Zorza polarna w Norwegii. Ona tu jest i tańczy dla mnie.

Co ma Australia do zorzy polarnej w Norwegii? Wszystko. Ale mogło z tego nie wyjść nic.

No bo co może zrobić człowiek, który za chwilę zrobi osobisty Brexit i pomacha Europie biało-czerwoną chusteczką na pożegnanie?
Tylko jedno: odejść z pracy miesiąc wcześniej, żeby nadrobić wieloletnie zaniedbania na własnym podwórku. Gdyby istniały wycieczki Europa Express: 45 państw w 30 dni, właśnie byśmy z takiej wracali.

Ze wszystkich niezakończonych eurospraw, najbardziej paliła nas kwestia porządnej zorzy polarnej – bo nieporządne widzieliśmy dwie. Chorowite, niewyraźne, poruszające się z wyraźną trudnością. Nie o taką zorzę walczyliśmy. Nie z takim (bladym) wspomnieniem chcemy wyjeżdżać.

Dlatego człowiek, który za chwilę pomacha Europie chusteczką na pożegnanie, kupił dwa bilety na trasie: Gdańsk-Tromsø. Jak kraść, to miliony. Jak oglądać zorzę, to zza koła podbiegunowego. Tam, gdzie wystarczy, że słońcu się lekko odbije, żeby ludzie na ziemi skakali z zachwytu.

zorza polarna norwegia
renifer norwegia
norwegia tromso

Najpierw trzęsienie ziemi, potem napięcie rośnie

Jestem osobą, która czegoś nie zrobi, dopóki _naprawdę_ nie musi.
Nie mogę znaleźć dowodu, a wylatuję dzisiaj do Norwegii? No worries, wezmę paszport, a dowodu poszukam jak wrócę. Albo i nie, przecież mam paszport.

Tak właśnie otrzymałam nominację do nagrody w kategorii: fakap roku.

Mieliście kiedyś sen, w którym jedziecie windą, ale ona nie zatrzymuje się na ostatnim piętrze tylko jedzie dalej? Ja już wiem, jak to jest, ale w realu. Zamiast wsiąść do windy, weszłam na lotnisko w Gdańsku.

Miałam wziąć paszport, wzięłam paszport. Szkoda tylko, że nie swój. Patrzę, jak z pierwszej strony uśmiecha się Tomasz Adamski i bardzo powoli zaczynam rozumieć, co się stało. I co się zaraz stanie, niech no tylko Tomek przyjdzie z parkingu.
Żegnaj zorzo. Witaj zjebko tysiąclecia.

Pomyślałam, że najpierw (czysto formalnie i bez większych nadziei) pogrzebię trochę w plecaku, a dopiero potem się załamię do reszty – za to z czystym sumieniem, że zrobiłam wszystko co mogłam i przeszukałam wszystko co miałam.
Zdarza Wam się przechytrzyć samych siebie, schować coś, żeby tego nie zgubić i potem o tym zapomnieć? Mi się zdarzyło właśnie wtedy (razem z dowodem znalazłam też zgubione prawo jazdy…).

Bursztynowy Fakap w tym roku przypadnie komuś innemu.

Ulga, co? To teraz wyobraźcie sobie, że znaleziony dowód wsadził nas do samolotu, który nie wylądował za pierwszym podejściem.

Mam nadzieję, że już nigdy czegoś podobnego nie przeżyję. Już-już składałam usta w dziubek, żeby skomentować ale przyjebał/nawet nie przyjebał – ale nie zdążyłam skomentować niczego, bo pilot zamiast wylądować, odpalił silniki i zaczął się wznosić.

Heheszki zamarły mi na ustach. Wiecie, kto jeszcze próbował odlecieć na drugi krąg i nie zdążył?

Po wylądowaniu (ale przyjebał) pracownik wypożyczalni nas ostrzegł, że jest bardzo ślisko na drogach i trzeba uważać. Chwilę później na parkingu pod lotniskiem, Tomasz upada po raz pierwszy.

Jeszcze nigdy żaden wyjazd nie zapowiadał się tak rozrywkowo. Przygoda!




okolice tromso norwegia

W nocy polarnej nie wszystkie koty są czarne

Jeśli w listopadowej Polsce po 16:00 tracę chęć do życia, to jak źle musi być w grudniu na 69° szerokości geograficznej? Czy lecąc bez statywu narażałam się publiczne pośmiewisko? Czy miejsce słoika z gołąbkami w bagażu powinien zająć zestaw do światłoterapii?

Odpowiedzi brzmią:
a) wcale
b) nie
c) nigdy w życiu, wiecie ile kosztuje obiad na mieście w Norwegii?

Noc polarna w Tromsø na początku grudnia nie taka ciemna, jak ją malują.
Noc polarna w Tromsø była jasna jak w dzień. Jak rozciągnięta w czasie niebieska godzina przeplatana różowymi chmurkami.

W walce wyobrażenia vs rzeczywistość, rzeczywistość chociaż raz wygrała.




noc polarna na polnocy norwegii



senja norwegia

Harmonogram dnia za kołem podbiegunowym (1-4 grudnia):

8:00 – wyłaniają się zarysy otoczenia
9:00 – jest zupełnie jasno
11:00 – następuje najbardziej różowe niebo
od 12:00 – spadek natężenia światła
14:00 – pora na dobranoc. Rybka idzie spać. A my zaczynamy drugą zmianę jako bywalcy sauny i myśliwi na zorzę.

Przy czym proporcje między dniem a nocą zmieniały się dynamicznie i czuliśmy różnicę nawet między poniedziałkiem a środą. Podejrzewam, że okolice przesilenia zimowego mogą być nie do zniesienia, ale wszystkim, którzy chcieliby polecieć do Norwegii w listopadzie (grudniu lub styczniu), ale boją się, że jeśli nie trafią na światła aurory, to już w ogóle nic nie rozświetli mroku ich krótkiej polarnej egzystencji, powiem jedno:

nie lękajcie się.

Wolę 5 zimowych godzin niż 24 letnie. Byłam latem na Lofotach, to wiem.

Pst, chcesz poczytać więcej o północnej Norwegii?
Tu znajdziesz opisy szlaków na Lofotach (wraz z ocenami komisji), a tu piszę o wyspach Vesterålen i oglądaniu wielorybów, którym całą sławę skradły orki.

tromso blue hour
noc polarna
noc polarna tromso
noc polarna
noc polarna norwegia
tromso

Mieliśmy 4 wieczory. 4 szanse na zorzę polarną.

Po sprawdzeniu prognozy pogody szanse zostały dwie.

Jesteś w terenie. Czekasz na zorzę. Jeśli nie jesteś pewny, czy ją widzisz, czy tylko wydaje Ci się, że widzisz – wykonaj prosty test: zrób zdjęcie nieba na dłuższym czasie naświetlania.
Widzisz na wyświetlaczu zielone? Jest zorza. Nie ma zielonego – przywidziało Ci się.

I tu dochodzimy do sedna: jest zorza i zorza. Jest zorza, którą widzisz na zdjęciach i zorza, którą widzisz na żywo.
Zorza, którą widzisz na żywo prawdopodobnie będzie wyglądała mniej spektakularnie niż ta, którą się pochwalisz na insta stories.
To, co Twoje pręciki widzą jako delikatny jaśniejszy pas na niebie (a i to po przyzwyczajeniu wzroku), Twój aparat zobaczy jako zielone szaleństwo.
Szybko nauczyłam się odróżniać zdjęcia osób, które naprawdę widziały jebitną zorzę, a kto widział ją tylko trochę, a aparat i lightroom zrobił za niego resztę. Ta ze zdjęcia poniżej jest tylko trochę, a właściwie ledwo widoczna gołym okiem.

Technologia vs człowiek: 1:0.

zorza polarna

Pierwszego dnia zorza była przeciętna,

za to stale widoczna od momentu wyjazdu za miasto. Odruch wyglądania przez okno i szukania zorzy na niebie, nieważne czy znajduję się w Norwegii, Islandii czy w Poznaniu – pozostał do dziś.

Zorza była słaba, podatna na wpływy światła sztucznego. Nieruchawa. Ale była, cieszyliśmy się jak dzieci z Minecrafta pod choinką.

Drugiego dnia mieliśmy lepsze prognozy: duża aktywność słoneczna i mało chmur. Tonight’s the night.
I faktycznie: długo po zaszyciu się w ciemnym lesie nie musieliśmy czekać. Nie dość, że zielone, to jeszcze się rusza. Mamy to!

Słyszałam i czytałam, że jak zobaczę prawdziwą zorzę, to z wrażenia nie będę umiała się przedstawić, a tymczasem zapytana podałabym i pesel, i numer paszportu. Swój i Tomasza.
Czyli albo ludzie ściemniają i prawdziwa zorza polarna nie jest tak spektakularna jak ją malują, albo to ja jestem bardziej zblazowana niż myślałam. Już widzę ten hejt: Najpierw Madera, teraz aurora – Nieśmigielska pluje na zorzę polarną. UNFOLLOW!

Aż przyszła zorza, po której siniaki na opadniętej szczęce noszę do dziś.

zorza polarna norwegia

Ja uwielbiam ją

ona tu jest
i tańczy dla mnie

Na tym etapie naprawdę nie wierzyłam, że zorza może tańczyć na niebie czy mienić się kolorami. To wszystko zmowa masonów, youtuba i photoshopa. Ludzie wydają ciężkie pieniądze na podróż, a potem nie chcą się przyznać do porażki, więc rozdmuchują swoje wrażenia. Nawet zrozumiałe, sama tak zrobię jak usiądę do pisania o Norwegii.

Właściwie mieliśmy już jechać do domu, skoro i tak nie widać było żadnej zorzy na horyzoncie.
A to nie na horyzont powinniśmy patrzeć – tylko na niebo nad nami.

Cofam wszystko, co napisałam wcześniej. Zorza tańczy na niebie i mieni się kolorami. Zorza jest jak wielki pociąg relacji niebo-ziemia. Kiedy się toczy, zarzuca na zakrętach.
Gdy przed śmiercią będzie mi całe życie przelatywać przed oczami, proszę koniecznie o dołączenie skrótu tamtego wieczoru.

Czy to możliwe, że oglądacie najbrzydsze zdjęcia zorzy polarnej w całym internecie?
Tak.

Czy mi to przeszkadza?
Nie.

Ja po prostu kładłam aparat na ziemi i przyciskałam na ślepo spust migawki. Aparat był od pstrykania, ja byłam od przeżywania, Wy bądźcie od kupowania biletów do Norwegii i doświadczania tego na własnej skórze.

zorza polarna norwegia
zorza polarna w norwegii
zorza polarna tromso
zorza polarna okolice tromso
zorza polarna
zorza polarna za kolem podbiegunowym

Plan B – co jeszcze zobaczyć w okolicach Tromsø?

No dobrze, ale przypuśćmy, że jesteście w północnej Norwegii i zamiast zorzy oglądasz chmury. Albo (czego życzę!) zorzę zdążyłeś zobaczyć już tyle razy, że zaczynasz się rozglądać za innymi atrakcjami.

Tych na północy nie brakuje – jeśli tylko Tobie nie brakuje na nie kasy. Kilka tysięcy z portfela mniej i możesz wszystko: karmić renifery, kierować psim zaprzęgiem, nocować w wiosce Saamów, popłynąć parostatkiem w piękny rejs, karmić fiordy i oglądać wieloryby.

My wybraliśmy opcję budżetową: odpalić grzanie w aucie i jechać przed siebie. Adrenalina podczas zjazdu po oblodzonej lokalnej drodze wzdłuż fiordu, gdy sprawdzana jest Twoja znajomość drugiej zasady dynamiki Newtona – na hasło NIESMIGIELSKA gratis!

To nie są epickie zdjęcia. Na epickie zdjęcia trzeba wcześnie wstać, wysoko wejść, mocno się spocić. Trzeba zasłużyć. A wysiadanie co chwilę (i na chwilę) z auta z obiektywem 50 mm przyczepionym do aparatu do zasług nie należy. Fair enough.

Epickie to są północne zimowe krajobrazy i nie musi Wam tego udowadniać żadna blogerka. Objedźcie Senję, niech Wam wyskoczy stado dzikich reniferów pod koła na Kvaløyi. Północ Norwegii to naprawdę więcej niż Lofoty.


okolice tromso




 kvaloya norwegia
renifery na drodze
renifery norwegia
renifery tromso kvaloya

Fjellheisen – kolejką linową do nieba

Nie jesteście fanami wydawania norweskich koron? Piątka!
A myślałeś kiedyś, żeby może zamiast wjeżdżać na górną stację kolejki linowej Fjellheisen (420 m n.p.m.), po prostu na nią jakby… wejść?

Oszczędzisz 30 minut w kolejce i 180 zł za bilety dla dwóch osób (połowę tego zapłacisz za dwie niedobre kawy i Kanelbullar w restauracji na górze). Nie ma głupich, my wchodzimy. Wzięliśmy kijki, spakowaliśmy raki – to użyjmy ich chociaż raz.

45 minut później byłam najbardziej popłakanym, osmarkanym blogerem podróżniczym wysuniętym na północ. Wszystkie plagi tego świata (gorączka, okres, obcierające buty, chichrający się za moimi plecami mąż, głód, siku) nie tyle na mnie spadły, ile się na mnie rzuciły i drapały pazurami.

Ale na górze… zacny widok, milordzie.

Kolejka linowa Fjellheisen w Tromsø – informacje praktyczne:

W zimę kolejka jest czynna codziennie od 10:00 do 23:00
Na górze znajduje się restauracja i kawiarnia (ale naprawdę nie polecamy stamtąd kawy).
Bilet góra-dół kosztuje: 92 zł (210 NOK, grudzień 2018). Można zjechać za pół ceny, jako i my zjechaliśmy (bilet powrotny kupuje się w kawiarni).

fjellheisen tromso
fjellheisen szlak
fjellheisen 
 tromso
widok z fjellheisen
fjellheisen atrakcje tromso
fjellheisen
fjellheisen 
 widok z gory
fjellheisen
fjellheisen
fjellheisen 
 tromso
fjellheisen 
kolejka linowa
fjellheisen 
 widok noca

Senja z rana jak śmietana

Kiedy w sklepie A (pod Twoim domem) ziemniaki kosztują 1 zł, a w sklepie B (na drugim końcu miasta) – 30 gr, to gdzie bardziej opłaca się je kupić?

Nasz norweski domek to były te ziemniaki za 30 gr, ale nie żałujemy – może i trzeba było po nie jechać 100 km w jedną stronę, ale za to miały saunę i mogliśmy z nich wyskoczyć na Senję. Norwegowie mają zdecydowanie za dużo pięknych wysp, gdzie strome góry opadają prosto do fiordu, pewnie nawet ich, tych wysp, nie rozróżniają. Mogliby nam jedną oddać, transport na nasz koszt. Robimy zrzutę na polakpotrafi.pl?

Gdybym miała wybierać, wzięłabym Senję – niedużą, lecz w sam raz. Zdążyliśmy ją objechać za dnia (co z przystankiem na kawę oznaczało jakieś 4 godziny) jedną z norweskich turystycznych tras widokowych. A widoków jedna mała Senja mieści w sobie za cztery duże wyspy (wpiszcie proszę w google images Segla mountain).

Plany mieliśmy ambitne (co poświadczała obecność raków w naszym bagażu), że jakiś trekking, coś – ale nawet najkrótsze wyjście w góry oznaczałoby wykorzystanie dziennego limitu światła. Mieliśmy wybór: albo robimy jedną rzecz 10/10 dziennie, albo codziennie przejeżdżamy 100-200 km w scenerii 9/10.

O tej porze roku wybraliśmy amerykański styl zwiedzania: na punkty widokowe. Niczego nie żałujemy.

senja wyspa
senja bergsbotn
senja tungeneset





Co zobaczyć w Tromsø?

Sęk w tym, że nie wiemy.

Każda północna wycieczka musi się zacząć i zakończyć w Tromsø. 75-cio tysięcznym mieście interaktywnych muzeów, polarnych katedr i płatnych miejsc parkingowych.
Najsprawiedliwiej będzie, jeśli o Tromsø nie napiszę nic, bo zajrzeć tam na jedno popołudnie, to nie zajrzeć nigdzie (ale bardzo polecamy najlepsze darmowe muzeum fotografii najbardziej wysunięte na północ – Perspektivet Museum). Z wydarzeń historycznych Tromsø znane jest jako gospodarz najbardziej wysuniętego na północ spotkania czytelnik-bloger (pozdrawiamy @mi.trz!), a jeśli chodzi o nietuzinkowe atrakcje – bardzo duży darmowy parking znajduje się pod komisariatem policji, 2 km od centrum. Pamiętajcie, że pod latarnią najciemniej.

Udanych wrażeń na północy i zorzy, której nie musicie poprawiać w photoshopie, życzy Elżbieta Nieśmigielska.

A w następnym wpisie opowiem jak to się stało, że wyprowadzamy się do Australii, chociaż nigdy nie mieliśmy takiego zamiaru.

tromso norwegia