Nowy Jork: do dwóch razy sztuka. Czy warto jechać po raz drugi?

Pozostałe posty z USA znajdziecie TUTAJ.


Czy warto jechać do Nowego Jorku?

No raczej, jeśli ostatnich 30 lat nie spędziłeś pod kamieniem i obejrzałeś w życiu przynajmniej jedną amerykańską produkcję.
Wiesz, dlaczego Chandler > Ross i co dają na śniadanie u Tiffany’ego (croissanta i brylanty)?
Jeśli tak, pierwszy raz w Nowym Jorku nie ma prawa nie zrobić na Tobie wrażenia.

Prawdziwe pytanie brzmi: czy warto jechać do Nowego Jorku po raz drugi?

Czy jesteś gotowy stawić czoła epickim wspomnieniom napisanym przez młodszą, bardziej naiwną wersją siebie w starciu z zaktualizowaną, bardziej zgentryfikowaną wersją Nowego Jorku?

Czy Wielkie Jabłko jest robaczywe?
Czy to my się zmieniliśmy szybciej niż ustawa przewidziała?
Nieoczekiwanie podróż do Nowego Jorku stała się podróżą w głąb siebie.

Tak melancholijnych zdjęć z NYC jeszcze nie widzieliście. Nawet w ostatnim odcinku Przyjaciół.

nowy jork czy warto jechać










It’s official: weszliśmy w wiek średni podróżowania.

Nie łapiesz już zachłannie każdej promki na bilety? Nie zależy Ci, żeby lecieć dokądkolwiek, byle za granicę? Zgromadziłeś tak pokaźny kapitał wspomnień, że z przyjemnością przedłożysz gdzie nad za ile? To znaczy, że awansowałeś ze stanowiska junior travel executive. Witaj w klubie seniorów.

Dorosłość podróżnicza oznacza, że:
– wolisz wino od piwa
– płaczesz i płacisz pełną cenę biletów wstępu
– możesz legalnie dilować z czymś, co wcześniej było nie do wyobrażenia. Z powrotami.

Scenariusz powrotów może rozegrać się na dwa sposoby:
a) dorówna
b) nie dorówna.
A musicie wiedzieć, że nie ma bardziej wygórowanych oczekiwań niż te, kiedy po pierwszym razie wracasz zakochany.

Ja w 2014: po co lecieć gdzieś, gdzie już byłam, skoro świat jest taki wielki, ja taka malutka, a życie takie krótkie?
Ja w 2018: na każdą wzmiankę o Nowym Jorku w mediach czułam w brzuchu nie tyle motyle, ile ćmy-mutanty. Moim największym problemem pierwszego świata było: tak dawno nie byłam w Nowym Jorku, tak bardzo chcę tam wrócić.

Kto chce, szuka sposobów. Polecam sposób na: road trip w Ameryce. Wariant z trzydniową przesiadką w Nowym Jorku w drodze na zachodnie wybrzeże.

Co się zmieniło się bardziej: my czy miasto?

Na pierwszy rzut oka, nie zmieniło się nic. Nowy Jork to Nowy Jork, tutaj każdy spacer = uczucie, jakbyś statystował w filmie.

Dopiero po chwili wzrok się przyzwyczaja i zaczynasz widzieć napisy po hiszpańsku w miejscach publicznych, łączyć się z wifi na każdej stacji (ludzie już nie muszą grać w Candy Crush Saga, a jednak dalej to robią), a ceny jakby mocniej uderzają po kieszeni.
Za mało Włoch znajdujesz w Little Italy. Za dużo śmieci w Chinatown.
Już nie można wejść za dolara na taras na dachu The Met. Tu już nic nie można za dolara, nawet grajkowi ulicznemu do czapki wrzucić.












chinatown nowy jork

Nowy Jork oswojony

Znacie to uczucie, kiedy odwiedzacie po latach dawne kąty i murek wysoki na 3 szwy na kolanie okazuje się być wysoki na 30 cm?

Mieliśmy to samo.

Pamiętam ten dzień, kiedy po raz pierwszy wyszliśmy z metra na Wall Street. Pamiętam zadzieranie głowy do góry, kręcenie nią w niedowierzaniu: to naprawdę ludzie ludziom zbudowali takie wieżowce? I to nie wczoraj, tylko sto lat temu?

Typowy pierwszy raz w Ameryce. Wszystko wydaje się większe.

Czy to ja urosłam w międzyczasie, czy to Nowy Jork nabrał bardziej ludzkich proporcji?

Wiadomo, dziewczyny są emocjonalne, rządzą nimi hormony, jadą na oparach farb do włosów, nie można im wierzyć. Zasięgnęłam więc opinii niezależnego eksperta – przed Państwem Tomasz Adamski, specjalista ds. trzeźwego umysłu.

Q: Panie #tutomaszu, jaki był dla Pana Nowy Jork, widziany po raz drugi?
A: Nie taki spektakularny.

To, o czym ja piszę w 12 tysiącach znaków, Tomasz ujął w jednym zdaniu. Jak jest taki mądry, to może mnie zastąpi?

Pamiętam ten dzień, kiedy po raz drugi wyszliśmy z metra na Wall Street. Pamiętam zadzieranie głowy do góry, kręcenie nią w niedowierzaniu: to mi się naprawdę wydawało takie wielkie?

W Brooklyn Bridge Park miałam wrażenie, że ktoś przerzedził skyline Dolnego Manhattanu, tak jak się wyrywa chwasty. Patrzyłam na najbardziej charakterystyczny widok na świecie i zupełnie go nie poznawałam. Może gdyby mgła nie zakryła jego najbardziej charakterystycznych elementów, byłoby mi łatwiej.
A może król jest nagi, jeśli się mu wystarczająco długo przyglądać?

wall street nowy jork











Nowy Jork, takie same zdjęcia?

Przed wyjazdem do Nowego Jorku wyszłam z dwóch założeń:
1. Zdjęcia z 2014 roku ssą.
2. W 2018 zrobię o wiele lepsze.

Oba okazały się błędne.

Ani stare zdjęcia nie są takie tragiczne (tragiczny jest niekiedy sposób obróbki i prezentacji na blogu, hehe), ani te nowe nie przyniosą mi złotego deszczu nagród.

Nie spodziewałam się, że fotograficzne powroty będą tak bardzo pod górkę: jak oczyścić umysł ze starych klatek? Jak żyć, jak nie powielać starych kadrów, tylko w lepszej jakości, bo i sprzęt lepszy?

Fotografie z Nowego Jorku są dla mnie papierkiem lakmusowym postępu. Powiedziałam: sprawdzam i… może nie mam fula, ale trójkę już tak.

Moje zdjęcia są mniej instagramowe niż kiedyś (gdyby tylko IG 4 lata temu był tak popularny…). Ale są też dojrzalsze, bardziej symboliczne, dłużej wyczekane. A serduszka na instagramie i tak zostawiają Wam boty.

nowy jork manhattan






times square now jork

Pogoda dla bogaczy (a biednemu deszcz?)

Nie wierzę, przylecieliśmy do Nowego Jorku a on pada?

Generalnie na pogodę mieliśmy super promkę: wystarczy, że wyjdziesz z domu, a deszcz i mgłę otrzymasz gratis!

Jestem prawie pewna, że ten wpis wyglądałby o 180 stopni inaczej, gdyby tylko każdego dnia pogoda nie powodowała myśli samobójczych.

Poprzednim razem pogoda była truskawką na torcie wyjazdu; do pełni szczęścia brakowało nam tylko tęczy i przejażdżki na jednorożcu, ale zadowoliliśmy się też książkowymi zachodami słońca.
W tym roku pogoda była wiatrem w oczy, piaskiem w trybach, mgłą zasłaniającą widok z tarasu widokowego wart $30 od osoby. Dla zachowania zdrowia psychicznego wyparłam ze świadomości takie zjawisko jak zachód słońca. Codziennie było najpierw długo szaro, a potem powoli robiło się ciemno.

Trudno o wysokie morale, kiedy chmury nisko.

Najlepszy widok na Manhattan mieliśmy z terminala odlotów na lotnisku JFK w dniu wylotu. Smutne? Tak. Prawdziwe? Bardzo.

one world trade center nowy jork
one world trade center nowy jork
one world trade center nowy jork
world trade center widok
empire state building nowy jork
prom na governors island nowy jork




Przerwa na reklamę

Wyobrażacie sobie tę dumę, kiedy wypełniając dokumenty na na lotnisku w rubryce “residency” podajesz adres zaczynający się na Central Park West, New York, NY 10023, USA?

Wyobrażacie sobie nie tylko mieszkanie z widokiem na Central Park, ale nawet branie prysznica z widokiem na Central Park (pełna symbioza – robotnicy w Central Parku pracowali z widokiem na mnie)?

Ja już tak. Nowy Jork byłby jeszcze droższy (i uboższy w doświadczenia), gdyby nie Monika (i Volodia), na których ręce składamy wielkie, wielkie dzięki.

Jeśli myślicie, że oszczędność na noclegu, to najmilsze, co mogło nas spotkać, to powinniście poznać Monikę. Jeśli marzy Wam się romantyczna sesja w Central Parku, to też powinniście poznać Monikę.

Czego los poskąpił nam w pogodzie, wynagrodził w towarzystwie.



nowy jork z williamsburga

Nowy Jork tanio skóry nie sprzeda

Przyjrzyjcie się dobrze. To jest bajgiel za 60 zł.

russ&daughters bagel new york

Oczywiście, nikt nie przystawił mi pistoletu do głowy i nie kazał mi zjeść, ale jeśli:
– coś jest z polecenia
– idziesz po to z buta 20 minut
– jesteś głodny
– aby się dostać do środka musisz przejść przez security w Muzeum Żydowskim w Nowym Jorku i zjechać windą w dół
– w kawiarni nie ma nikogo poza Tobą i ekspedientką, która pyta, co podać
– masz problemy z mówieniem “nie”

to za bajgla z serkiem kremowym i łososiem zapłacisz nawet 10x tyle.

Dla mnie ten bajgiel jest symbolem galopującej drożyzny w Nowym Jorku.

Wiem, co myślicie: chcesz zaoszczędzić, jedź do Nowego Tomyśla, nie do Nowego Jorku.
Ale jeśli bajgiel za 16 dolarów nie jest przesadą, to ja nie wiem, co nią jest.
Może croissant za $9 albo pancakes za $16?

To nie koszmar hipstera. To nowojorska rzeczywistość. +TAX.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy nie płacisz za jakość, a za nowojorskość. Zapłaciłabym 60 zł za bajgla życia, ale nie za bajgla 7/10.

Pamiętaj, że do ceny musisz doliczyć: podatek i napiwek.

Napiwek to w ogóle pierwsza rzecz, która łączy w bólu Europejczyków na amerykańskiej ziemi. Jeśli wejdziesz między wrony, musisz dawać 20% jak i one. Raz daliśmy 10% w naprawdę drogiej restauracji i do dzisiaj nie wiem, czy na pożegnanie usłyszeliśmy thank you czy fuck you.

W Nowym Jorku tip nie działa na zasadzie: za super obsługę. Nie, tip tu się należy za trzaśnięcie drzwiami i wszystkim bez wyjątku, łącznie ze świątecznym bonusem dla portiera w budynku, w którym mieszkasz.
Jak kliknęłam opcję no tip w Starbucksie, to czekałam długo na kawę. Przypadek?

Jestem chujem i napiwki daję w trzech sytuacjach: albo pod presją (bo wszyscy dają i głupio się wyłamać), albo kiedy kontakt z kelnerem był przyjemnością, albo my byliśmy wyjątkowo kłopotliwymi klientami, którym trzeba było tłumaczyć, doradzić, kasować zamówienie i nabijać je od nowa.

W innym razie niestety.

Pst, wiecie, że dając napiwek zachęcacie pracodawców, żeby płacili pracownikom mniej? Poza tym pracowałam kilka lat w obsłudze klienta – różnica polegała na tym, że zamiast wydawać jedzenie, wydawałam papiery. I moja pensja wynosiła 1700 zł. I nie mogłam sobie wystawić słoiczka na tipy, chociaż użeranie się z ludźmi to był mój chleb powszedni. Przyznaję, mam ból dupy z tego powodu.

Kogo na to stać? Czy wszyscy mieszkańcy Nowego Jorku to rekiny finansjery, dziedzice żydowskiej fortuny i programiści – na raz?

supermoon bakehouse croissant
chelsea market nowy jork

Nowy Jork zjada swój ogon

Przez ostatnie 4 lata z niejednego pieca pizzę jadłam. 4 lata i 14 pizz w Neapolu później i nie jesteś w stanie odróżnić, czy zmienił się pizzaiolo w Grimaldi’s, czy to Tobie się w dupie poprzewracało.

Dotąd na pytanie: co było najlepsze w Waszym pobycie w Nowym Jorku? i ja i Tomasz niezależnie od siebie odpowiadaliśmy: JEDZENIE. Co tam zachód słońca z Top of The Rock, skoro jest pizza?
Stosunek kulinarnych zachwytów do kulinarnych fakapów wynosił 60:2 (te dwa to lody z Big Gay Ice Cream i kanapka z homarem w Red Hook).

W tym roku częściej niż rzadziej najadaliśmy się na smutno.


Z uniesień
pozostało mi uniesienie brwi,
ze wzruszeń
– wzruszenie ramion.

– Smakuje Ci?
– No dobre, nawet bardzo
tak 7,5/10
ale dupy jakby nie urywa.

A wysoka cena nie sprawia,
że danie jest łatwiejsze do przełknięcia.

W 100% zgadzam się z Adamant Wanderer, która w NYC zjadła milion kalorii, więc wie, co mówi:
gastro na całym świecie poszła do przodu, tylko w Nowym Jorku zaczęli podnosić ceny, a nie zaczęli podnosić jakości.

Nie przypominam sobie, żebym w tym roku zjadła coś 11/10. Pamiętam za to bardzo wyraźnie pączki nadziewane rozczarowaniem i pizze nie dorastające do pięt oczekiwaniom.
Prawie do nieba wzięła mnie kanapka od Eisenberga (Einsenberg’s Sandwich Shop, 174 5th Ave), ale nie wiąże się z jej smakiem żadna tajemnica szefa kuchni. Ich Reuben był taki dobry, bo był taki tłusty.

Cholesterol = szczęście. Trend, który nigdy nie minie.

Einsenberg’s Sandwich Shop nowy jork

Nowy Jork, oldskulowe lody

Kto by pomyślał, że bardziej wymyślne smaki lodów znajdę na rynku w Lublinie niż w Nowym Jorku?

Fenomen, którego nie pojmuję rozumem. Europa oszalała na punkcie lodów rzemieślniczych: ricotta z pieprzem czy tajska bazylia z cytryną dla ochłody to nie standard. To minimum.
Tymczasem Nowy Jork zatrzymał się na poziomie lodów z automatu (o smaku matcha latte, z posypką z jednorożca).

Smaczne to, ale po pępku świata, spodziewałbyś się czegoś jakby więcej. Lodów o smaku piątkowego wieczoru w nowojorskim metrze, albo premiery drugiego sezonu na Netflixie.

Bezkonkurencyjny (dosłownie…) okazał się Ice&Vice na Lower East Side (221 East Broadway). Wędzona ciemna czekolada? Biały sezam z pieczonym makiem? Amaretto Sour?

Pyszne, ale nie wystarczy, żeby kupić bilety za ocean. Lodożercy, lepiej zostańcie w kraju. Może za 10 lat Ameryka nas dogoni.





Nieźle Was nastraszyłam, co?

Pewnie ci, którzy mieli umówione wizyty w ambasadzie po wizę, właśnie odwołują urlopy, a ci, którzy mieli wykupione bilety do Stanów, właśnie wystawiają je na OLX.

Tak, Nowy Jork jest głośny, brudny i zatłoczony. Jest pełen turystów, takich jak Ty. Jest koszmarnie drogi i najgorzej, że cena nie zawsze przekłada się na jakość.

Ale to zawsze będzie Nowy Jork, ten z filmów, książek i seriali (z wyjątkiem tych, które udawały Nowy Jork, a które kręcono w Toronto. Pozdrowienia dla fanów Suits!)

Spokojnie jak na wojnie, nie pozwól, żeby Nieśmigielska odebrała Ci radość z wizyty w Nowym Jorku.
Na początku na pewno zrobisz WOW, OMG, WTF, CTO i RSS. Ja po prostu Ci zazdroszczę, że dzień, w którym po raz pierwszy wyjdziesz z metra na Wall Street masz ciągle przed sobą.

A o drugie wrażenie pomartwisz się później.


brooklyn bridge
nowy jork nocą