdy kelner wywołuje Twoje imię (Tomasso, due!) i wchodzisz cały na biało do zatłoczonej pizzerii. Wtedy w niepamięć puszczasz długie minuty stania, czekania i udawania że nie widzisz, jak pod Twoim nosem – ale za szybą – jakaś parka konsumuje najlepszą pizzę swojego życia. Specjalnie jedzą tak wolno!

W Neapolu znajduje się największe na świecie zagłębie najlepszych pizzerii na świecie. Komu gwiazdkę Michelin, ten staje w kolejce pod L’Antica Pizzeria da Michele.

Jako wolontariusze w programie Pizza+ testowaliśmy codziennie. Bywało, że 2 razy dziennie.
Zwycięzca był tylko jeden, dla wykluczenia pomyłki skonsumowany 3 razy: pizza ripiena (z ricottą, duh) w Concettina ai Tre Santi.

Staliśmy też w kolejce do Gino Sorbillo. Od zajęcia pozycji w ogonku do wytoczenia się z lokalu minęły równo dwie godziny. Zawsze do stania w kolejkach do jedzenia podchodzę pukając się z daleka w czoło, bo jeśli okaże się, że miejsce jest znane tylko z tego, że jest znane, to tych godzin czekania nikt nam nie zwróci. Do dzisiaj piszę scenariusze, co mogłabym ciekawego zrobić ostatniego dnia w Nowym Jorku, gdybym nie spędziła ranka na czekaniu na słynne pancakes.

Na szczęście pizza w Gino Sorbillo okazała się być znana w pierwszej kolejności z dobrej pizzy, a dopiero potem z szefa, który lansuje się we włoskiej telewizji w fartuchu Master Chefa i walczy z mafią.

Było warto. – Tomasz Adamski
Potwierdzam. – Elżbieta Nieśmigielska

W Neapolu dzień bez pizzy się nie liczy. Jak raz zamiast pizzy na obiad zjedliśmy owoce morza, to Tomek się skarżył, że mu niedobrze. Myślę, że to wszystko w jego głowie.
Ja tam polecam Pescheria Azurra.

Concettina Ai Tre Santi | Via Arena della Sanità 7B | czynne codziennie 10:30-23:30, w niedzielę 12:00-16:00
Pizzeria Gino Sorbillo | Via dei Tribunali 32 | nieczynne w niedzielę
L’Antica Pizzeria da Michele | Via Cesare Sersale 1 | nieczynne w niedzielę
Pizzeria Oliva da Carla e Salvatore | Via Sanità 11/12 | codziennie 12:00–16:00, 18:30–00:00
Pizzeria Starita | Via Materdei 27/28 | nieczynne w poniedziałek

Pescheria Azurra | Via Portamedina 5 | poniedziałki nieczynne | Uwaga, kolejki!

pizza concettina tre santi
gino sorbillo neapol
pizzeria gino sorbillo neapol
pizza w neapolu






owoce morze neapol

Warto wejść w każde podwórko…

Tą zasadą kieruję się zawsze – nieważne czy w Wałbrzychu czy w Neapolu. Ale przyznam, że tylko w Neapolu udało mi się trafić na konsekrację podwórkowej kapliczki.
I pomyśleć, że przechodziłam tam dzień wcześniej, kiedy jeszcze kapliczka była na etapie tynkowania i nie poznałam, co tam się będzie (wink wink) święcić.

W Neapolu nigdy nie wiesz, co Cię czeka po przekroczeniu bramy: tajemniczy ogród? Sklep z torebkami? Pies, który czuwa w oknie? XVII-wieczny palazzo ozdobiony freskami? Wszystko naraz?

neapol sanita





… bo może się okazać, że trafiłeś na osiedlową imprezę.

Inna wersja tej reguły: idź tam, gdzie słyszysz saksofon. Niech muzyka Cię prowadzi.

Ostatniego wieczoru stanęliśmy przed wyborem, którego nie życzę nawet najgorszemu wrogowi: zjeść po raz ostatni najlepszą pizzę w życiu, czy zostać i być świadkiem bardzo lokalnej uroczystości? Kapliczka podwórkowa sama się nie poświęci.
Na szczęście udało mi się zjeść pizzę i mieć pizzę.

Czy jest na sali Neapolitańczyk, który odpowiedziałby mi na palące pytania? Część rzeczy jest dla mnie czytelna (rozumiem motyw “wprowadzania” figury Maryi do kapliczki i odprowadzania jej z powrotem do kościoła), ale reszta jest zagadką. Oto lista pytań:

Czym się zajmuje Associazione M.S.S.DelľArco?
Dlaczego ze sztandarami szły tylko dzieci i młodzież?
Co znaczyło kilkukrotne podchodzenie do i wycofywanie się spod ołtarza?
O co chodziło z tym pochylaniem sztandarów (patrz zdjęcia)?
Czy imprezę sponsorowała mafia?

Wiem, że dużo zdjęć, ale jak często zdarza Wam się oglądać na blogach podróżniczych coś podobnego? Sorry not sorry!
























Auto rzecz nabyta

Najważniejsza lekcja. Jeśli mielibyście zapamiętać jedną rzecz – zapamiętajcie właśnie tę. Tomasz, do Ciebie mówię.

Żebyście widzieli Tomasza po tym, jak zarysowałam pierwszy raz nasze auto. Miałam prawo jazy miesiąc, a jego reakcji bałam się bardziej niż tego, co powie tata po tym, jak pobiłam koleżankę klockiem w przedszkolu.
Na co dzień spokojniejszy niż doktor Jekyll – wtedy: straszniejszy niż Mr Hyde.

Myślałby kto, że jeździmy Audi A5 rocznik 2017. Blisko, ale nie.
Jeździmy Hondą Jazz rocznik 2005.

Otóż, gdyby Tomasz z urodzenia był Neapolitańczykiem, nie zwróciłby uwagi nawet gdybym wyłamała oba lusterka i wróciła do domu bez zderzaka.

Auto to auto. Służy do jeżdżenia i manewrowania między skuterami i pieszymi.
Przewróciło się, niech leży.

Natomiast bezdyskusyjnie Tomaszowi należą się gratulacje za przejechanie całego miasta wzdłuż i wszerz. Kto chociaż raz próbował się odnaleźć w giungla napoletana, ten wie.
Czy nawyki Tomka przeniosą się na polskie ulice? Inaczej: czy polskie ulice są gotowe na włoskie nawyki Tomasza?

Krótki poradnik jak przeżyć, jak jeździć autem po Neapolu:
a) żadnych gwałtownych ruchów
b) umiesz liczyć? Licz, że Cię ominą
c) fake it ‘till you make it. Odrobina pewności siebie, nawet jeśli udawanej, nie zaszkodzi.



parkowanie w neapolu


Są takie chwile, kiedy życie to gra.
W tetris.

Tylko, że to Ty jesteś tym długim wąskim klockiem i próbujesz się wpasować między auta i skutery.
Przechodzenie na pasach w swag napoli style sprawiało mi dużą frajdę. Gorzej kiedy player = driver, co potwierdzi Tomasz. Gdyby za każde jego japierdolę zza kierownicy ktoś płacił mu 1 euro… zarabiałby więcej niż programista w Polsce.

Dla kogo Neapol z całą pewnością nie jest? Dla rowerzystów.
Przez tydzień naliczyliśmy dokładnie 34 rowery w ruchu, czyli mniej więcej tyle, ile Tesli na norweskich drogach w trzy dni.
Z czego połowa na jedynej ścieżce rowerowej w mieście.
Niewykluczone, że dziecko wychowane w Neapolu na widok roweru pyta dziadka: co to? Gdzie ten skuter ma silnik?


Z wulkanem w tle wszystko wygląda lepiej

Dopóki nie wybucha, jest ok.

Miasto, którego panorama składa się z wieżowców w dzielnicy biznesowej i wulkanu > inne miasta.
Zawsze przyznaję dodatkowe punkty za charakterystyczny punkt górujący nad miastem, ale jeśli wiesz, że ta góra to nie jest tylko góra, tylko potencjalnie śmiercionośny wulkan – do dodatkowych punktów dodaję jeszcze odsetki od szacunku.

Nie, nie byliśmy na Wezuwiuszu.
Bardzo skrupulatne śledztwo w google images i blogosferze podróżniczej wykazało, że widok na Wezuwiusz jest lepszy niż widok z Wezuwiusza. Wyjątek może zachodzić o zachodzie słońca, lecz cóż z tego, skoro wulkan dla zwiedzających jest czynny od-do.

Od czego jednak jest taras na dachu naszego mieszkania?

Kilka razy dziennie robiłam kontrolę przez okno w kuchni, żeby w razie czego wyskoczyć uzbrojona po zęby z aparatem i strzelać foteczki.
Stąd znam 50 twarzy Wezuwiusza: nachmurzony. Promienny. Nieobecny. Niewzruszony. Wzruszający.

wezuwiusz neapol
wezuwiusz neapol
wezuwiusz neapol
wezuwiusz neapol
wezuwiusz neapol
wezuwiusz neapol
wezuwiusz neapol
wezuwiusz neapol
wezuwiusz neapol

Nie zawsze warto być hipsterem.
I rezygnować ze zwiedzania głównych zabytków, bo są zbyt mainstreamowe.

Do tej pory na pytanie: jak smakuje szczęście?
Moja pierwsza odpowiedź brzmi: jak cornetto z nadzieniem pistacjowym jedzony na schodach kościoła San Francesco di Paoli.

Tak jak nikomu w Poznaniu nie polecę Starego Rynku i Koziołków, tak przyznaję, że Piazza del Plebiscito i Palazzo Reale w Neapolu warto zobaczyć, zwłaszcza jeśli do tej pory porównanie mieliście z zamkiem w Książu albo w Kórniku. Krążące po sieci rewelacje o marmurowej klatce schodowej nie były przesadzone.

Zawsze się zastanawiam: co ci królowie, baronowie, dożowie by sobie pomyśleli widząc, że w XXI wieku każdy człowiek z ulicy może wejść na ich marmury, a w miejscu schowka na miotły jest teraz toaleta dla niepełnosprawnych.

Mniej zachwycona byłam Muzeum Archeologicznym (zwabiły mnie mozaiki z Herkulanum), ale to moja wina, że odkąd skończyłam studia (historia), straciłam zainteresowanie przedmiotami wyciągniętymi z ziemi – innymi niż rzodkiewki z działki moich teściów.

 Castel Nuovo neapol




piazza plebiscito neapol
palazzo realne neapol klatka schodowa


palazzo reale neapol
palazzo reale neapol



muzeum archeologiczne w neapolu
muzeum archeologiczne w neapolu
muzeum archeologiczne w neapolu

Kelner i barista to najważniejsze osoby w Twoim życiu
To jest, na czas pobytu w Neapolu. Potem na pierwsze miejsce wraca żona.

Barista – bo od niego zależy, czy poczujesz się w Neapolu jak intruz czy gość.
Podam przykład: pierwszy raz w kawiarni koło domu gorącą kawę dostałam po dosyć chłodnym przywitaniu.
Drugi (trzeci, czwarty, piąty) raz w kawiarni koło domu – i zupełnie inna rozmowa, mimo że ani ja nie mówiłam po włosku, ani barista po angielsku.

Praktyczny poradnik zamawiania kawy we Włoszech:
1. Zamawiasz u baristy
2. Pijesz kawę przy barze
3. Płacisz w kasie i spadasz, to nie Wiedeń żeby się rozsiadać!

A kelner? Bo od niego zależy, czy i kiedy zjesz obiad.

Miejsce przy stoliku w porze lunchowej w Neapolu to nie jest taka oczywista sprawa.
Tu nie działa zasada: jest kolejka, więc stanę sobie na końcu. To świetny sposób, ale żeby umrzeć z głodu.
W Neapolu należy zameldować się u kelnera przy wejściu: podać imię i liczbę głodnych osób, a następnie pójść na spacer (pobudza trawienie) i wrócić o wskazanej porze.

Cierpliwość jest cnotą, ale dopiero po tym jak zapiszesz się na listę po wolny stolik.
To trochę jak gra. Giovanni – quatro; Ana Maria – cinque. Kiedy usłyszysz Tomasso – due, możesz krzyknąć bingo!

Zdjęcia bez związku z tematem, za to dla przyciągnięcia uwagi.





neapol zachod słońca

Żadne miasto nie jest jednowymiarowe.

Tak jak w Marrakeszu nie wszyscy mieszkają w Medynie i używają osiołków do transportu, tak nie każdy Neapolitańczyk mieszka na 5-tym piętrze kamienicy bez windy i używa wiaderek na sznurku do wnoszenia zakupów do domu.

(Ale założę się o 10 euro, że każdy Neapolitańczyk ma skuter.)

Jeśli tylko starcza mi czasu, zawsze staram się oddać pełną sprawiedliwość miastu, które zwiedzam – i chociaż na chwilę oddalić się poza ścisłe centrum. Tam gdzie stoją bloki, ulice mają dwa pasy, a turysta pojawia się rzadziej niż kwitnie kwiat paproci.

Nie, zazwyczaj nie jest tam fajniej według standardów turystycznych (wyjątek: Kijów).
Ale nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek żałowała.

I o tym będzie w następnym odcinku z Neapolu. Kto normalny w mieście pełnym pereł baroku zwiedza dzielnicę biznesową? No… my.
Ci vediamo!

neapol panorama