Koala i s-ka. Gdzie w Sydney zobaczyć zwierzęta Australii?

Być albo nie być?

Gdyby Hamlet był blogerem podróżniczym odwiedzającym Sydney na trasie swojego road tripu przez Australię, miałby inny dylemat: Feathderale albo Taronga? Park z dzikimi zwierzętami czy ZOO? Gdzie w granicach Sydney zobaczyć misia koala (kuokę, kangura, walabię, wombata, pająka, który mógłby zabić, gdyby chciał), żeby otrzymać jak najlepszy value for money?

Featherdale Wildlife Park albo Taronga ZOO; oto jest pytanie.
Czy bardziej opłacalnym jest wybrać świadomie
ZOO blisko opery i mostu
Czy tłuc się autobusem na drugi koniec miasta
Aby zobaczyć mniej, ale dokładniej?

– Misia koala, – przytulić,
Nic więcej; i może jeszcze pogłaskać
kangura, a z nim inne torbacze,
Które są kontynentu dziedzictwem: kres taki
Błogosławieństwem byłby.

Jasna sprawa, najlepiej było po prostu zobaczyć je na wolności, ale takiej możliwości w okolicach Sydney nie ma przynajmniej od 1787 roku, a nawet gdyby była, ciężko zebrać tyle australijskich pokemonów w jeden dzień, zwłaszcza że jedne gatunki występują na zachodnim wybrzeżu (quokkozaur), a inne na wschodnim (koalapuff). Współczesnemu Hamletowi, który zanim wsiądzie do samolotu ma do wydania ostatnich 40 australijskich dolarów na Revolucie, pozostaje jedno: czytać ten wpis dalej.

Przybyłam, porównałam, opisałam. Oto wielkie zestawienie: Featherdale Wildlife Park versus Sydney Taronga ZOO.

Dawid versus Goliat.

Disclaimer: ogrodów (parków, rezerwatów, sanktuariów), w których możecie oglądać australijską faunę tylko w New South Wales jest kilkadziesiąt. W samym Sydney znalazłyby się jeszcze co najmniej dwa: Wild Life w Darling Harbour i Koala Park Sanctuary, jedno polecane umiarkowanie, drugie nie polecane zdecydowanie. Wybrałam Taronga Zoo i Featherdale Wildlife Park dlatego, że mają dobre opinie i można do nich dojechać transportem publicznym. Oraz ze względu na kuoki.

Pst, pozostałe wpisy z Australii znajdziecie tutaj.

pademelon australia
koala australia
kuoka australia

Featherdale Wildlife Park

Godziny otwarcia: codziennie 8:00 – 17:00
Ceny biletów: dorosły 32 AUD / dziecko 19 AUD (odpowiednio 87 i 52 zł).
Taniej niż Zoo, ale gdyby doliczyć ceny biletów autobusowych w dwie strony (z centrum Sydney jedzie się ponad godzinę), wyszłoby na to samo. Dlatego pamiętajcie, żeby w Sydney dzień święty święcić, bo w niedzielę opłata za transport publiczny nigdy nie wyniesie więcej niż 2,70 AUD.

Co ma Featherdale, czego nie ma Zoo?
Po pierwsze, wśród opiekunów zwierząt znajduje się dorodny okaz homo instagramer celebrytus. Biały uśmiech, bierze 150 na klatę, na zdjęciach tuli się z koalą, na insta wrzuca filmy z nowonarodzonymi kangurkami? To musi być Zookeeper Chad!
Nie wątpię, że są laski, które sikają na jego widok, ja jednak wolę swojego programistę Toma.
Po drugie, są tu prawie wszystkie zwierzęta o których czytałeś, jeśli kiedykolwiek czytałeś coś o zwierzętach Australii. Łącznie z pająkami.

Po wizycie w Featherdale będziesz czuł się tak mądry, że wyślesz zgłoszenie na casting do 1 z 10. Wymienisz przynajmniej 8 gatunków torbaczy (kangur, walabia, pademelon, billby, kuoka, koala, wombat, diabeł tasmański). Nie pomylisz kangura z walabią, ani pademelona z melonem. Co najwyżej pademelona z kuoką, ale w Polsce mało kto przyłapie Cię na nieścisłości.
Dla porządku: kangur to ten duży. Walabia to ten średni. Pademelon to ten mały. Kuoka to ten uśmiechnięty, a billby to ten z uszami.

I właśnie pierwsze, co zobaczyliśmy w Featherdale, to pademelony na wyciągnięcie ręki. Jeśli wszystkie dzieci mogą je głaskać, to my też chcemy!
Rozglądamy się w prawo. Rozglądamy się w lewo. Jeszcze raz w prawo. Dzieci głaszczą dalej. Nikt nie krzyczy.

(głasku-głasku)

Pademelon jest mięciutki jak kotek. Jak ten sam kotek, którego zostawiliśmy u moich rodziców wyprowadzając się do Australii. Kiedyś chciałam mieć w domu wiewiórkę (to od czytania Najmilszych Ewy Szelburg-Zarembiny), teraz chciałabym pademelona.

pademelon
pademelon australia





Koala – miś na miarę naszych możliwości

Kangurowate z rana jak śmietana, ale dopiero koale są kropką nad i w słowie Australia. A tych jest w Featherdale dużo i z bliska.

Plotki o słodkim wyglądzie koali absolutnie nie są przesadzone. Koale to siedząca doskonałość. Jeśli nie je, to śpi. Jeśli nie śpi, to je. Nie przejmuje się wagą, bo uroczy wygląd i tak ma zapisany w genach. Koala. Living the dream.

Niestety życie to nie piosenka Just5 i o ile kolorowe sny (po eukaliptusie) są dla koali stanem rzeczywistym, a pragnienie naprawdę tańczy w nas na ich widok, o tyle fragment o dotykaniu można włożyć między bajki – przynajmniej w Nowej Południowej Walii. W Polsce musisz mieć certyfikat na bycie lekarzem, elektrykiem, ratownikiem medycznym. W NSW bez papierka nie potrzymasz koali.

Koale potrafią być też bardzo zwinne, gdyby tylko im się chciało, jak im się nie chce.
Jeśli istnieje coś takiego jak zwierzę duchowe, to właśnie swoje znalazłam – ja też dopiero pod presją potrafię robić rzeczy wielkie.

Jeszcze kiedyś zawojujemy świat. Ja i mój gang koali.













Najszczęśliwsze zwierzę świata

Goła i wesoła. Radosna jak szczypiorek na wiosnę. Łagodna jak baranek – i do tego zawsze uśmiechnięta. Nawet jeśli ma jakieś zmartwienia, nie pokazuje ich po sobie.

Poznajcie kuokę, jedyne zwierzę Australii, które nie planuje Cię zabić. Normalnie żyje sobie 3700 km od Sydney (na Rottnest Island w okolicach Perth), potem długo długo nic, a potem w Sydney: w Zoo i w Featherdale.

Nie wiemy jakie są regulacje w New South Wales, wiemy że w Zachodniej Australii za dotykanie kuoki rzucają Cię na glebę i każą stulić ryj, dlatego na wszelki wypadek staraliśmy się trzymać od niej z daleka, na odległość wyciągniętej ręki. To nie my ją dotykaliśmy telefonem, to ona dotykała nas! Uśmiechała się, prowokowała. Sama się prosiła o zdjęcie.



kuoka australia
quokka australia

Ptaki, ptaszeczki, ptaszunie

Tak, wiem. Ptaki to zapchajdziura ogrodów zoologicznych. Połowa z Was nie widzi tego, co teraz piszę, bo ziewa, a druga połowa już dawno odpłynęła do krainy Netflixa.
Dajcie ptakom w Featherdale szansę, bo tak jak niebo na półkuli południowej różni się od tego na półkuli północnej, tak samo ptaki w parkach Australii różnią się od naszych. Jest nawet czarna papuga, żeby rasiści mieli się na czym powyżywać!







Poza tym w Featherdale niczego nam nie brakowało

(ale to nie my siedzieliśmy w klatkach)

Jest kolczatka, ktorą macie tylko dla siebie, bo wszystkich interesują koale w tej samej zagrodzie.
Jest pawilon zwierząt nocnych, a w nim nietoperze jedzące mięso na kolację po 22:00.
Jest śpiący w norce wombat, któremu diabeł tasmański mówi dobranoc.
Jest nawet pawilon Disneya, a w nim Bambi. I minizoo do miziania i karmienia (różnica między australijskim minizoo a polskim polega na tym, że w Australii możesz też karmić chrupkami walabie).

I teraz najlepsze: mimo że zobaczycie tu wszystkich nominowanych do tytułu australijskiej fauny roku (dziobak to jedyny wielki nieobecny), w Featherdale jest kameralnie. To Ty pokonujesz dystanse, a nie one pokonują Ciebie.

Wyrok: Za 32 dolary w Sydney możesz mieć stek z martwego kangura na mieście, albo możesz nakarmić żywego kangura w Featherdale. Wybór należy do Ciebie.










Taronga ZOO

Cena biletów: dorosły 42,30 AUD / dziecko 24 AUD (odpowiednio 115 i 66 zł).
Dorosły, który obchodzi urodziny: 1 AUD (po zarejestrowaniu na tej stronie, urodzinowa przypinka gratis)
Godziny otwarcia: codziennie 9.30 – 17:00

Co ma Zoo, czego nie ma Featherdale?
Zacznijmy od tego, że do Taronga Zoo można pójść. Można przyjechać. Można też popłynąć promem, spod samej opery. To raz.
Dwa, że w cenie biletu mieści się przejażdżka kolejką linową z widokiem na panoramę Sydney. Całe Zoo jest z widokiem na panoramę Sydney.
Trzy: w Zoo znajdziesz wszystkie zwierzęta, które widziałeś w Featherdale i 3x tyle tych, których nie widziałeś.

Wiec dlaczego uparłam się, żeby kibicować Featherdale?

Bo w sydneyskim Zoo australijskie zwierzęta (ergo: główne atrakcje dla Europejczyków) są tylko jednymi spośród wielu. Koali można nawet nie zauważyć. Kangury skaczą gdzieś na peryferiach. Kuoki spały albo wybierały zaległy urlop za 2018 rok. Honor australijskiej rodziny ratowały wombaty. Problem w tym, że zanim do nich dotrzesz, jesteś głodny, zmęczony, widziałeś po drodze żyrafę, słonia i hipopotama i jeden wombat mniej czy więcej nie zrobi Ci takiej różnicy.

Widzieliście kiedyś niewielkie Zoo? No właśnie. Zoo z definicji są za duże.

sydney taronga zoo
wombat sydney zoo






sydney zoo kolejka linowa
zoo w sydney

zoo w sydney

Nie zrozumcie mnie źle,

uważam że Zoo w Sydney bardzo się stara, żeby nie było Wam szkoda wydanych pieniędzy. Stara się tak mocno, że po 3 godzinach byliśmy zbyt zmęczeni, żeby pójść zobaczyć jeszcze tygrysy, skoro w Zoo w Poznaniu też mamy tygrysy. I we Wrocławiu. I w Gdańsku. Nawet w Płocku. W Zoo w Poznaniu nie mamy za to koali, a te tutaj potraktowano po macoszemu.

A że prom i widoki? Jest bardzo wiele miejsc w Sydney, do których można popłynąć promem spod opery i jeszcze więcej miejsc, z których operę widać. Dla mnie ten argument jest inwalidą, a może tylko mam żal, bo bardzo chciałam zrobić na instagrama zdjęcie żyrafy na tle wieżowców, a nie wiedziałam, gdzie się ustawić.

To jest klasyczny problem pierwszego świata – że zamiast cieszyć się sobotnim wyjściem z domu, człowiek porównuje doświadczenia i szuka dziury w całym. A im bardziej porówuje, tym więcej dziur znajduje. Ale co ja poradzę, że lepiej niż w Sydney pingwiny prezentowały się we wrocławskim Afrykarium? Przynajmniej polska zoologia wstała z kolan.














Focze figle

Czy ktoś jest w stanie mi powiedzieć, czy podczas pokazu foczych sztuczek byliśmy świadkami męczenia zwierząt, czy może focze pokazy są ok, jak jogurty z mleka kokosowego i cappuccino na mleku sojowym?
Bo nie wiem, czy mogę śmiało powiedzieć, że mi się podobały lwy morskie kręcące fikołki w powietrzu, czy powinam raczej udawać, że nigdy mnie tam nie było.

Seal Show: codziennie o 11:00 i 14:00 (w weekendy dodatkowo o 13:00). Im wcześniej przyjdziecie, tym lepsze miejsca zajmiecie. Im lepsze miejsca zajmiecie, tym bardziej ochlapani wyjdziecie.

taronga zoo seal show
seal show
seal show taronga zoo


Daj dzioba!

Ni pies, ni wydra. Ni ssak, ni ptak. Dziobak. Składa jaja, ale karmi małe mlekiem. Karmi małe mlekiem, ale nie ma sutków.
Mniejszy niż myślałam i szybszy niż myślałam.

W sprawie Featherdale vs Taronga, dziobak niewątpliwie świadczy na korzyść Zoo w Sydney.

W Zoo zobaczyliśmy na żywo też to, czego mamy nadzieję nigdy nie zobaczyć w szufladzie nocnej szafki. Żebyśmy wiedzieli, przed czym uciekać w podskokach (zdjęcia w internecie nie oddają powagi sytuacji).
Jadowity Sydney funnel web spider nawet w szklanej klatce 30×30 cm budzi respekt. Nie zamachnęłabym się na niego klapkiem. Raczej spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i wyprowadziła z mieszkania z nadzieją, że chociaż odzyskamy kaucję. Nie zrobiłam zdjęcia, bo jak tu zrobić zdjęcie niewielkiemu czarnemu pająkowi, który siedzi w głębokiej norce – ale pod powiekami ten obraz zatrzymałam na zawsze. Niestety. Też czujecie, jak coś po Was chodzi?

dziobak zoo australia
dziobak

And the Oscar goes to…

Jeśli lecicie dosłownie na drugi koniec świata i błagacie, żeby ktoś wziął od Was pieniądze, to raczej nie chcecie ich wydać na zwierzęta, które znajdziecie je w pierwszym lepszym Zoo w Polsce. Hipopotamy i żyrafy zostawcie lokalsom.

Wybór między Featherdale a Zoo jest jak wybór między epickim rozmachem, a kameralnym występem. Jak między koncertem U2 na Stadionie Śląskim w Chorzowie (ale bez Bono; koala to Bono), a jazzowym recitalem w undergroundowym klubie na obrzeżach miasta. Kwestia preferencji i oczekiwań, ale jeśli w Australii preferujecie kangury i oczekujecie koali – jedźcie do Featherdale.

Czyli jednak Dawid, nie Goliat. Historia lubi się powtarzać.

koala sydney zoo