SRI LANKA CZ. III: ELLA I HAPUTALE

POZOSTAŁE CZĘŚCI ORAZ PODSUMOWANIE KOSZTÓW

aha, bo znowu zapomnę: magistrem tomek może nie jest, i najprawdopodobniej nie zostanie, ale patrzcie jakie fajne magisto ze sri lanki się mu zrobiło:


już wiemy, co można zrobić w 6 godzin. obejrzeć jeden sezon sherlocka bbc, dolecieć z jeddah w arabii saudyjskiej do colombo na sri lance, albo przejechać te 130 km z kandy do elli. po co jechać do niewielkiej wioseczki położonej w sercu gór? a po to, że na jej obrzeżach vis a vis znajdują się dwa szczyty: ella’s rock i little adam’s peak, oba warte zobaczenia, mimo wylanego potu i sraczki pod krzaczkiem.
plan był taki, żeby codziennie przed snem walić pięćdziesiątkę czystej ‘na amebę’. na lotniskach wódki zapomnieliśmy kupić, a na miejscu nie bardzo było gdzie. można nie spakowac majtek na zmianę (chociaż nie, nie można) ale bez stoperanu nie radzę jechać. to tak w ramach dos and dont’s. jednak do rzeczy!

tam idziemy. wyglądam jak obwieś, ale przynajmniej nie mam czarnych skarpet do krótkich spodenek.
ella rock
null

chciałabym móc powiedzieć, że wyszliśmy o wschodzie słońca i stąd te kolory, ale prawie na pewno miałam źle ustawiony balans bieli w aparacie.
null
null

trasa na początku jest prosta. idzie się po torach, innej drogi nie ma. pod górkę zaczyna się robić, kiedy trzeba – nomen omen – wejść pod górę. prawdą jest, że każda ścieżka doprowadzi w to samo miejsce, ale po drodze na pewno spotkasz miejscowego, który powie ci ‘źle idziesz, ja pokażę’ i będziesz myślał, że uratował ci życie. i faktycznie, każdy białas wchodzi na szczyt przyczepiony do miejscowego przewodnika. a my mieliśmy dobrą mapę w telefonie, wskazówki stąd i daliśmy radę sami, booyah!
ella rock
ella rock
ella rock

chmury zaczęły się akurat rozwiewać. dobry timing mieliśmy.
null

ładnie, tylko drzewa wszystko zasłaniają.
view from ella's rock

chłopak z włoch, który na początku szedł z nami, ale zwątpił i przygruchał go sobie ‘przewodnik’. co zabawne, wcale nie zaprowadził go na ten najbardziej widokowy punkt. spotkalismy go pod miniświątynią schowaną pod nawisem skalnym, jakies 500 metrów dalej. też fajnie, bo mało ludzi tam dociera, ale koleś nie może powiedzieć że był na szczycie, a my ta-ak! booyah!
cave temple on ella's rock
cave temple on ella's rock
cave temple

krowa w lesie. nie byłoby może w tym nic dziwnego, ale znajdowaliśmy się na znacznej wysokości i trzeba było się nieźle spocić, żeby tam wejść.
null
ella rock sri lanka
ella railway station

na każdej stacji rządził taki właśnie chief stationmaster. tzn. rządził mahinda rajapaksa, ale zaraz po nim był człowiek w białym uniformie. miał tę ratującą życie umiejętność, że dobrze mówił po angielsku.
null

przejście na drugi koniec wylotówki z miasta i ciśniemy na little adam’s peak.
null

a idzie się tam przez plantacje. kiedy ja miałam dylematy moralne związane z robieniem/nierobieniem zdjęć tym bogu ducha winnym paniom, które w upale za grosik zrywają po 3 najmłodsze listki z każdego z miliona krzaków herbaty, na facebooku najbardziej komentujących interesowała moja sraczka. co z was za ludzie, ludzie?
tea plantation in sri lanka
tea picking

złamaliśmy się na hasło ‚photo? money?’, ale już na przykład ta pani pieniążka nie dostała. a mam jej portret. i co teraz? czy pani, która pracuje najbliżej drogi i ma największą szansę zgarnąć hajs dzieli się nim z innymi? czy może w zakresie pracy przy drodze panuje system zmianowy? / po prawej: little adam’s peak.
little adam's peak
ella's rock seen from little adam's peak in ella, sri lanka

widok z little adam’s peak na ella’s rock. tam bylim rano. ale jaja, co?
ella rock
ella rock
view from little adam's peak
null

ładne, co? ale to nie wszystko.
na popołudnie zjechaliśmy autobusami (poszło nadzwyczaj sprawnie, like a local) do haputale, miejscowości polecanej jako ‘tania baza noclegowa’ (potwierdzam). w dodatku w hotelu mieli serwis prania i pierwszy raz mieliśmy czyste ciuchy na rano. w dodatku w dodatku był to nasz najtańszy nocleg (1000 lkr = ~23 zł) – bez targowania – i chyba najlepszy. dla odmiany – najdroższy był najgorszy, ale ta zabawna historia wydarzy się dopiero za kilka dni.

myśleliśmy, że już ładniejszych widoków tego dnia nie zobaczymy, zrobimy krótką przebieżkę po mieście, internety i do spania. ale od stoiska do stoiska, skończyło się na spacerze wzdłuż torów z widokiem na góry. jako przegryzkę mieliśmy świeżego ananasa. normalnie czekałabym na hejty, ale głowy do góry! kupiłam ananasa w warzywniaku pod blokiem i smakował tylko nieznacznie gorzej od tych na sri lance.
haputale
null
null

lankijski czerwoniak. tańszy niż barszcz. wolniejszy niż żółw.
null
null

krowy na żerowisku, tj. wysypisku
null
null
null

null

zawsze jak dzień układa się idealnie, to znaczy, że następny będzie po chuju. zawsze. dlatego, na razie nieświadomi, spacerujemy i podziwiamy. podziwiajcie i wy.
haputale view
null
null
null
haputale sri lanka
haputale

  • dobry balans bieli czy nie zdjecia piekne. zwlaszcza te z gor. a 50 czystej przed snem to swietny pomysl, zapamietam!